Strona głównaMagazyn„Koparka” nie przyszła! Rabini zeznali przed Sądem

„Koparka” nie przyszła! Rabini zeznali przed Sądem

-

- Reklama -

Zaatakowała, kopała i znieważała Grzegorza Brauna, a przed Sądem się nie stawiła! Mowa o Magdalenie Gudzińskiej-Adamczyk, głównym świadku „incydentu gaśnicowego”. W czwartek, 19 marca 2026 r., zarówno oskarżony, jak i publiczność kolejny raz nie doczekali się jej obecności. Za nami jednak dwie całodniowe rozprawy i przesłuchania kolejnych świadków. Tym razem na sali sądowej było nerwowo. Proces Brauna nabiera tempa.

Zanim nawiążemy do ostatniej rozprawy, przypomnijmy, co działo się na poprzedniej, w dniu 13 marca. Liczne zgromadzenie członków i zwolenników Szerokiego Frontu Gaśnicowego przed rozprawą to już niemalże tradycja. Wyborcy Grzegorza Brauna dodają mu otuchy zarówno na sali sądowej, jak i przed budynkiem Sądu Rejonowego, stojąc wiele godzin z transparentami i informując zainteresowanych o odbywającym się za drzwiami „spektaklu”. Podczas wejścia Prezesa Konfederacji Korony Polskiej do Sądu tłum głośno skandował: „Grzegorz Braun”!, chcąc okazać wsparcie.

- Reklama -

IV rozprawa, o godzinie 9:00, rozpoczęła się złożeniem do Sądu wniosku formalnego przez stronę oskarżycielską, która domagała się niejawności procesu. Oskarżyciele zarzucali we wniosku „prowadzenie kampanii wyborczej” przez oskarżonego i „teatralność procesu”, jednak rzeczywisty powód zdawał się być inny. Po poprzednich rozprawach mogliśmy zauważyć w Internecie liczne zdjęcia, które uchwyciły sprytne aparaty dziennikarzy. Oskarżyciele sami się skompromitowali i zdegradowali powagę instytucji oraz pełnionych przez nich funkcji, dopuszczając się spania (!) czy grania w gry na telefonie podczas rozprawy. Nic więc dziwnego, że chcieli uniemożliwić dalsze rejestrowanie takich zachowań. Do złożonego wniosku oskarżony odniósł się słowami: „Za chwilę moi fałszywi oskarżyciele skompromitują się poprzez konfrontację ich kłamstw z prawdą materialną udokumentowaną na nagraniach i tego chcą uniknąć. Każdy kłamca, fałszywie świadcząc, próbuje przyczynić się do skazania niewinnego człowieka (…) i Wysoki Sąd wie o tym doskonale. Otóż to jest moment, w którym należy zadbać, Wysoki Sądzie, o to, żeby moje prawo do obrony nie zostało naruszone” – zdaniem Grzegorza Brauna kompromitacja jego fałszywych oskarżycieli przyczyni się do tryumfu sprawiedliwości, dlatego ci domagają się wyłączenia jawności rozprawy. Sąd odrzucił wniosek strony oskarżycielskiej, uzasadniając, że „Wskazywane przez Prokuratora cele w postaci zapewnienia prawidłowego toku postępowania oraz ochrony ważnego interesu pokrzywdzonych czy świadków mogą być osiągnięte mniej rygorystycznymi środkami”.

Na sali rygorystycznie pilnowana jest zasada możliwości nagrywania tylko przez media. W tym miejscu należy odnotować bezpośrednie pytanie Prokuratora rzucone w moim kierunku, czy mogłabym „usiąść i nie nagrywać?”. Grzecznie odparłam Prokuratorowi, że jestem przedstawicielką mediów. Przed przerwą wszyscy przedstawiciele mediów zostali poproszeni przez Sąd o okazanie legitymacji prasowej, w przeciwnym razie nie mogli kontynuować nagrywania rozprawy. Dzięki poświadczeniu przez nas – dziennikarzy „Najwyższego Czasu!” – działalności medialnej, Sąd zezwolił na dalsze monitorowanie procesu.

