Strona głównaMagazynCiąg dalszy krachu „klimatycznego” budżetu

Ciąg dalszy krachu „klimatycznego” budżetu

-

- Reklama -

Wyrok niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego z 15 listopada uznał za niedopuszczalne przeznaczanie niewykorzystanych w czasie „pandemii” 60 miliardów euro – z wielkich pożyczek zaciągniętych przez rząd – na cele „ochrony klimatu”, „zielonej transformacji” i inne. Wywołało to wielkie problemy budżetowe i polityczne. Zanosi się jednak na to, że lewicowy rząd RFN będzie zaciągać kolejne duże długi i nadal nie będzie oszczędzać na wydatkach „socjalnych” i „klimatycznych”.

W dniach 10-12 grudnia okazało się, że rządząca Republiką Federalną „klimatyczna” lewica z SPD i z euro-bolszewickich Zielonych – warunkowo wspierana przez centrowych demo-liberałów z FDP – może w tym roku nie uchwalić w parlamencie i na czas budżetu RFN na rok 2024. A to opóźnienie może spowodować, że polityczny i finansowy kryzys wokół tego „klimatycznego” budżetu przeciągnie się na nowy rok i spowoduje jeszcze większe straty dla gospodarki Niemiec. A także trochę dodatkowych strat dla ościennych krajów euro-kołchozu.

- Reklama -

Szefowie rządowej koalicji – kanclerz Olaf Scholz (SPD), federalny minister gospodarki Robert Habeck (Zieloni) i federalny minister finansów Christian Lindner (FDP) do 12 grudnia nie uzgodnili bowiem żadnych spornych spraw budżetowych i żadnych koniecznych oszczędności. I nie zawarli żadnej wspólnej umowy w celu zlikwidowania około 60-miliardowej luki w budżecie – powstałej nagle 15-16 listopada po wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Wyroku, który zanegował radosne wydatki lewicowego rządu na „ochronę klimatu”, „zieloną transformację” itp. neo-komunistyczne głupoty z funduszów w wysokości ponad 60 miliardów euro – przeznaczonych w roku 2021 na inne cele, a powstałych wskutek zaciągnięcia przez rząd nowych wielkich długów (na koszt podatników).

Ponoć ww. i inni szefowie tych partii prowadzili negocjacje nt. koniecznych oszczędności, cięć wydatków i nowego budżetu już od 1 grudnia, ale żadnych spornych spraw nie uzgodnili. Wiadomo – serc wszelkiego rodzaju socjalistów, komunistów i etatystów nic tak nie boli, jak racjonalna konieczność rezygnacji – pod presją praw ekonomii i innych praw – z choćby części ich ukochanych „postępowych” wydatków na cele „klimatyczne”, socjalne, biurokratyczne, propagandowe itp. A według szacunków samego rządu RFN, wspomniany wyrok Trybunału spowoduje między innymi to, że do planowanego budżetu na rok 2024 zabraknie co najmniej 17-18 miliardów euro.

Te spory dotyczą między innymi postulatu opozycyjnych chadeków i liderów koalicyjnej FDP, żeby rząd zrezygnował z zaplanowanej na rok przyszły znacznej podwyżki powszechnego „zasiłku obywatelskiego” (Bürgergeld) dla około 6 milionów tych dorosłych i zdolnych do pracy, którzy nie pracują, bo na ogół im się nie chce pracować. Oczywiście szefowie SPD i Zielonych nie chcą na to się zgodzić. Krytycy tych zaplanowanych podwyżek, jak np. ci z dziennika „Handelsblatt”, przypominają, że cały „budżet socjalny” RFN, tj. wszelkie zasiłki i wydatki urzędów na tzw. cele socjalne, opiewają na rok 2024 już na astronomiczną kwotę około 172 miliardów euro, co stanowi ponad 38 proc. całych zaplanowanych wydatków władz Niemiec (!). Jednak 9 grudnia w Berlinie, podczas konwencji SPD, kanclerz Scholz uroczyście oświadczył, że „w czasie naszych rządów” nie będzie jakichkolwiek obniżek świadczeń i przywilejów socjalnych. A także żadnych większych oszczędności w tej dziedzinie. Wunderbar! Scholz stanowczo odrzucił postulaty CDU/CSU i FDP dotyczące rezygnacji z ustawowo przewidzianej podwyżki ww. „zasiłku obywatelskiego”.

Teoretycznie, po ewentualnym osiągnięciu ramowego porozumienia politycznego w sprawach budżetu RFN na rok 2024, Bundestag mógłby go uchwalić w końcu grudnia lub w styczniu. A Bundesrat mógłby ten budżet po kilku dniach zatwierdzić i do tego czasu mogłoby obowiązywać budżetowe prowizorium. Wówczas możliwe byłyby tylko wydatki bieżące – konieczne do utrzymania funkcjonowania administracji i wypełnienia zaległych zobowiązań prawnych. Choć w praktyce federalne ministerstwo finansów mogłoby co miesiąc upoważniać ministerstwa do wykorzystania jakiejś części środków z projektu budżetu, który jeszcze nie został przyjęty i zatwierdzony. Takie precedensy już bowiem były. Jak przypomniał dziennik „Die Welt”, np. pierwszy budżet rządu kanclerza Scholza, ten na rok 2022, został przyjęty dopiero na początku czerwca 2022 r. A pierwszy federalny budżet ostatniego rządu Angeli Merkel (ten na rok 2018) musiał czekać na ostateczne zatwierdzenie przez parlament RFN aż do połowy lipca 2018 r. Sehr schön und demokratisch!

