Strona głównaMagazynTak źle jeszcze nie było. Powolny upadek kraju między Prutem a Dniestrem

Tak źle jeszcze nie było. Powolny upadek kraju między Prutem a Dniestrem

-

- Reklama -

Jaka przyszłość czeka Mołdawię, która o tej porze roku wygląda wyjątkowo pięknie, nie wiadomo. Przy czym nie chodzi bynajmniej o kwestię polityczną, czyli o jej zjednoczenie z Rumunią i wystąpienie ze Wspólnoty Niepodległych Państw, którego członkiem Mołdawia w dalszym ciągu nominalnie jest.

Na przyszłość leżącej między Prutem a Dniestrem republiki bardzo negatywnie wpływa jej wyludnienie, które postępuje w niej szybciej niż w także wyludniających się krajach nadbałtyckich. Wystarczy nadmienić, że w czasie swojego niepodległego bytu republika utraciła połowę swojej ludności i jadąc z jej północy na południe, ma się wrażenie, że jedzie się przez tereny niezamieszkałe.

Od 1991 r., to znaczy od ogłoszenia niepodległości, ludność Mołdawii zmalała z 4,45 mln do 2,3 mln osób. Według Państwowego Biura Statystyki codziennie Mołdawię na zawsze opuszcza 90 osób. Co roku republika traci więc ludność głównie w wieku produkcyjnym.

Tak źle w Mołdawii jeszcze nie było. Nie można też zapominać o Przydniestrzańskiej Republice, która choć nie jest kontrolowana przez Kiszyniów (stolicę Mołdawii), to jednak formalnie do niego należy. Tam spadek liczby mieszkańców jest jeszcze większy niż w reszcie kraju. Według obserwatorów miejscowi politycy nie dostrzegają problemu, co oznacza, że będzie on się dalej pogłębiać. Zwracają oni też uwagę, że o ile w latach dziewięćdziesiątych minionego wieku i początkach tego wieku mieszkańcy republiki wyjeżdżali, by zarobić pieniądze, przywieźć je do domu i zainwestować, to obecnie wyjeżdżają już na zawsze i nie myślą o powrocie do ojczyzny, nie widząc w niej dla siebie perspektyw.

Mołdawianie wyjeżdżają w dwóch kierunkach, do krajów Unii Europejskiej lub do Rosji. Niektórzy wyjeżdżają też do innych krajów nie należących do Unii Europejskiej, na przykład do Turcji. W krajach UE Mołdawianie zarabiają nieźle, a w niektórych, jak np. we Włoszech, mogą liczyć na emeryturę wielokrotnie wyższą od tej, którą mogliby otrzymać w kraju. Często jednak w państwach UE Mołdawianie, mimo że często są specjalistami z wyższym wykształceniem, to muszą zaczynać jako pracownicy fizyczni na budowach. Kobiety zaś jako sprzątaczki lub gospodynie domowe. Wykorzystanie ich zawodowych kwalifikacji utrudnia najczęściej nieznajomość miejscowego języka. Znajomość angielskiego nie wystarcza. Wyjeżdżając do Rosji, Mołdawianie mają do pokonania więcej problemów formalnych, ale po oficjalnym zarejestrowaniu mogą pracować w swoich zawodach. Znają bowiem doskonale język rosyjski i bez trudu wtapiają się w etos rosyjski.

Oficjalnie zarejestrowanych w Rosji jest około 650 tysięcy pracowników z Mołdawii. De facto jest ich więcej. Młodzi ludzie, a tacy dominują wśród migrantów, zawierają małżeństwa i mają dzieci.

Przyczyną wyjazdów jest bieda

Podstawową przyczyną exodusu jest bieda. Największa panuje na mołdawskiej wsi. Z badań statystycznych wynika, że ich mieszkańcy prawie połowę swych dochodów, bo aż 48,3 proc. wydają na jedzenie. W miastach jest trochę lepiej, ale i tak na jedzenie mieszkańcy miast wydają 36 proc. swoich zarobków. Znaczna część mieszkańców republiki martwi się, jak przeżyć od pierwszego do pierwszego. Na komunalne usługi wydają jeszcze około 10 proc. dochodów. Mołdawscy statystycy zwracają też uwagę na wydatki, jakie Mołdawianie przeznaczają na transport. Mają przeznaczać na nie tylko 1,8 proc. dochodów. Jest to minimalna kwota. Świadczy ona o tym, że Mołdawianie praktycznie w ogóle rzadko przemieszczają się, siedząc w jednym miejscu.

Z badań mołdawskich statystyk wynika, że w 2025 r. ludzie żyjący w nędzy, czyli żyjący poniżej niezbędnego minimum, stanowią 34 proc. społeczeństwa. Współczynnik ten jest wyższy na wsi niż w mieście. Na wsi osiągnął już bowiem 43 procent.

15 proc. mołdawskiego społeczeństwa nie jest w stanie pokryć bieżących wydatków i żyje z ciągłych pożyczek. Młodzi, którzy zaczynają swoje życie, osiągają tak niskie dochody, że nie mają szans na kupno własnego mieszkania. Uzyskanie kredytu przy niskich zarobkach jest niemożliwe. Młodych nie stać też na wynajem mieszkań. Cena jednego metra kwadratowego mieszkania w Kiszyniowie wynosi przeciętnie 1700 euro. W mieszkaniach oddanych dopiero do użytku lub świeżo po remoncie jest jeszcze wyższa i sięga 2000 euro za metr kwadratowy.

Emigracja jedynym wyjściem

Przy poziomie osiąganych dochodów przeciętny mieszkaniec tego kraju nie ma szans na kupno własnego lokum i ustabilizowania swojego życia. Utrzymanie mieszkania też nie jest tanie. Latem kosztuje około 500 euro, a zimą 800 euro. Emigracja w tej sytuacji wydaje się dla większości, zwłaszcza młodych Mołdawian, jedynym wyjściem.

W 2025 r. pojawiło się też w Mołdawii nowe zjawisko. Zawirowania polityczne, jakie targają Mołdawią, sprawiły, że z państwa tego zaczynają emigrować ludzie, którzy osiągają wysokie dochody, zwłaszcza mieszkający na prowincji.

Ekonomiści ze zgrozą konstatują, że Mołdawia uchodząca dotąd za kraj rolniczy, staje się importerem żywności. Eksportuje tylko ziarno i nasiona. Importuje owoce i warzywa. W kiszyniowskich supermarketach trzeba mieć szczęście, żeby kupić mołdawskie produkty. Na razie pod dostatkiem w sklepach jest jeszcze mołdawskiego wina i koniaków. W piwnicach winnic są bowiem duże zapasy tych trunków. Co będzie jednak, gdy winnice przestaną dostarczać surowca? W mołdawskich winnicach nie ma bowiem kto pracować. Ich właściciele, jeżeli będą chcieli je utrzymać, będą musieli zatrudniać zagranicznych pracowników. Kiszyniów ma więc poważny problem.

Najnowsze