- Prośba o wsparcie -

Po odrzuceniu przez Sąd wniosku złożonego przez oskarżycieli, Grzegorz Braun kontynuował swoje wyjaśnienia i odpowiadał na pytania swoich obrońców. Poseł argumentował, że gasząc świece, działał w obronie porządku prawnego. Wielokrotnie podkreślał fakt, że Sejm nie jest miejscem kultu religijnego, zaś organizowanie tam ceremonii wyznaniowych narusza konstytucyjną zasadę neutralności światopoglądowej. Oskarżenie twierdzi natomiast, że jego zachowanie było aktem agresji symbolicznej wymierzonej w społeczność żydowską i że naruszyło uczucia religijne uczestników.

Zeznania świadków

Jak już wszyscy wiemy, głównym świadkiem zdarzenia była pani Magdalena Gudzińska-Adamczyk, która – jak twierdzi oskarżony – po szeregu kłamstw złożonych przeciwko niemu w prokuraturze „załatwiła sobie” zeznawanie bez udziału świadków, a więc przesłuchanie niejawne. Wszyscy jednak niecierpliwie oczekujemy, aż pani „Koparka” w końcu się zjawi i jej słowa będzie oficjalnie mogła usłyszeć publiczność, a co najmniej media.

Dlaczego „Koparka”? Pan Grzegorz Braun przed Sądem powiedział, odpowiadając na pytanie o formę ataku ze strony pani Gudzińskiej-Adamczyk, zadane przez swojego obrońcę: „Ja pamiętam, że ktoś wpada na mnie. Mój wzrok był skierowany na cel, obiekt mojego działania, mojej akcji gaśniczej, a więc nie dostrzegłem w porę zagrożenia. Ktoś wpada na mnie, zostałem kopnięty, mam wrażenie, że również opluty i znieważony werbalnie, ale nie przypomnę dokładnie tej frazy. Pamiętam tylko agresję fizyczną i agresję słowną” – oświadczył Braun.

Z racji, że „z przyczyn osobistych” Gudzińska-Adamczyk się nie pojawiła, Sąd przeszedł do przesłuchań kolejnych świadków. Rozprawa skoncentrowała się przede wszystkim na przesłuchaniu rabina Stamblera, który miał wyjaśnić znaczenie ceremonii chanukowej oraz ocenić wpływ zachowania Brauna na jej przebieg. To właśnie ten element stał się jednym z najbardziej kontrowersyjnych momentów posiedzenia. Warto zauważyć, że pomimo chęci świadka zeznawania na niekorzyść oskarżonego, w dużej mierze potwierdził on fakty wygłaszane przez Grzegorza Brauna. W swojej wypowiedzi potwierdził, że mimo iż Święto Chanuki jest religijne, to jednak obchodzenie go w Sejmie jest rytuałem niezawierającym elementów kultu i wynika wyłącznie z tradycji, którą zapoczątkowali politycy w Stanach Zjednoczonych wraz ze środowiskami żydowskimi, a teraz kontynuują politycy w Polsce i na świecie. Pytanie, po co? Grzegorz Braun podkreślał jasno, że w celu akcentowania żydowskiego tryumfalizmu nad gojami.

Braun skorzystał z możliwości zadawania pytań rabinowi, z czego najciekawszym było pytanie o księgę „Tanja”. „Czy znana jest Panu ta książka”? – zapytał, unosząc ją, a następnie przekazując w ręce świadka. Rabin stwierdził, że zna tę księgę i jest ważna dla niego. Oskarżony wielokrotnie podczas rozprawy akcentował, że „Tanja” – ukazuje właśnie najmroczniejsze oblicze talmudyzmu, które dzieli ludzi na Żydów (z duszą o pochodzeniu boskim) oraz gojów (z duszą o pochodzeniu demonicznym). Sąd wielokrotnie przerywał tego typu wypowiedzi Grzegorzowi Braunowi twierdząc, że zawierają one tezę. Podobnie kilkukrotnie podkreślił, ażeby oskarżony i jego obrońcy zaprzestali używania słowa „sekta” w określeniu do żydowskiej organizacji Chabad-Lubawicz (która przecież zawiera wszystkie znamiona sekty). Kulminacyjnym punktem przesłuchania rabina, który szczerze rozbawił całą publiczność, a następnie rozgrzał Internet, było stwierdzenie, że „jego siedmioletni syn, co sobotę podczas rodzinnego obiadu pyta się, co dalej z Grzegorzem Braunem”? Domyślam się więc, że dzieci nie-żydowskie pytają co niedzielę, kiedy Grzegorz Braun zostanie… premierem. Myślą Państwo, że jest na to szansa?