Opiniotwórcza prasa już mocno krytykuje rząd

Czołowe niemieckie gazety opiniotwórcze, jak przede wszystkim dzienniki „Frankfurter Allgemeine Zeitung” czy „Handelsblatt”, już wyraźnie i dość mocno krytykują postępowanie rządu kanclerza Olafa Scholza w ww. i innych sprawach finansowych, gospodarczych i imigracyjnych. Zarzucają mu przede wszystkim niekonsekwencje i błędy w polityce imigracyjnej, energetycznej i socjalnej. Krytykują między innymi przyznawanie azylu i obywatelstwa RFN tysiącom przypadkowych ludzi z krajów odległych i egzotycznych. A także pochopną i zbyt pospieszną rezygnację z elektrowni atomowych. Obarczają rząd wyłączną winą za wspomniany kryzys budżetowy, a także krytykują brak chęci kierowników SPD i Zielonych do jakichkolwiek istotnych cięć wydatków na cele „socjalne”, ekologiczno-„klimatyczne” i azylowo-imigracyjne. Co powoduje w rządzącej koalicji dodatkowe i kolejne napięcia i rosnący brak wzajemnego zaufania – szczególnie w relacjach socjalistów z SPD i Zielonych ze znacznie bardziej rozsądnymi w tych sprawach liberałami z FDP. Powoduje tym bardziej, że po wspomnianej konwencji SPD stało się jasne, że szefowie SPD ze swoich socjalistycznych, „klimatycznych” i pro-imigracyjnych pryncypiów i priorytetów nie zamierzają rezygnować ani trochę.

W związku z tym komentarz dziennika „Handelsblatt” stwierdzał między innymi, że „po sobotnim wystąpieniu [na konwencji SPD 9 grudnia] pozostało wrażenie, że kanclerz coraz bardziej przypomina lunatyka, który prowadzi swoją partię i rządzącą koalicję ku coraz bliższej przepaści”. I już „jest pewne, że w SPD panuje zgoda” co do nieustępowania liderom FDP i opozycyjnych chadeków w ich postulatach budżetowych cięć i oszczędności. A ponadto okazało się, że do jakiegokolwiek „rozliczenia z Scholzem” za jego politykę, którego w SPD „tak się obawiano, wcale na tej konwencji nie doszło”. Ale to bardzo niedobrze, że ta wewnętrzna jedność SPD „staje się już celem samym w sobie”. Bo wówczas „zamienia się w słabość” i wtedy „już nie zauważa się rzeczywistości, tylko od niej ucieka” – pisał „Handelsblatt”. Richtig!

Będą przedterminowe wybory do Bundestagu?

Nic więc dziwnego, że wobec tego „budżetowego kryzysu”, trwającego od 16 listopada, a także wobec postępującego od kilkunastu miesięcy kryzysu „migracyjnego” i gospodarczego, parlamentarna opozycja wzywa do wcześniejszych wyborów do Bundestagu. Wzywa do nich między innymi premier Bawarii i szef chadeckiej CSU Markus Söder (już od 28 listopada). Postuluje on, żeby te przedterminowe wybory mogły się odbyć równocześnie z wyborami do parlamentu UE (czyli 9 czerwca przyszłego roku). Söder mówił prasie, że rząd kanclerza Scholza „nie jest już w stanie” pomyślnie rozwiązać budżetowe i gospodarcze problemy kraju. A także problemy energetyczne i imigracyjne. Postulat przedterminowych wyborów do Bundestagu poparł także przewodniczący CDU Friedrich Merz, a także niektórzy politycy Alternatywy dla Niemiec. Gut!

Jednak szanse na zgodę władz SPD i Zielonych na przedterminowe wybory wydają się znikome. Bo rząd kanclerza Olafa Scholza ma najniższe społeczne poparcie w swojej równo dwuletniej historii i jedno z trzech najniższych w 74-letniej historii RFN. A ponadto Niemcy nigdy nie byli tak bardzo niezadowoleni z kanclerza i jego rządu, jak od końca listopada br. Z sondażu przeprowadzonego przez pracownię Infratest Dimap w dniach 4-6 grudnia na zlecenie telewizji ARD i dziennika „Die Welt” wynika, że zaledwie 17 proc. ankietowanych obywateli było „zadowolonych” lub „bardzo zadowolonych” z prac rządu kanclerza Scholza. A aż 82 proc. wyrażało swoje niezadowolenie. To spadek aż o ponad 6 procentowych punktów w porównaniu z badaniem tej samej firmy w listopadzie. A także najgorszy wynik, jaki kiedykolwiek osiągnęła koalicja SPD-Zieloni–FDP. „Zaufanie do zdolności kanclerza do rządzenia jest teraz mniejsze, niż kiedykolwiek wcześniej i nawet mniejsze niż w końcowej fazie ery rządów Helmuta Kohla [tj. w latach 1997-1998]” – napisał „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, nawiązując do najnowszego sondażu Deutschlandtrend. Wynika z niego, że na partię Olafa Scholza – SPD – głosowałoby zaledwie 14 proc. ankietowanych.

Na czele sondaży partyjnych preferencji, tych przeprowadzanych w okresie od końca listopada do 12 grudnia, nadal są chadecy z CDU i CSU. Mają w nich 30-32 proc. poparcia. Socjaliści z SPD osiągali w tych sondażach zaledwie 14-16 proc. głosów, euro-bolszewiccy Zieloni 12-17 proc. (najczęściej 13-15 proc.), współrządząca demoliberalna FDP tylko 4-6 proc., a prawicowa Alternatywa dla Niemiec stabilne 20-23 proc. (najczęściej 22 proc.). Gut!

Najnowsze