Policjant zatrzymał agresywnego Ukraińca podejrzanego o uprowadzenie dziecka. Jego przełożeni uznali interwencję za wzorową, ale innego zdania jest prokurator. Sierżant Michał Czabrowski od ośmiu miesięcy jest zawieszony w czynnościach, otrzymuje połowę pensji i, by utrzymać rodzinę, pracuje w Żabce.
Do zdarzenia doszło we wrześniu 2024 roku. Sierż. Czabrowski otrzymał polecenie doprowadzenia obywatela Ukrainy, który nie stawiał się na wezwania prokuratury. Mężczyzna miał usłyszeć zarzuty dotyczące uprowadzenia swojego syna oraz znęcania się nad byłą żoną.
Noże, agresja i gaz pieprzowy
Po przybyciu funkcjonariuszy pod wskazany adres, podejrzany od początku nie wykazywał woli współpracy. Próbował zamknąć drzwi przed patrolem, a następnie zaczął znieważać funkcjonariuszy i prokuraturę. Sytuacja eskalowała, gdy mężczyzna wycofał się do kuchni i sięgnął po noże.
W obliczu bezpośredniego zagrożenia policjant wyciągnął paralizator (taser), ostrzegając o możliwości jego użycia, a następnie – gdy podejrzany wciąż nie reagował – zastosował gaz pieprzowy. Środek okazał się nieskuteczny. Napastnik zmył go wodą, wciąż był agresywny, wciąż był niebezpieczny.
Policjant, nie chcąc ryzykować starcia wręcz w obecności małoletniego syna podejrzanego oraz z uwagi na możliwość użycia noży przez Ukraińca, wezwał wsparcie. Dopiero przy udziale drugiego patrolu udało się obezwładnić mężczyznę i doprowadzić go na komendę.
Prokuratura ma z tym problem
Całe zdarzenie zostało zarejestrowane przez kamerę umieszczoną na paralizatorze. Nagranie stało się kluczowym dowodem w wewnętrznym postępowaniu dyscyplinarnym policji. Przełożeni funkcjonariusza oraz rzecznicy dyscyplinarni nie mieli wątpliwości: interwencja została przeprowadzona zgodnie z procedurami, wręcz „książkowo”. Sierż. Czabrowski został całkowicie oczyszczony z zarzutów wewnątrz formacji.
Zupełnie inną ocenę przyjęła Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Mimo jasnego stanowiska policji, prokurator postawił funkcjonariuszowi zarzut przekroczenia uprawnień (art. 231 § 1 k.k.). W ocenie śledczych użycie środków przymusu bezpośredniego było nieadekwatne.
Paradoksem całej sytuacji jest fakt, że obywatel Ukrainy – na którym ciążą zarzuty karne, który podczas interwencji znieważał funkcjonariuszy – w sprawie przeciwko policjantowi występuje w charakterze pokrzywdzonego. Z kolei policjant, który skutecznie zatrzymał podejrzanego, sam zasiądzie na ławie oskarżonych.
Zawieszony w święto policji, może zostać wydalony ze służby nawet bez wyroku
Decyzja prokuratury miała dla sierż. Czabrowskiego natychmiastowe i druzgocące skutki. Został zawieszony w czynnościach służbowych. Ironią losu jest fakt, że postanowienie to wręczono mu w dniu Święta Policji w 2025 roku.
– Próbowałem rozmawiać z panią prokurator, powiedzieć, że mam dwuletnią córkę, że muszę z czegoś żyć. Usłyszałem, że będę mógł to powiedzieć w sądzie – wspomina Czabrowski w rozmowie z Kanałem Zero.
Obecnie funkcjonariusz jest zawieszony od ośmiu miesięcy. Otrzymuje jedynie 50 proc. uposażenia. Aby utrzymać rodzinę, podjął pracę jako dostawca w sieci sklepów Żabka.
Pod koniec 2025 roku akt oskarżenia trafił do sądu w Sopocie. Jeśli wymiar sprawiedliwości uzna go za winnego, zostanie wydalony ze służby. Ale także czas działa na niekorzyść oskarżonego policjanta. Zgodnie z przepisami, po 12 miesiącach zawieszenia może on zostać wydalony ze służby, nawet jeśli wyrok sądu jeszcze nie zapadnie.
A inni policjanci pewnie poważnie się zastanowią, czy warto podejmować zdecydowane działania wobec agresywnych przestępców, mając z tyłu głowy wizję wielomiesięcznego zawieszenia i batalii sądowej. W tak funkcjonującym systemie lepiej, po prostu „bezpieczniej” jest podejmować proste interwencje, wypisywać mandaty za byle co, przynosić górze odpowiednie „wyniki”, ale cięższych spraw lepiej się nie tykać, odważnie nie interweniować, bo można skończyć jak sierż. Czabrowski.