Nerwowa atmosfera na sali

W trakcie przesłuchania wielokrotnie dochodziło do napięć. Obrona próbowała zawęzić zakres pytań do kwestii ściśle związanych z faktami, podczas gdy oskarżenie starało się rozszerzyć kontekst na kwestie kulturowe i religijne. Sąd kilkukrotnie interweniował, przypominając stronom o konieczności zachowania porządku proceduralnego. Z perspektywy Brauna i jego pełnomocników sprawa ma charakter fundamentalny. Poseł utrzymuje, że jego działanie było formą interwencji obywatelskiej – reakcją na nielegalne działanie w przestrzeni państwowej. Obrona podkreśla, że Braun nie działał z zamiarem obrażenia kogokolwiek, lecz z poczucia obowiązku wobec prawa. W tym momencie Grzegorz Braun już nie jest oskarżonym, lecz sygnalistą, który zwrócił uwagę na nieprawidłowość. Obrona wskazuje również, że jego działanie nie miało charakteru agresywnego, a jedynie symboliczny. Oskarżenie stara się za wszelką cenę wykazać, że jego czyn miał charakter umyślny i nacechowany negatywną intencją.

Sędzia prowadzący rozprawę teoretycznie znalazł się w trudnej sytuacji. Można ocenić, że znalazł się pomiędzy „dwoma światami”. Z jednej strony musi ocenić konkretne zachowanie posła, z drugiej – zmierzyć się z szerokim kontekstem społecznym i politycznym oraz potężną wiedzą nieustannie dawkowaną przez Grzegorza Brauna, której nie sposób zaprzeczyć, bo wielu obecnych na sali po prostu tej wiedzy nie posiada. Nawet świadkowie będący bezpośrednio związani z organizacją świąt żydowskich w polskiej przestrzeni publicznej i współpracujący ze środowiskami żydowskimi wielokrotnie podczas zeznań wykazywali po prostu brak wiedzy i świadomości, w czym uczestniczą. W trakcie posiedzenia Sędzia wielokrotnie przypominał stronom o konieczności trzymania się faktów i unikania dygresji światopoglądowych. Jednak ciężko pominąć drugie dno tej sprawy, która dla jej rozstrzygnięcia ma charakter kluczowy, na co oskarżony niejednokrotnie wskazywał. Bowiem to właśnie geneza owego święta i wiedza, jaką posiada, popchnęła pana Grzegorza Brauna do działania, które ma bronić polskiego porządku publicznego.

Tutaj ważą się losy narodu!

Proces Brauna stał się jednym z najbardziej komentowanych wydarzeń politycznych ostatnich miesięcy. Szeroka krytyka, z jaką proces spotyka się wśród internautów, może wynikać w dużej mierze po prostu z wyżej wspomnianej nieświadomości. Dla wielu to tylko zgaszenie świeczek – i widzą tę sprawę bardzo powierzchownie. Ale nie o to się tutaj rozchodzi. Chodzi o niepodległość państwa polskiego, chodzi o naszych rządzących, którzy żydowskiej supremacji oddali pod władanie swoją działalność. Tutaj ważą się losy narodu. Wielokrotnie podkreśla to oskarżony, wielokrotnie będziemy podkreślać to my jako propolskie medium. Niezależnie od wyniku sprawa ta będzie miała długofalowe konsekwencje. Dotyka bowiem kwestii fundamentalnych: granic wolności religijnej, roli parlamentarzysty oraz znaczenia symboli w przestrzeni publicznej, a przede wszystkim – naszej niepodległości.

