Niemiecki dyplomata Wolfgang Ischinger zasugerował, że Niemcy mogłyby odstąpić Polsce sprzęt wojskowy, by Polska walczyła jako kraj frontowy i tym samym wzmocniła niemieckie bezpieczeństwo. Dodatkowo uważa, że sprzęt ten mógłby załatwić kwestię reparacji wojennych.
„Polska jest państwem frontowym. Ciągle wisi nam nad głową kwestia reparacji, która z polskiego punktu widzenia jest nierozwiązana. A gdyby tak Niemcy w ramach uznania frontowej roli Polski sprezentowały jej okręt podwodny, fregatę lub kilka czołgów?” – powiedział Ischinger w wywiadzie dla portalu „Die Welt”. Dodał, że w krajach sąsiadujących z Niemcami wciąż odczuwalny jest lęk przed zbytnią potęgą militarną Berlina.
Reakcja polityków i ekspertów od spraw bezpieczeństwa na ten pomysł jest raczej powściągliwa. „Propozycja sprezentowania systemów broni krajowi, który od kilku lat z powodzeniem buduje najsilniejszą konwencjonalną armię w NATO, brzmi dziwnie, jeśli nie wręcz paternalistycznie” – ocenia wykładowca polityki międzynarodowej na Uniwersytecie Bundeswehry w Monachium Carlo Masala. Zwraca uwagę, że takie gesty Niemcy wykonują zwykle wobec mniejszych krajów z Globalnego Południa, które nie dysponują wystarczającymi środkami, aby wzmocnić własne siły zbrojne.
Europosłanka FDP Marie-Agnes Strack-Zimmermann zaznacza, że budując wspólną europejską armię, kraje Europy nie powinny zważać ani na tych, którzy ostrzegają przed rzekomą niemiecką dominacją, ani przed „wiecznie wczorajszymi”, którzy forsują temat reparacji, kierując się względami polityki wewnętrznej.
Polityk SPD Adis Ahmetovic przyznaje, że Niemcy w najbliższych latach będą ponosiły szczególną odpowiedzialność za bezpieczeństwo Europy, ponieważ USA Donalda Trumpa kwestionują rolę NATO. Jego zdaniem zaufania nie zdobywa się „symbolicznymi gestami o charakterze wojskowych prezentów, lecz solidną i ścisłą współpracą”. Należy konsekwentnie pogłębiać i rozwijać sprawdzone formaty takie jak Trójkąt Weimarski – dodaje.
Według Agnieszki Brugger z partii Zieloni „dziwaczna propozycja” Ischingera „bardziej irytuje niż pomaga”. „Chodzi o zaufanie, kooperację, przywództwo i determinację” – podkreśla. „Tego nie zdobywa się pieniędzmi, słowami czy sprzętem wojskowym, lecz czynami i odwagą” – mówi, dodając, że błędem jest mieszanie do tej delikatnej sprawy kwestii reparacji.
Poseł CDU Roderich Kiesewetter ocenia propozycję Ischingera pozytywnie, ale uznaje ją za niewystarczającą do przezwyciężenia nieufności. „Nie możemy wykupić się z odpowiedzialności za obronę Europy, przekazując kilka czołgów” – mówi. Jego zdaniem Niemcy powinny raczej rozważyć rozmieszczenie w Polsce i krajach bałtyckich systemów antyrakietowych.
„Sens miałaby też integracja niemieckiej brygady czy kilku batalionów z polską armią na wzór współpracy niemiecko-holenderskiej” – uważa polityk CDU. Taka „personalna kooperacja” byłaby dowodem na to, że Niemcy są gotowe oddać swój potencjał militarny do dyspozycji partnerów w Sojuszu. Jego zdaniem europejscy partnerzy obawiają się nie tyle siły militarnej Niemiec, co raczej unikania przez Berlin odpowiedzialności i braku zdolności Bundeswehry do walki. „Polacy i mieszkańcy krajów bałtyckich pytają, czy Niemcy w razie potrzeby rzeczywiście chcą użyć i użyją swojego potencjału, personelu i sprzętu. Pytają, czy na Niemcach można w razie potrzeby polegać” – mówi Kiesewetter.
„Die Welt” przypomina, że pomysł przekazania Polsce niemieckiej broni nie jest nowy, a dyskusja nad nim toczyła się już w 2024 r. „Chodziło o wyjście naprzeciw polskim postulatom dotyczącym zadośćuczynienia przy równoczesnym wzmocnieniu bezpieczeństwa Polski i Niemiec przed agresywną Rosją” – tłumaczy redakcja.
Według „Die Welt” ofertę przedłożył stronie polskiej podczas konsultacji międzyrządowych w lipcu 2024 r. ówczesny kanclerz Olaf Scholz. Zdaniem gazety Niemcy miały przekazać Polsce okręty podwodne. „Tusk miał zdecydowanie odrzucić ofertę” – czytamy w „Die Welt”.
