Strona głównaMagazynMiliardy na kolejnego „polskiego” elektryka i propaganda o KSeF kontra rzeczywistość. Przegląd...

Miliardy na kolejnego „polskiego” elektryka i propaganda o KSeF kontra rzeczywistość. Przegląd gospodarczy Marka Łangalisa

-

- Reklama -

Pisałem, że dzięki KSeF, wyniki głównego dostawcy dostarczającego oprogramowanie ERP dla firm będą bardzo dobre. Świetny wynik – do przewidzenia dla tych, co dostali faktury za aktualizacje pod KSeF.

KSeF to był czysty zysk… dla firm wdrażających

Co ciekawe – wzrost przychodów to 22 mln zł, wzrost zysków netto 14,5 mln zł. Każda jedna złotówka wzrostu przychodów przyniosła 0,66 zł zysku netto. IMPONUJĄCE.
Kolejny raz okazało się, że na wdrażaniu polskiego prawa przez wielkich – da się naprawdę ładnie zarobić.

KSeF to był czysty zysk dla firm wdrażających oprogramowanie. Aktualizacje były oczywiście wysokopłatne. U mnie dostawca oprogramowania skasował nas na pięciocyfrową kwotę, ale wiem, że jest wśród nas przedsiębiorca – będzie chciał, to się ujawni, nie będzie chciał, to nie – który dostał fakturę sześciocyfrową. Pomnożone przez liczbę firm to i jest jak jest.

Ale już z mediów społecznościowych wiem, że jak o tym piszę, to znaczy że jestem nieuczciwy i mam coś do ukrycia.

Gratuluję akcjonariuszom Asseco BS! Zysk netto za pierwszy kwartał +51%!

Propaganda o KSeF kontra rzeczywistość

Nie chce mi się już czytać, jaki KSeF jest zarąbisty dla ludzi, którzy mają jedną fakturę dziennie. Tak – dla jednej faktury dziennie KSeF jest super.

U mnie w firmie wygląda to tak: Mamy 9 tys. produktów, musimy zmapować fakturę przychodzącą do bufora – nadać jej odpowiadający w naszym programie produkt – czyli połączyć nasz produkt z produktem KSeFowskiej faktury zakupowej, po mapowaniu jesteśmy gotowi, by odbuforować fakturę i już można robić przyjęcie. Ale ile tu jeszcze niespodzianek – bo my wliczamy koszt transportu w towar, by uzyskać koszt nabycia, ale w KSeFie wchodzi to oddzielnie – problemy 2026 r. takie, że hej ho.

Nerwy puszczają wszystkim. Ale w TV leci reklama – hop, siup i fakturka w chmurze i wszyscy weseli.

Skok na kasę dla „artystów”

Według Minister Kultury korporacje zapłacą podatek reprograficzny. Pewnie tak będzie, ale zanim to zrobią, to podniosą cenę o wysokość podatku/opłaty, czyli przerzucą go na konsumenta. Więc może i korporacje zrobią przelew do urzędu, ale wcześniej wezmą te pieniądze od Was.

Tak samo było z podatkiem bankowym, cukrowym i innymi tego typu. Więc ceny pójdą w górę po to, by dostawcy sprzętu mogli z tej podwyżki zapłacić to, co MKiDN wymyśli.

NCZAS: Z rzetelności dziennikarskiej przytoczmy propagandę Minister Kultury:

@MartaCienkowska na X-ie: Najprościej jak się da: 1. Kto będzie objęty opłatą reprograficzną? Korporacje. 2. Kto nie będzie? Obywatele. Odbiorcy kultury. 3. To pieniądze, jakie już dawno powinny były trafiać na konta polskich twórców za kopiowanie ich pracy. To nie jest nowe prawo, tylko aktualizacja przepisów sprzed ponad dwudziestu lat. Podobne regulacje w innych krajach Europy nie miały negatywnego wpływu na ceny urządzeń. To naprawdę nie jest trudne do zrozumienia – wystarczy odrzucić mity i poruszać się w świecie faktów. Serdecznie do tego zachęcam.

Nie sądzę, aby p. minister sama w to wierzyła, ale władza często tak się tłumaczy przy nowych podatkach / opłatach. Bo co ma powiedzieć, że ceny wzrosną i zapłaci konsument? A tak to jakaś część nawet uwierzy…

Chcesz większych podatków? To je płać!

Rozumiem, że są w Polsce zwolennicy wysokich podatków. Biorąc pod uwagę, że nasze państwo ma już wydatki wyższe niż państwa skandynawskie (ok. 50,5 proc. do PKB), to raczej wyższe już być nie mogą, ale wiem, że próby trwają. Ale patrząc na sytuację demograficzną, to za wyższe wpływy raczej można oczekiwać 15-tej emerytury dla najmłodszych emerytek w UE oraz najkrótszego czasu pracy dla służb mundurowych.

Zaintrygował mnie wpis Pani Olgi.