Czwarta rozprawa nie przyniosła rozstrzygnięcia, ale wyraźnie zarysowała linie podziału. Kolejne posiedzenia będą zapewne równie burzliwe. Jedno jest pewne: proces Grzegorza Brauna to nie tylko sprawa karna. To debata o tym, jak ma wyglądać polskie państwo i nasza przyszłość. Dzień zakończył się konferencją prasową przed budynkiem sądu i złożeniem życzeń Prezesowi KKP z okazji urodzin.

Nie doczekaliśmy się „Koparki”

19 marca 2026. To już piąta rozprawa w procesie pana Grzegorza Brauna, a druga, w której wszyscy – dziennikarze, publiczność, a przede wszystkim sam oskarżony, czekali na pojawienie się w sądzie tytułowej „Koparki” – głównego świadka interwencji chanukowej w Sejmie RP, która postanowiła „z przyczyn osobistych” zeznawać niejawnie. Spodziewaliśmy się przynajmniej osobistego pojawienia się w Sądzie Magdaleny Gudzińskiej-Adamczyk. Liczyliśmy też, że nagrania z przesłuchań będą mogły być monitorowane chociażby przez media. Do tego jednak nie doszło, ponieważ pani, która zaatakowała i kopała Grzegorza Brauna, a następnie oczerniała w prokuraturze, po raz kolejny się nie stawiła. Będziemy wciąż wyczekiwać na ten moment, ponieważ konfrontacja z oskarżonym i opinią publiczną, jak i filmami szeroko dostępnymi w Internecie, które wchodzą w skład materiału dowodowego i ukazują prawdę o wydarzeniu, będzie dla Gudzińskiej-Adamczyk nieunikniona.

Z racji, że nie doczekaliśmy się jeszcze kulminacyjnej konfrontacji w Sądzie Rejonowym, której wszyscy wyczekiwaliśmy, możemy przejść do omówienia kluczowych elementów rozprawy. Rozpoczęła się ona wnioskiem mecenasa Łopatowskiego o wyłączenie z postępowania sądowego Rafała Dulkowskiego z OMZRiK, co skomentował sam oskarżony: „Chciałbym to zaakcentować i podkreślić: to, że pan Dulkowski zajmuje się wyłącznie szkalowaniem mnie osobiście i można powiedzieć, że podjął się zadania szczwacza i psa gończego w jednej nagonce na mnie prowadzonej” – tłumaczył Grzegorz Braun. Dulkowski odpowiedział: „Nie pozwolę się obrażać przez osoby pokroju Grzegorza Brauna”.

Żurek dołącza „mocniejszego gracza”

Jednym z kluczowych elementów czwartkowej rozprawy była zmiana, wskutek której po stronie oskarżycielskiej od teraz zasiadać będzie dwóch prokuratorów. Do procesu został włączony prokurator Młynarczyk – jak określił go Marek Skalski – „najostrzejsza kredka” obecnego rządu. Najwidoczniej wymaga się, aby sprawa nabrała większej dynamiki i rozgłosu po stronie „uśmiechniętych”. Wygląda na to, że Minister Żurek nie jest obecnie zadowolony z przebiegu rozprawy i będzie próbował „dojechać” Grzegorza Brauna z wykorzystaniem wszystkich środków pomocniczych. Oskarżony odniósł się do tej decyzji, jednocześnie domagając się wyłączenia z postępowania prokuratora Młynarczyka: „Jest siepaczem reżimu – i poprzedniego, i aktualnego. Jest to ten prokurator, który pociąga przed sądy świadków i strażników pamięci zbrodni wołyńskiej, ukraińskiego ludobójstwa na Polakach przed, w trakcie i po zakończeniu II Wojny Światowej” – ocenił Grzegorz Braun, następnie nazywając Prokuratora Młynarczyka „prokuratorską szumowiną”. Na uwagę Sądu, że jest to inwektyw, odpowiedział: „Wysoki Sądzie, upierałbym się, jak – powiedzmy – z praktyki dość biegły językoznawca, że posługuję się polszczyzną nie z zakresu inwektyw wulgarnych, ale z zakresu barwnej staropolszczyzny” – rozróżnił, po czym Sąd przeszedł do przesłuchań świadków.

