Liderka francuskiej prawicy Marine Le Pen zapowiedziała we wtorek, że zamierza kandydować w wyborach prezydenckich w 2027 roku po tym, gdy sąd apelacyjny uznał, że nie ma ona już zakazu ubiegania się o funkcje publiczne. Le Pen zapowiedziała też, że zwróci się do sądu kasacyjnego.
– Dziś wieczór jestem kandydatką w wyborach prezydenckich – zadeklarowała Le Pen w wywiadzie, którego udzieliła stacji telewizyjnej TF1. Przyznała, że wcześniej mówiła, iż nie będzie prowadzić kampanii wyborczej nosząc bransoletkę elektroniczną, a na taką formę nadzoru skazał ją sąd apelacyjny. Wyraziła przekonanie, że wniesienie skargi do sądu kasacyjnego zawiesza skutki tego wyroku, tak więc będzie prowadziła kampanię „bez bransoletki elektronicznej”.
– Nie zmienię zdania – dodała polityczka, zapewniając, że „nie ma już scenariusza, w którym nie mogłaby kandydować” w wyborach.
Oui, je suis candidate à l'élection présidentielle.
Avec Jordan Bardella, nous allons démarrer cette campagne présidentielle et c'est ensemble que nous irons convaincre les Français que nous sommes les seuls à pouvoir prendre de bonnes décisions pour changer leur avenir. pic.twitter.com/kvXgFUFd8t
— Marine Le Pen (@MLP_officiel) July 7, 2026
Le Pen potwierdziła, że jej współpracownik Jordan Bardella będzie premierem, jeśli ona wygra wybory prezydenckie, zaplanowane na wiosnę 2027 roku. Bardella miał ją zastąpić jako kandydat na najwyższy urząd w państwie, gdyby sąd apelacyjny definitywnie zakazał Le Pen udziału w wyborach.
Określając siebie i Bardellę jako „naprawdę solidny” duet o „bardzo silnych przekonaniach” Le Pen, przekonywała, że mogą oni razem wygrać przyszłoroczne wybory.
Wcześniej sąd kasacyjny sygnalizował, że wypowiedziałby się w sprawie Le Pen do stycznia 2027 roku. Ta najwyższa instancja sądowa we Francji nie ocenia merytorycznie wyroków sądów niższej instancji, a tylko bada, czy zostały one wydane zgodnie z obowiązującymi przepisami.
We wtorek sąd apelacyjny w Paryżu wydał wyrok wobec Le Pen i jej współpracowników z partii Zjednoczenie Narodowe (RN), dawnego Frontu Narodowego. Potwierdził decyzję sądu pierwszej instancji z marca 2025 roku, tzn. uznał liderkę prawicy za winną i orzekając karę dodał do niej zakaz ubiegania się o funkcje publiczne. Zarazem, skrócił ten zakaz startu w wyborach: orzekł go na 45 miesięcy, w tym 30 w zawieszeniu. „Niezawieszone” pozostaje więc 15 miesięcy i sąd uznał, że Le Pen już je odbyła, bowiem odliczane są one od marca 2025 roku, czyli wyroku niższej instancji.
Sąd skazał także Le Pen na trzy lata więzienia, w tym dwa w zawieszeniu, a przez pozostały rok nakazał jej noszenie bransoletki elektronicznej. W tym wypadku kara liczona jest dopiero od założenia bransoletki, co może nastąpić w ciągu najdalej kilku miesięcy. Le Pen mogłaby – jako oceniał dziennik „Le Monde” – ubiegać się o skrócenie terminu po odbyciu połowy kary.
Sąd apelacyjny, tak jak sąd niższej instancji, uznał polityczkę za winną sprzeniewierzenia środków publicznych. Proces dotyczył zatrudniania w przeszłości przez Le Pen i innych działaczy prawicy asystentów w Parlamencie Europejskim, którzy zamiast pomagać posłom w ich pracy w PE, w rzeczywistości wykonywali zadania partyjne na rzecz Frontu Narodowego. Przepisy unijne tego zabraniają.
