Premier Senegalu Ahmadou Al Aminou Mohamed Lô wezwał do „położenia kresu ksenofobicznej retoryce w swoim kraju”. Wszystko zaczęło się 18 sierpnia, kiedy to trzy organizacje pozarządowe, w tym Amnesty International Senegal, zaapelowały do władz o „podjęcie działań” w związku ze „wzrostem ksenofobicznej retoryki” w mediach i na portalach społecznościowych.
Premier Senegalu odpowiedział pozytywnie i potępił w tym tygodniu w parlamencie wzrost „retoryki ksenofobicznej”. Wezwał jednak mieszkających w tym zachodnioafrykańskim kraju obcokrajowców do „ścisłego przestrzegania przepisów”.
Senegal boryka się z problem niekontrolowanej imigracji i ostatnio pojawiły się ataki na przybyszów z innych krajów. Międzynarodowe organizacje mówią wprost o „groźbach i zastraszaniu w mediach społecznościowych”, zwłaszcza wobec Gwinejczyków, którzy od dziesięcioleci mieszkają i pracują w Senegalu.
Premier przedstawił program rządowy, który stwierdza, że „ksenofobiczne” treści są sprzeczne z wartościami i „obyczajami” Senegalu i wezwał, by nie „stygmatyzować” innych społeczności. Władze zdają sobie jednak sprawę z negatywnych zjawisk towarzyszących imigracji i premier Lô podkreślił „pilną potrzebę przestrzegania przez cudzoziemców w Senegalu zasad regulujących ich pobyt”. Zapowiedział wzmocnienie kontroli granicznych i udoskonalenie działającego tam systemu elektronicznego.
Sprawę uciążliwej społecznie imigracji podnosi opozycja. Nacjonalistyczny deputowany Tahirou Sarr pytał niedawno Ministra Sprawiedliwości o upokorzenia Senegalczyków w kilku dzielnicach Dakaru z powodu „inwazji zagranicznych żebraków”, zjawiska bandytyzmu i prostytucji.
Okazuje się, że Afryka ma te same problemy co Europa, ale reaguje na imigrantów znacznie mocniej. W ostatnich miesiącach na kontynencie afrykańskim szerzy się „ksenofobiczna retoryka” w wielu krajach.
W Republice Południowej Afryki protesty antyimigracyjne przyniosły ofiary śmiertelne i zmusiły dziesiątki tysięcy zagranicznych pracowników do ucieczki z kraju.
W Kenii wypowiedzi prezydenta Williama Ruto, wzywające „cudzoziemców prowadzących małe firmy do zamknięcia”, wywołały panikę wśród mniejszości. Władze tego kraju dały zagranicznym przedsiębiorcom 90 dni na „uregulowanie ich statusu”.


