Wołyń i jego historia – nasza wspólna duma? Ukraińscy nacjonaliści nie kryją się ze swoimi poglądami. Do sprzedaży trafił naszywka, w kolorze „krwawej historii”, z napisem „Wołyń pride”. Po jednym dniu została jednak wycofana.
W ofercie ukraińskiego sklepu internetowego RAINSHOUSE pojawiła się naszywka, która w polskim sercu budzi oburzenie. Nazwana „Ultraprawicowy Wołyń” (Ультраправа Волинь), łączy symbolikę noża, emblemat współczesnego ukraińskiego nacjonalizmu „Idea Nacji” oraz prowokacyjny napis „Wołyń” z angielskim „pride” – czyli „duma”. Sprzedawca nie ukrywa intencji: „Wołyń i jego historia są naszą wspólną dumą!”. Kolor produktu nazwano „krwawą historią”. To nie jest przypadek ani prowokacja pojedynczego sklepikarza. To jawne plucie na groby dziesiątek tysięcy pomordowanych Polaków.
Naszywka była jednak dostępna tylko przez jeden dzień, później wycofano ją ze sprzedaży. „Tylko czujność i stanowcza reakcja na każdą taką prowokację mogą powstrzymać etnonacjonalistyczne szaleństwo, które opanowuje Ukrainę – szaleństwo opakowane w modne hasła, takie jak «dekolonizacja» i «agencyjność».
Ideologie i praktyki ludobójcze muszą być potępiane, a nie wynoszone na piedestał” – oceniła na portalu X Marta Havryshko.
Dear Polish friends,
You did it!
The Azov-linked publishing house Rainhouse led by officer from the Third Assault Brigade has removed from sale the patch glorifying the UPA’s Volhynian Massacre. It had been put up for sale only yesterday.
This is exactly how it should be.… pic.twitter.com/v19HiWooKd
— Marta Havryshko (@HavryshkoMarta) June 27, 2026
RAINSHOUSE to nie zwykły sklep z odzieżą. To wydawnictwo i centrum „ideologicznego zabezpieczenia” powiązane z Ołeksijem Reinsem „Konsulem” – ochotnikiem batalionu AZOV, żołnierzem 3. Brygady Szturmowej Sił Zbrojnych Ukrainy i ideologiem ukraińskiego nacjonalizmu. Firma otwarcie promuje ultraprawicową estetykę, literaturę OUN-UPA i kult Stepana Bandery. Naszywka o wymiarach 7×4 cm, wykonana z PVC, za 499 hrywien (ok. 41 zł) to produkt skierowany do środowisk, dla których Rzeź Wołyńska nie jest zbrodnią, lecz powodem do dumy.

Krwawa prawda o Wołyniu
Dla Polaków Wołyń to nie tylko kraina historyczna. To symbol jednego z najokrutniejszych ludobójstw w dziejach naszego narodu. W latach 1943–1945 oddziały Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN-B) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) przeprowadziły zaplanowaną czystkę etniczną na ludności polskiej. Historycy szacują, że zamordowano od 80 do nawet 130 tysięcy Polaków – mężczyzn, kobiet i dzieci. Kulminacja nastąpiła 11 lipca 1943 roku podczas „Krwawej Niedzieli”, gdy UPA zaatakowała jednocześnie blisko sto polskich miejscowości. Ofiary ginęły mordowane w bestialski sposób: siekierami, kosami, widłami, piłami. Palono je żywcem, wycinano całe rodziny, mordowano w kościołach.
Świadectwa ocalałych są wstrząsające. W Woli Ostrowieckiej zamordowano 628 osób, w Ostrówkach – ponad 500, w Gajach – 600. A to tylko ułamek ofiar. UPA nie oszczędzała nikogo – niemowlęta rozbijano o ściany, kobiety gwałcono i torturowano. To nie były „wypadki przy pracy” czy „odwet”. To była świadoma polityka eksterminacji Polaków z Kresów, aby stworzyć „czystą etnicznie” Ukrainę. Dowódca UPA na Wołyniu Dmytro Klaczkiwski „Kłym Sawur” wydał rozkaz „powszechnej fizycznej likwidacji całej ludności polskiej”.
Polskie Państwo Podziemne i Armia Krajowa próbowały bronić cywilów, ale w obliczu skoordynowanego terroru i wsparcia części ukraińskiego chłopstwa możliwości były ograniczone. W odwecie zginęło kilka–kilkanaście tysięcy Ukraińców, jednak skala i bestialstwo zbrodni wołyńskiej nie mają porównania.
Gloryfikacja morderców
Tym bardziej bulwersuje dzisiejsza postawa części ukraińskich elit i środowisk nacjonalistycznych. UPA, Bandera i inni dowódcy ukraińskich nacjonalistów są na Ukrainie czczeni jako „bohaterowie walki o niepodległość”. Ulice, place, pomniki, a nawet mundury z symboliką OUN-UPA. Naszywka z nożem i hasłem dumy z „krwawej historii” Wołynia to logiczne przedłużenie tej polityki historycznej. Dla tych ludzi mord na polskich sąsiadach nie jest hańbą, lecz chwałą. „Prawdziwi Ukraińcy są dumni z całej swojej historii” – piszą sprzedawcy.
W Polsce od lat trwa walka o prawdę i godne upamiętnienie ofiar. Sejm RP ustanowił 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów. Instytut Pamięci Narodowej dokumentuje zbrodnie, organizowane są marsze pamięci, publikowane są książki i raporty.
Niestety, na Ukrainie – zwłaszcza w warunkach wojny z Rosją – głosy wzywające do rozliczenia z banderowską spuścizną są marginalizowane. Zamiast tego promuje się narrację „wspólnej walki” i „wspólnej dumy”.
Czas na prawdę, a nie propagandę
Naszywka z RAINSHOUSE nie jest marginalnym incydentem. To symptom głębszego problemu – braku rozliczenia z historią OUN-UPA. Dopóki Ukraina będzie budować swoją tożsamość na kulcie morderców Polaków, prawdziwe pojednanie będzie niemożliwe. Polacy nie żywią nienawiści do dzisiejszych Ukraińców. Żądają jednak prawdy o ofiarach i potępienia sprawców.
Wołyń nie jest „wspólną dumą”. Dla Polaków to symbol męczeństwa, krwi i zdrady sąsiadów. Dla nas Wołyń to pamięć o tysiącach pomordowanych, o spalonych wsiach, o dzieciach z rozbitymi głowami. To zobowiązanie, by nigdy nie zapomnieć i nie pozwolić na fałszowanie historii.
Czas, aby ukraińskie środowiska nacjonalistyczne zrozumiały: duma z noża wbitego w plecy polskiego sąsiada nie buduje narodu, buduje jedynie mur nieufności. Pamięć o Wołyniu nie jest antyukraińska. Jest polska. I musi pozostać żywa – dla przyszłych pokoleń.