Głównego świadka nie było, lecz sprawa nabrała tempa

Jak już wspomniałam, niestety nie doczekaliśmy się obecności „Koparki” Magdaleny Gudzińskiej-Adamczyk. Pierwszym przesłuchiwanym świadkiem był zatem pracownik fundacji „Chaim”, który sam siebie określa „znajomym rabina Stamblera”. Świadek oskarżenia zeznał otwarcie, że nie pamięta szczegółowego zachowania posła i nie pamięta też, czy Grzegorz Braun szarpał panią Gudzińską-Adamczyk. Na nagraniach w Internecie wyraźnie widzimy, że to poseł był przez nią szarpany. Przesłuchiwany stwierdził natomiast, że widział na twarzy posła „emocje agresji”. Ciężko to zinterpretować czy odnaleźć w tym znaczenie dla wagi sprawy, bo od emocji do czynów jest daleka droga. Nikt chyba nie powinien być sądzony za wyraz twarzy, to chyba oczywiste. „Czy świadek jest Polakiem, czy Żydem?” – zwrócił się do niego Braun. W tym miejscu zauważyłam, że to już któryś ze świadków, który stwierdził, że zaproszenie na rytualne zapalenie świec chanukowych w Sejmie otrzymał od Chabad-Lubawicz przez komunikator Whatsapp. „Zastanawiam się, czy nie powinien Wysoki Sąd poprosić o zarchiwizowanie tej korespondencji” – zasugerował oskarżony po zadaniu pytań świadkowi.

Następnie przed sądem zeznawał rabin Izaak Rapaport z synagogi Nożyków, który nie wyraził zgody na publikowanie jego wizerunku. To kolejny świadek, który twierdzi, że „niewiele widział”, ponadto powiedział, że „nie pamięta, kto zaprosił go do Sejmu”. Za to podkreślił, że zgaszenie chanukiji wywołało u niego „wielką traumę i wielki strach”. Rabin poczuł się nie tylko straumatyzowany, poczuł się też… zgwałcony: „poczułem się, jakby ktoś zgwałcił moją tożsamość” – oświadczył Sądowi. Szkoda, że nie mówi się publicznie o gwałceniu polskiej tożsamości, kiedy jako naród jesteśmy nieświadomi, jak pod żydowską supremacją nasi politycy urządzają sobie od lat w Sejmie tę hucpę. Podczas zadawania pytań oskarżony poprosił świadka o przytoczenie rasistowskich i szowinistycznych treści z tak zwanej „cichej modlitwy Żydów” – która, jak wielokrotnie już podkreślali inni świadkowie, została odmówiona w Sejmie RP za zamkniętymi drzwiami: „W dniach Matytiałów Beniofanan, arcykapłan Hasmonaita i jego synowie, kiedy niegodziwe królestwo greckie stało nad twoim narodem Izraela w celu, żeby spowodować, żeby twój naród zapomniał twoją Torę, żeby oddalić twój naród od przykazań – Ty w Twoim wielkim miłosierdziu stałeś z nimi w czasie ich cierpienia (…), oddałeś silnych w ręce słabych, wielką ilość małej ilości, duchowo nieczystych w ręce duchowo czystych”. Słowa Rabina Rapaporta potwierdzają talmudyczną genezę modlitwy, która dzieli ludzi na pochodzących od Boga i od demonów, na równych i równiejszych, na koszernych i niekoszernych.

Tego dnia na sali sądowej pojawiło się przytoczone przez oskarżonego pojęcie hasbara (hebr. „wyjaśnienie”), oznaczające system, marketing, lobbing i dyplomację polityczną. „Czy Święto Chanuki to element hasbara?” – zapytał świadka Grzegorz Braun. „Musiałby Pan zapytać ambasadora Izraela” – odparł rabin. Przyznał on również, że ocenia pozytywnie rabina Schneersona, którego portret był wyeksponowany w Sejmie RP. Przesłuchanie rabina zakończyło się oczekiwaniem oskarżonego o wszczęcie postępowania karnego wobec rabina Rapaporta za składanie przed Sądem kłamliwych zeznań do czego – jak twierdzi – zobowiązuje go jako ortodoksyjnego Żyda Talmud.

