Trwa spór o sędziów TK. Zależnie od kanału, który włączymy usłyszymy „uczonych” prawników, którzy z tych samych przesłanek wyciągają przeciwstawne tezy. Cyrk trwa, a cierpi państwo. Momentami prosi się o zaoranie całego systemu. Prof. Safjan w swoim podręczniku tłumaczy, że do złożenia przysięgi potrzeba fizycznej obecności Prezydenta, a przed kamerami mówi już coś innego.
Tak czy inaczej TK został skrajnie upolityczniony na długie lata. Gdyby przyjąć obecnych 6 sędziów do pracy w Trybunale, to ich kadencje kończyłyby się w tym samym czasie i akurat rządząca wtedy większość wprowadzałaby tam swoją „watahę” prawników. Częściowa rotacyjność kadencji, która miała uchronić przed taką sytuacją, już nie powróci.
Argumentów są dziesiątki. Wydawałoby się, że jeśli koalicja uważa, że prezydent narusza prawo, to powinna sięgnąć po środki prawne przeciw prezydentowi – po Trybunał Stanu i impeachment włącznie. Ci jednak postanowili zrobić cyrk z „zaprzysięganiem” przed notariuszem i Czarzastym…
Mają szczęście, że nie żyją w wiekach średnich, bo może by nauczyła ich czegoś historia dominikańskiego mnicha Jana Falkenberga, który powinien zostać „patronem” współczesnych „konstytucjonalistów”. Falkenberg, Niemiec pochodzący z Gdańska, przebywał w krakowskim klasztorze Św. Trójcy i był wykładowcą Akademii Krakowskiej. Najpierw wziął pieniądze od polskiego Króla za obronę polskich interesów na Soborze w Konstancji.
Kiedy jednak Zakon zapłacił lepiej, stworzył dziełko „Tractatus doctoris cuiusdam de Prutenis contra Polonos et paganos de potestate papae et imperatoris respectu infidelium” (Satyra na herezje i inne nikczemności Polaków oraz ich króla Jagiełły). Oskarżał w nim Polskę o „nikczemne przestępstwo” korzystania ze wsparcia wojskowego pogan w wojnie prowadzonej z Zakonem. Argumentował, że wolno zabijać pogan tylko dlatego, że są poganami – natomiast Polaków tym bardziej, bo z poganami się sprzymierzają.
Twierdził, że „Król polski ani nie jest katolikiem ani też wierzyć nie można, by katolicką miał wiarę (…) [bo] (…) po fałszywym nawróceniu się wrócił do pogaństwa i bez porównania srożej niż przedtem pustoszy kościół z pomocą niewiernych i jego jest prześladowcą. (…) Król polski udaje tylko wiarę chrześcijańską, nie pragnąc jej, tylko korzyści ziemskich, a mianowicie Królestwa Polskiego”.
Na soborze w latach 1414–1418 mieliśmy na szczęście swojego Włodkowica. W debacie Falkenberg poległ i musiał się salwować z Konstancji ucieczką, bo wówczas jeszcze prawdę i poglądy traktowano poważnie…



