W Miejskim Urzędzie Pracy w Radomiu para postanowiła wykorzystać czas, za który otrzymują pieniądze od podatników na stosunek seksualny. Po ujawnieniu skandalu oboje pracowników zostało zwolnionych.
Do zdarzenia doszło w siedzibie Miejskiego Urzędu Pracy w Radomiu. Para zatrudniona za pieniądze od podatników zaryglowała się w służbowym pokoju, po czym oddali się czynnościom seksualnym.
Za bardzo się z tym nie kryli, ponieważ czynności usłyszeli pracownicy sąsiedniego pomieszczenia. Ci zaś poinformowali kierownictwo.
Sytuacja wywołała zamieszanie wśród władz placówki. Szef instytucji, Łukasz Molenda przerwał urlop i przybył do biura, by zająć się sprawą niezwłocznie. Para została wezwana „na dywanik”.
Molenda przekazał, że zebrane informacje wskazywały bezwzglednie, że para uprawiała seks w urzędzie w czasie pracy. Umowę rozwiązano w trybie natychmiastowym za porozumieniem stron. Para utraciła też prawo do jakiejkolwiek odprawy.
Warto zauważyć, że gdyby choć w 10 proc. równie skutecznie instytucje państwowe działały wobec posłów i ministrów, kraj wyglądałby znacznie lepiej. A gdyby zlikwidować Urzędy Pracy, byłoby jeszcze lepiej.
Część osób zaczęła zastanawiać się, czemu nie zastosowano tzw. dyscyplinarki. Szefowie MUP i mecenas zaangażowany w sprawę ocenili, że obecne przepisy sprawiają, że byłoby to ryzykowne dla podatników.
– Jak wynika z orzecznictwa, moralność nie podlega ocenie, nie może być przyczyną zwolnienia w trybie art. 52 kodeksu pracy – powiedział dyrektor Łukasz Molenda i dodał, że zwolnienie dyscyplinarne mogłoby nie utrzymać się w sądzie pracy.
„Super Express” wskazuje, że w przypadku tego konkretnie urzędu to „nie pierwsza wpadka w ostatnim czasie”.
„Niedawno szeroko komentowano incydent z innym pracownikiem, który został wyrzucony z pracy za rzucanie butelkami na stadionie podczas piłkarskich derbów między Radomiakiem a Koroną” – podała redakcja.
