Ks. Kazimierz Sowa został wezwany „na dywanik” do Archidiecezji Warszawskiej w związku z komentarzem na temat wejścia policji do mieszkania Tomasza Sakiewicza, w którym przebywał z kobietą tytułowaną „asystentką”. Miał zostać wezwany do usunięcia wpisu oraz ma odbyć rozmowę z metropolitą warszawskim, abp. Adrianem Galbasem.
Ks. Sowa ma wiele skandalicznych wypowiedzi na swoim koncie, choć komentarz dotyczący Sakiewicza i jego asystentki w jego prywatnym mieszkaniu do nich raczej nie należy. Mimo tego biskupi postanowili zareagować. W końcu chodzi o interes mediów partyjnych, a nie o moralność.
„To mówicie, że asystentki redaktorów, zwłaszcza naczelnych, mają obowiązek świadczenia pracy w systemie 24/7 ze szczególnym uwzględnieniem przebywania w ich, tzn. owych redaktorów, mieszkaniach prywatnych? Ciekawe, byłem red.nacz. długie lata, ale nie wiedziałem P.S. dzięki za mema. Pasuje” – napisał w mediach społecznościowych ks. Sowa.
Wypowiedź wzbudziła wielkie emocje wśród polityków i działaczy PiS. Propartyjny portal Sakiewicza niezalezna.pl zaatakował go jako „niestosowny” i „skandaliczny” ze względu na fakt, że padł ze strony osoby duchownej.
Telewizja Republika wysłała pytania do Biura Prasowego Archidiecezji Warszawskiej, której podlega ks. Sowa. W odpowiedzi przekazano, że według abpa Adriana Galbasa wpis ks. Kazimierza Sowy jest „niedopuszczalny”. Nakazano mu jego usunięcie oraz odbycie rozmowy wyjaśniającej w najbliższym czasie w siedzibie abpa.
Szkoda, że abp Galbas nie potrafi tak skutecznie i szybko działać, gdy któryś z kapłanów głosi socjalizm lub usprawiedliwia mordowanie nienarodzonych dzieci. No ale wiadomo – polscy biskupi mają swoje priorytety.
Ks. Sowa kojarzony jest ze środowiskiem KO. Słynie z krytykowania PiS oraz uczestnictwa w tzw. aferze taśmowej.