Kolejny świadek, mimo iż był związany ze społecznością żydowską, twierdził, że nie za bardzo wie, jaki charakter miało obchodzenie Święta Chanuki w Sejmie i przyznał, że nie był świadkiem incydentu gaśnicowego.

Talmud pozwolił jej kłamać?

Kolejny świadek, kobieta z gminy żydowskiej we Wrocławiu, unikała odpowiedzi na pytania oskarżonego. Twierdziła, że poseł wypowiedział jakieś słowa w kierunku Gudzińskiej-Adamczyk, ale nie wiedziała jakie. Sędzia nie zezwolił oskarżonemu na zadawanie pytań świadkowi o rabina Schneersona. Co ciekawe, Żydówka zadeklarowała, że dysponuje szeroką wiedzą na temat judaizmu i chwaliła się, że mogłaby przed sądem przeprowadzić wykład, po czym unikała odpowiedzi na pytania oskarżonego, dotyczące właśnie tej wiedzy. Tutaj należy odnotować, że była kolejnym świadkiem, który potwierdził niereligijną, a symboliczną genezę świecznika chanukowego, wyraźnie odróżniając zgaszoną przez Grzegorza Brauna chanukiję od menory, która znajduje się w synagodze i jest otaczana kultem.

Ogromne emocje na sali wzbudziła uwaga Grzegorza Brauna o wykonanie przez świadka gestu założenia rąk do tyłu podczas roty przysięgi. Taki gest według wiedzy oskarżonego zezwala Żydom na składanie fałszywych zeznań przed sądem, jeśli fałszywe zeznania mają za zadanie chronić interes ich społeczności.

Ta sprawa ma drugie dno!

Po seryjnym przesłuchaniu przedstawicieli społeczności żydowskiej w końcu przyszedł czas na zeznania świadka ze strony oskarżonego, posła Włodzimierza Skalika. Nie dało się przeoczyć, że Sędzia wyjątkowo często przerywał wypowiedzi świadka, twierdząc, że nie jest to miejsce na wygłaszanie przemówień politycznych. Poseł Skalik odnosił się jednak do faktów: potwierdził, że incydent gaśnicowy był spontaniczną akcją posła Brauna. Oświadczył również, że rozmawiał po tej akcji z Grzegorzem Braunem, który zadeklarował, że nie był w żaden sposób agresywny wobec „Koparki” Gudzińskiej-Adamczyk.

Po całodniowych zeznaniach oskarżonego i świadków opuściliśmy salę rozpraw. Pan Grzegorz Braun opuścił salę wcześniej, ponieważ śpieszył się na samolot. Po wyjściu z budynku sądu posłów Konfederacji Korony Polskiej jak zwykle przywitali dziennikarze i grono zwolenników, w towarzystwie których podsumowaliśmy kolejny dzień procesu Brauna. Mecenas Łopatowski podczas konferencji podkreślił, że ta sprawa ma drugie dno. Myślę, że ta świadomość powinna nam głównie towarzyszyć podczas jej analizy. Nie o zgaszone świece tu chodzi. Chodzi o polską niepodległość. Poseł Skalik przytoczył tu słowa Ursuli von der Leyen, która publicznie zadeklarowała, że Europa wyznaje wartości Talmudu. Jeśli w instytucjach państwowych i urzędach zamiast Krzyży wisieć będą flagi unijne, to wraz z nimi będzie tam obecny duch Schneersona. Tego chcemy uniknąć, chcemy odzyskać niepodległość – dla nas i dla przyszłych pokoleń.

Kolejna rozprawa odbędzie się zaraz po XVIII Konferencji Prawicy Wolnościowej, 13 kwietnia. Zachęcamy Państwa serdecznie, aby dalej śledzić wraz z nami proces posła Grzegorza Brauna.

Najnowsze