Ukraiński influencer Andriy Gavryliv wjechał sportową Corvettą na teren rezerwatu przyrody Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zaparkował bezpośrednio przy Morskim Oku, a wszystkim pochwalił się w mediach społecznościowych. Policja wlepiła mu całe 100 złotych mandatu. Internauci kpią, że drożej wychodzi przejażdżka końmi. W sprawie zainterweniował osobiście premier Donald Tusk, co dobitnie świadczy jak kartonowym państwem jesteśmy.
Pochodzący z Lwowa Gavryliv, którego w sieci obserwuje blisko 900 tysięcy osób, podjechał swoim samochodem aż do schroniska nad Morskim Okiem. Na opublikowanych fotografiach widać influencera i towarzyszącą mu kobietę pozujących na tle jeziora, z zaparkowaną Corvette w tle.
Ukrainiec zapewnia, że nie wiedział, iż po Tatrzańskim Parku Narodowym nie można jeździć samochodem. Przyjął linię obrony, jakoby zdecydował się na wjazd, ponieważ widząc utwardzoną drogę, uznał, iż jest ona ogólnodostępna, a znajomi, którzy ostrzegali go przed tym pomysłem, po prostu się mylili.
W drodze powrotnej zatrzymał go patrol policji. Za naruszenie przepisów otrzymał mandat w wysokości… 100 złotych i 8 punktów karnych.
Wybuchła z tego niemała afera, komentarze są jednoznacznie potępiające. Do tego stopnia, że ukraiński ifluencer postawił schować swoje konto za „kłódką”, czyli chwilowo jest niedostępne dla postronnych obserwatorów.
Sprawą zajął się Tatrzański Park Narodowy. Dyrektor TPN Szymon Ziobrowski poinformował, że służby parku od piątkowego popołudnia współpracują z policją w celu ustalenia tożsamości mężczyzny i jego statusu pobytowego w Polsce. Ziobrowski nie dowierzał także tłumaczeniom Ukraińska. – Nie wiem. Może ma problemy ze wzrokiem? Trudno mi to skomentować – stwierdził w rozmowie z Wirtualną Polską.
Dodał, Jeśli tożsamość sprawcy zostanie formalnie potwierdzona, grozi mu dodatkowy mandat nawet do 1000 złotych wystawiany przez służby parku.
Ukraiński influencer opublikował zdjęcie znad Morskiego Oka, na którym pozuje przy zaparkowanym samochodzie.
Przyznał, że wjechał na teren chroniony, ponieważ – jak tłumaczył – nie wiedział o zakazie i błędnie zrozumiał wcześniejsze ostrzeżenia. Po interwencji policji został… pic.twitter.com/kWDLBBkePG
— 🌐 ᴛʜᴇᴘᴏʟᴀɴᴅɴᴇᴡs 🌐 (@thepolandnews_) May 23, 2026
Tusk osobiście interweniuje
Premier Donald Tusk poinformował w sobotę, że zwrócił się do MSWiA o pilne ustalenie wszystkich szczegółów rajdu ukraińskiego kierowcy na drodze do Morskiego Oka i o wyciągnięcie surowych konsekwencji. Jak ocenił, sprawa ta budzi zrozumiałe oburzenie.
„Rajd ukraińskiego kierowcy na drodze do Morskiego Oka budzi zrozumiałe oburzenie. Zwróciłem się do MSWiA o pilne ustalenie wszystkich szczegółów tego zdarzenia i wyciągnięcie surowych konsekwencji” – napisał premier, odnosząc się do sprawy na X.
Tusk oczywiście robi to tylko po to, żeby zbierać punkty na wybory, bo sam fakt takiej interwencji świadczy tylko o beznadziejności naszego państwa. Ciekawe czy kolejna interwencja Tuska będzie dotyczyła śmiecenia w parku, czy picia piwa w miejscu niedozwolonym?
Rajd ukraińskiego kierowcy na drodze do Morskiego Oka budzi zrozumiałe oburzenie. Zwróciłem się do MSWiA o pilne ustalenie wszystkich szczegółów tego zdarzenia i wyciągnięcie surowych konsekwencji.
— Donald Tusk (@donaldtusk) May 23, 2026
Tuskowi błyskawicznie odpowiedział minister Marcin Kierwiński, co wskazuje, że to typowa ukartowana akcja pod publiczkę.
Minister spraw wewnętrznych i administracji we wpisie na X zaznaczył, że „sprawca rajdu na Morskie Oko zostanie rozliczony”.
„W związku z naruszeniem porządku publicznego na wniosek Policji trafi na listę osób niepożądanych z zakazem wjazdu na teren RP na 5 lat” – poinformował szef resortu. Dodał, że „łamanie prawa zawsze spotka się z ostrą reakcją”.
Decyzja słuszna, ale powinna to zrobić od razu policja, a taką wspólną akcją premiera i ministra zepchnięto na bok nieudolność policji i jednocześnie rządzący zdobyli punkty u wyborców.
