Strona głównaMotoryzacjaKradzieże kabli do ładowania samochodów coraz częstsze. Operatorzy chcą absurdalnych zmian w...

Kradzieże kabli do ładowania samochodów coraz częstsze. Operatorzy chcą absurdalnych zmian w prawie dla ochrony swoich interesów

-

- Reklama -

Kradzieże kabli ze stacji do ładowania samochodów elektrycznych stają się już nie jednostkowym, lecz masowym problemem. Jedna taka kradzież generuje straty nawet do 21 tys. zł. We Wrocławiu na przykład zniszczono 10 z 11 miejskich ładowarek, a na Śląsku z kolei dewastowane są stacje przy popularnych sklepach.

Obcinanie kabli ze stacji ładowania samochodów elektrycznych odnotowano niemal w każdym województwie. Stacja taka nie ma możliwości ładowania auta, a to przekłada się na duże opóźnienia dla tych, którzy takimi pojazdami jeżdżą. Dotyczy to nie tylko prywatnych użytkowników, ale też firm logistycznych, które w elektryczne auta postanowiły zainwestować.

- Reklama -

Operatorzy zaznaczają, że to nie tylko kradzież, ale też niszczenie infrastruktury, która miała wspierać transformację transportu, choć to akurat dotyczy bardzo wąskiej grupy osób. Niejednokrotnie jednak niszczone obiekty powstały z pieniędzy pod przymusem nad zabranych w podatkach, ponieważ firmy otrzymały na nie dotacje.

Zdarza się, że sprawcy trafiają w ręce policji.

„W Lubinie i Polkowicach zatrzymano mężczyznę, który seryjnie odcinał kable ze stacji ładowania. Działał w warunkach recydywy, co oznacza, że grozi mu nawet 7,5 roku więzienia. Podobne zatrzymania miały miejsce także na Pomorzu” – czytamy.

Za kradzież kabli grozi kara do 5 lat więzienia. Samo odcięcie kabla jest podciągane pod zniszczenie mienia.

Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM wezwał administrację centralną i Komendanta Głównego Policji o skuteczne wykrywanie i ściganie przestępstw związanych z kradzieżą kabli.

„We Wrocławiu aż 10 z 11 sprawdzonych stacji było pozbawionych kabli. Na Śląsku przestępcy regularnie niszczą ładowarki zlokalizowane przy popularnych marketach. Skala procederu rośnie w ekspresowym tempie i obejmuje coraz więcej lokalizacji o dużym natężeniu ruchu” – podaje rmf24.pl.

Złodziej kabli ma zarobić na jednym kablu około 200 zł poprzez oddanie na złom. Operator ponosi wyższe koszty, związane nie tylko z kablem, ale też koniecznością naprawy i przestojem.

– Niemieckie doświadczenia pokazują, jak poważne mogą być konsekwencje kradzieży. Koszt naprawy po kradzieży kabla to średnio 3,5 tys. euro na pojedynczy przypadek – powiedział rzecznik EnBW cytowana przez agencję dpa.

Z kolei według Ionity kradzież kabla generować koszty nawet do 5 tys. euro.

„Operatorzy zwracają uwagę, że sposób działania sprawców często nie ma ekonomicznego sensu. Kabel bywa ucinany w miejscu, które utrudnia jego dalsze wykorzystanie, a fragment z wtyczką zostaje porzucony w pobliżu stacji. To rodzi podejrzenia o wandalizm lub celowe działanie wymierzone w elektromobilność. Branża naciska również na uszczelnienie systemu skupu złomu” – czytamy.

Tu warto zwrócić uwagę, że sytuacja może być wykorzystana jako pretekst do nałożenia jeszcze większej kontroli na Polaków ze strony rządu. Ponadto pod tym pretekstem – ale też jakimkolwiek innym – można wywalić większe pieniądze w klimatystyczną ideologię. Oczywiście, na nasz koszt.

– Kradzieże kabli ze stacji ładowania to poważny problem, dlatego zwróciliśmy się m.in. do prezydentów 37 największych miast w Polsce (powyżej 100 tys. mieszkańców) z apelem o przeprowadzenie kolejnych kontroli w skupach złomu, które mogą nabywać skradzione przewody. Kontrole mogą być prowadzone wyrywkowo, dlatego każdy właściciel takiego punktu powinien się liczyć z tym, że służby zapukają również do jego drzwi – powiedział portalowi auto.dziennik.pl Aleksander Rajch, wiceprezes PSNM.

Operatorzy aktualnie już inwestują w zabezpieczenia, jak monitoring, dodatkowe oświetlenie, pancerne otuliny i systemy barwiące trwale znakujące sprawcę po przecięciu kabla. Ponadto chcą, by uznać kable do ładowania za element infrastruktury energetycznej.

„Taka zmiana oznaczałaby znacznie surowsze kary i traktowanie tego typu przestępstw jako zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa” – czytamy.

Najnowsze