Poseł KO Katarzyna Piekarska zasłabła w Sejmie podczas awanturowania się z politykami PiS w sprawie oskarżeń o korzystanie z VIP-owskiej procedury poza kolejnością na koszt podatników. Jak przekonywała, przechodzi taką samą procedurę jak wszyscy inni.
Straż Marszałkowska i kilku innych posłów pomogło Piekarskiej wyjść z sali obrad. Nazajutrz w rozmowie z TVN24 powiedziała, że posłowie PiS zarzucili jej korzystanie z uprzywilejowanego, nieformalnego systemu przyjęć w Szpitalu Południowym. O „saloniku” i procederze więcej przeczytacie w artykule poniżej.
– Powiem pół żartem, pół serio, że działania PiS-u podniosły mi ciśnienie. Myślę, że każdy ma jakiś swój taki próg, poza który jak się wychodzi, to po prostu nie daje rady – powiedziała Piekarska.
Politycy PiS udostępnili grafikę z listą osób, które – według nich – miały korzystać z uprzywilejowanej wersji przyjęć. Była na niej Katarzyna Piekarska.
– Tak naprawdę poszłam (do posłów PiS – red.) po to, żeby powiedzieć, że jeżeli ta informacja nie zostanie zdjęta, to skieruję pozew – zadeklarowała w rozmowie z TVN24.
Dodała, że oskarżenia są nieprawdziwe i „nigdy w życiu” w ogóle nie było jej w tym szpitalu.
– Jestem w procedurze leczenia takiej samej jak inne pacjentki – podkreśliła.
Piekarska ma raka piersi. Informowała o tym w mediach społecznościowych.
– Można prześledzić mój profil, gdzie się leczę, z jaką częstotliwością. Ostatnio też dzieliłam się informacją, że przeprowadziłam USG piersi i też namawiałam do tego. Można to wszystko prześledzić, zadać sobie odrobinę trudu i po prostu tego nie pisać, bo to jest bardzo przykre – podkreśliła.
Dodała, że otrzymała przeprosiny od posła PiS Rafała Bochenka. Stwierdziła, że za publiczne oskarżenia powinny być także publiczne przeprosiny.
