Strona głównaGŁÓWNYMiędzy wolnością a porządkiem. Libertarianie spierają się o rolę państwa

Między wolnością a porządkiem. Libertarianie spierają się o rolę państwa

-

- Reklama -

Na platformie X rozegrał się ciekawy spór między Tomaszem Sommerem a Mikołajem Pisarskim. Dotyczył on weta prezydenta Nawrockiego wobec ustawy o osobie najbliższej, ale szybko przerodził się w szerszą debatę o tym, czym właściwie jest libertarianizm i gdzie kończy się wolność, a zaczyna odpowiedzialność za kształt społeczeństwa.

Tomasz Sommer twierdzi, że homoseksualizm jest obiektywnie szkodliwy społecznie, choć nie powinien być zakazywany na poziomie indywidualnym. Uważa jednak, że wprowadzanie związków jednopłciowych do prawa jest formą państwowej promocji – podobnie jak państwo nie promuje alkoholu czy narkotyków – i dlatego słusznie blokuje takie rozwiązania.

- Reklama -

Mikołaj Pisarski odpowiada z innej pozycji. Zgadza się, że w ideale państwo nie powinno w ogóle zajmować się małżeństwami. Jednocześnie jednak podkreśla, że dopóki państwo przyznaje małżeństwu określony status prawny, nie powinno arbitralnie wykluczać z niego dorosłych osób. Taka dyskryminacja – jego zdaniem – jest nie do obrony z libertariańskiego punktu widzenia i porównuje ją do blokowania innych, cząstkowych reform, które zmniejszają ingerencję państwa.

Argument Pisarskiego jest spójny i trudny do zignorowania. Skoro już żyjemy w rzeczywistości, w której państwo reguluje małżeństwo i nadaje mu konkretne skutki prawne, to konsekwentnie nie powinno wprowadzać dodatkowych, arbitralnych ograniczeń. Problem jednak w tym, że takie podejście zakłada moralną neutralność państwa, a ta neutralność jest w dużej mierze złudzeniem.

Państwo nigdy nie jest całkowicie neutralne. Zawsze promuje pewien porządek – czy to przez to, co zabrania, czy przez to, co ułatwia i wspiera. Dlatego spór o związki jednopłciowe nie dotyczy wyłącznie wolności umów, ale także pytania o to, jaki model relacji międzyludzkich państwo powinno chronić lub przynajmniej nie osłabiać.

Milei jako pragmatyczny libertarianin

Pisarski przywołuje Javiera Milei jako przykład pragmatycznego libertarianina, który nie blokuje istniejących rozwiązań tylko dlatego, że nie realizują one całego programu. Milei rzeczywiście nie dąży do uchylenia małżeństw jednopłciowych – prawo to obowiązuje w Argentynie od 2010 roku i od objęcia prezydentury nie podjął żadnych działań, by je zmienić. Traktuje je jako sprawę dorosłych osób zawierających dobrowolny kontrakt, który nie narusza zasady nieagresji.

Jednak tam, gdzie w grę wchodzą dzieci, Milei stosuje tę samą zasadę znacznie rygorystyczniej. Jest konsekwentnym przeciwnikiem aborcji i eutanazji, uznając je za naruszenie prawa do życia. Szczególnie mocno podkreśla znaczenie tradycyjnej rodziny, traktując niski przyrost naturalny jako poważne zagrożenie cywilizacyjne. W maju 2025 roku podczas wystąpienia na Amerykańskiej Izbie Handlowej w Argentynie Milei powiedział wprost, że kraj, który nie ma dzieci, nie ma przyszłości.

Milei szczególnie mocno sprzeciwia się ideologii gender, wyraźnie odróżniając ją od homoseksualności. Podczas gdy relacje między dorosłymi osobami tej samej płci traktuje jako prywatną sprawę i wyraz wolności osobistej, ideologię gender postrzega jako niebezpieczną, zwłaszcza gdy dotyczy dzieci i wychowania. W styczniu 2025 roku na Forum Ekonomicznym w Davos stwierdził, że w swoich najbardziej ekstremalnych wersjach ideologia gender „stanowi po prostu nadużycie wobec dzieci”. Jego rząd konsekwentnie sprzeciwia się wprowadzaniu tej ideologii do szkół, medycyny oraz instytucji państwowych.