NCZAS: Autorka opisała swoją walkę z niewydolnym polskim systemem, który zmusił ją do wydania prywatnego majątku na samodzielne stworzenie przedszkola i szkoły terapeutycznej dla córki. Mimo sukcesów w sektorze finansowym, musiała porzucić karierę i zainwestować duże pieniądze w infrastrukturę edukacyjną, ponieważ publiczne placówki nie oferowały odpowiedniego wsparcia dla dzieci z jej potrzebami. Wniosek Pani Olgi jest jednak zastanawiający: autorka wolałaby płacić nawet 70 proc. podatku, gdyby w zamian państwo gwarantowało sprawne usługi publiczne na poziomie zachodnim.

Wbrew pewnie Jej intencjom pokazuje, jak wiele dobrego można zrobić dla swojej rodziny, płacąc jednak niskie podatki. Być może przemawia przeze mnie cynizm, ale jakoś ciężko mi uwierzyć, że będąc w POPiS-owym potrzasku, na który swoje głosy oddaje 91 proc. emerytów, cokolwiek się zmieni. Presja ze strony bazy wyborczej będzie jednak ku temu, by większe środki kierować do 60-letnich Grażynek na emeryturze i 40-letnich Januszów w mundurze.

Natomiast, jeśli ktoś, jak Pani Olga, również uważa, że płaci za niskie podatki, to może wpłacić dobrowolną kwotę na konto swojego Urzędu Skarbowego, wpisując w tytule przelewu: „Darowizna na rzecz Skarbu Państwa”.

Jeśli kredyt, to z jakim oprocentowaniem

Ponieważ biorę teraz trochę większy kredyt i pierwszy raz nie czuję czy stałe, czy zmienne oprocentowanie lepsze. Aż dwa dni się zastanawiałem, analizując plusy i minusy i jednak wziąłem stałe. Natomiast na dziś znalazłbym pewnie drugie tyle powodów, dlaczego brać na zmienne.

Wydaje mi się, że jesteśmy w przededniu pojawienia się presji inflacyjnej. Na surowcach i materiałach niestety podwyżki już są dwucyfrowe – na rynku pojawi się to dopiero po wakacjach. Raczej w tym roku nie liczyłbym na obniżkę stóp i jest bardzo dużo ryzyko proinflacyjnych.

W firmie zrezygnowaliśmy z podpisania bardzo dużego dla nas kontraktu, niestety jak to przy takich dużych tematach, to z niską marżą, bo w ostatniej chwili klient dopisał gwarancję stałej ceny na 2 lata. No nie, dziękuję, brać teraz na siebie ryzyko. Natomiast wszystko może się zmienić w najbliższych miesiącach – bo tu głównym napędem tych podwyżek jest niestety wojna na Bliskim Wschodzie i zakłócone łańcuchy dostaw.

Miliardy na kolejnego „polskiego” elektryka

5 lat temu pierwotnie mieliśmy mieć pierwszego elektryka wyprodukowanego w państwowej polskiej firmie. Nie udało się, więc trzeba dorzucić jeszcze… 1 mld euro (!) i może tym razem się uda jakieś 10 lat po pierwotnie zakładanej dacie.

Wiem, że może mi grozić sprawa za to, co napiszę – ale politycznie ten projekt to niszczarka publicznych pieniędzy, bo za KPO jako podatnicy też będziemy spłacać pożyczkę.

To nie jest wpis polityczny – krytykowałem za poprzedniego rządu, krytykuję i za tego. O ile CPK należało rozwijać jak najszybciej, to „Izerę” (formalnie nowy projekt ma się nazywać inaczej – dop. red.) należało równie szybko zamknąć bez dalszego spalania kasy.

Za energetyka24.com: NFOŚiGW podpisał umowę z ElectroMobility Poland na dofinansowanie w wysokości 4,5 mld złotych środkami z KPO projektu „Polski Hub Elektromobilności”. Była to okazja do wielu interesujących zapowiedzi, jak i do wymierzanych raz po raz ciosów w poprzedni projekt polskiego elektryka.

Za Tomasz Wyłuda (@tomaszwyluda na X-ie): Rynek bardzo konkurencyjny. Oprócz wybudowania trzeba jeszcze będzie myśleć, jak to sprzedać. Nie jestem marudą. Po prostu nie wierzę, że urzędnicy mogą zrobić coś lepiej niż prywatna osoba. Pełna linia produkcyjna miała ruszyć kilka lat temu. Nie ma nawet fundamentów pod budynek. Jak chcemy mieć globalne marki, to nie przez urzędników, którzy zbudują fabryki, tylko przez stworzenie odpowiednich warunków do jego rozwoju: rynek kapitałowy, gdzie ściga się przestępców, państwo nie okrada inwestorów z dywidend, państwo sukces podmiotu świętuje, a nie kara „podatkiem nadzwyczajnym”, niewielka biurokracja, przejrzyste i proste prawo, niskie podatki, szybka administracja, sprawne prawo i sądy.

Najnowsze