W polskim kontekście ta różnica staje się jeszcze wyraźniejsza. Gdy część środowisk liberalnych i lewicowych domaga się nie tylko uznania związków jednopłciowych, ale równolegle wprowadzania ideologii gender do szkół i instytucji państwa, Milei pokazuje granicę, której – jego zdaniem – libertariańska obrona wolności nie powinna przekraczać. Nie blokuje dorosłych w ich prywatnych decyzjach, ale sprzeciwia się temu, by państwo aktywnie promowało rozwiązania, które osłabiają naturalny porządek rodziny i zdolność społeczeństwa do odnawiania się.

Mises i Rothbard, czyli libertariański fundament

Warto w tym miejscu wrócić do Ludwiga von Misesa. W swojej książce „Socjalizm” Mises dość wyraźnie bronił naturalnego porządku rodziny, wskazując, że socjalizm niszczy ją zarówno ekonomicznie, jak i kulturowo. Podkreślał znaczenie prywatnej własności i dobrowolnej współpracy jako podstawy stabilnych relacji rodzinnych. Mimo to misesowski libertarianizm, skoncentrowany przede wszystkim na prakseologii i kalkulacji ekonomicznej, nie daje wystarczająco mocnych narzędzi, by odpowiedzieć na pytanie o to, jaki porządek społeczny warto chronić.

Podobnie rzecz się ma z Murrayem Rothbardem. Jego koncepcja praw naturalnych i self-ownership wzmacnia libertariański fundament, szczególnie w obronie rodziny przed nadmierną ingerencją państwa. Jednak i tu dominuje perspektywa indywidualistyczna – rodzina jest chroniona przede wszystkim jako przestrzeń wolna od agresji, a nie jako instytucja mająca obiektywne znaczenie dla dobra wspólnego.

Więcej niż zawieranie umów

Właśnie w tym punkcie mój sposób myślenia odbiega od obu tych tradycji. Człowiek nie jest jedynie istotą działającą i zawierającą umowy. Jest osobą, której natura obejmuje relacyjność i zdolność do budowania trwałych więzi, w tym do przekazywania życia. Z tego względu państwo – nawet ograniczone – nie może być całkowicie obojętne wobec tego, jaki model rodziny dominuje w społeczeństwie. Nie oznacza to że powinno narzucać ludziom określone wybory życiowe. Oznacza to jednak że nie powinno aktywnie wspierać rozwiązań, które w dłuższej perspektywie osłabiają zdolność społeczeństwa do odnawiania się.

Katolicka nauka społeczna podchodzi do tych kwestii w sposób bardziej zrównoważony. Docenia ona wiele elementów libertarianizmu – zwłaszcza krytykę socjalizmu i znaczenie własności prywatnej – jednocześnie jednak odrzuca jego skrajny indywidualizm oraz przekonanie, że państwo powinno być całkowicie neutralne moralnie. Z tej perspektywy wolny rynek jest ważnym narzędziem, ale nie może być jedyną zasadą organizującą życie społeczne.

W tym kontekście powraca podstawowe pytanie: skoro państwo już istnieje i już narzuca pewien porządek – zakazując kradzieży, chroniąc dzieci czy gwarantując podstawowe prawa własności – to dlaczego nie miałoby też bronić naturalnego rozumienia małżeństwa i rodziny? Nie chodzi o przymuszanie kogokolwiek do konkretnych wyborów życiowych, lecz o to, by państwo nie przyczyniało się aktywnie do osłabiania instytucji, które mają fundamentalne znaczenie dla trwałości społeczeństwa.

Między wolnością a porządkiem

Spór między Sommerem a Pisarskim jest więc czymś więcej niż dyskusją o jednej ustawie. Dotyczy on głębszego napięcia między wolnością a porządkiem. Libertariańska obrona wolności umów ma swoją wartość, jednak bez odniesienia do obiektywnej natury człowieka i dobra wspólnego łatwo staje się niewystarczająca. Wolność, która nie potrafi chronić fundamentów, na których sama się opiera, prędzej czy później zaczyna się kruszyć…

 


Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 31-32, 27 lipca – 9 sierpnia 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.

Najnowsze