Strona głównaWiadomościPolskaFrancuska prawica o sytuacji w Polsce. "Co oznacza „praworządność” w ustach Brukseli"

Francuska prawica o sytuacji w Polsce. „Co oznacza „praworządność” w ustach Brukseli”

-

- Reklama -

Nie tylko Marine Le Pen wyraziła obawy o trwające w Polsce ograniczanie zasad demokracji. Podobnie zareagowała większość polityków tamtejszej prawicy. W komentarzach, postępowanie Brukseli wobec tej proby zamachu stanu, a właściwie jej milczenie, postrzegane jest nawet jako argument za Frexitem.

Eric Zemmour napisal na X: „Przez osiem lat Unia Europejska izolowała Polskę za rzekome „naruszenie praworządności”. Miliardy zamrożonych funduszy, procedura z artykułu 7, codzienne lekcje moralności. W tym tygodniu Donald Tusk, pupilek Brukseli, wysłał policję, by szturmowała Trybunał Konstytucyjny i zainstalowała tam samozwańczą prezes. Sam Trybunał mówi o zamachu stanu. Całkowita cisza Komisji.
Teraz rozumiecie, co oznacza „praworządność” w ustach Brukseli: prawo do kneblowania przeciwników”.

- Reklama -

- Reklama -

Jeden z komentarzy pod tym postem stwierdza wprost: „To samo stanie się we Francji, jeśli nie spodobają im się wyniki wyborów prezydenckich! Nie jest pewne, czy Francuzi będą mieli tyle samo odwagi co Polacy…” Inne mówią o potrzebie Frexitu i stawiają znak równości pomiędzu UE i ZSSR,

- Reklama -

Inny polityk prawicy, Nicolas Dupont-Aignan wyraża „solidarność z narodem polskim”, który „stawia opór temu autokratycznemu szaleństwu premiera” i dodaje „Narody nie chcą już tej obskurnej UE, która szpeci nasz kontynent i pcha nas ku wojnie”.

Głos zabrała także Marion Marechal, która nie ma wątpliwości, że „Próba zamachu stanu, której jesteśmy świadkami w Polsce, ujawnia, jak rządy prawa są manipulowane na korzyść jednego obozu politycznego, a nie jego przeciwników”.

I dalej: „Skrajne centrum Europy, z Emmanuelem Macronem i Komisją Europejską na czele, twierdzi, że jest jedynym obrońcą praworządności i nie waha się jej łamać, jednocześnie deklarując jej przywracanie. Gdyby role się odwróciły, ci sami ludzie potępiliby bardzo poważny atak na praworządność i trójpodział władzy. Ale ponieważ premier Donald Tusk jest jednym z nich, przymykają na to oko i w ten sposób demonstrują swoją hipokryzję. Wytyczają granicę, którą uznają za stosowną, we własnym interesie – granicę, której jako pierwsi nie przestrzegają”.

Eurodeputowana prawicy Marion Marechal przypomina: „Nikt z nich nie protestował, gdy w 2015 roku, tuż przed wyborami parlamentarnymi, które wyniosły naszych konserwatywnych sojuszników do władzy, Donald Tusk wybrał pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego, aby skonsolidować kontrolę nad instytucją, w tym dwóch nielegalnie, aby obsadzić miejsca, które zwolnią się po wyborach. Dziś ten sam Donald Tusk używa policji w Trybunale Konstytucyjnym, aby bezprawnie usunąć jego prezesa i sędziów, zastępując ich swoimi kolesiami, których wybór jest kwestionowany. Dzieje się to w czasie, gdy prezydent Karol Nawrocki, przed którym sędziowie mają zostać zaprzysiężeni, przebywa z wizytą państwową za granicą”.

I odnosi się do własnego kraju: „Jakże nie wspomnieć o Emmanuelu Macronie, który na czele francuskich instytucji stawia swoich bliskich współpracowników (Amélie de Montchalin w Trybunale Obrachunkowym, Emmanuela Moulina w Banku Francji, Marca Guillaume’a jako wiceprzewodniczącego Rady Państwa itd.) i próbuje przeforsować budżet europejski, wiedząc, że obóz nacjonalistyczny wkrótce dojdzie do władzy? Albo o Christine Lagarde, która, powodowana prezydenckimi kaprysami, przedwcześnie rezygnuje ze stanowiska szefowej Europejskiego Banku Centralnego, aby Macron mógł wpłynąć na wybór jej następcy?”

I kończy swój dlugi wpis: „Nasz sojusznik Karol Nawrocki, wybrany w zeszłym roku w wyborach powszechnych, wypełnia swoją rolę gwaranta instytucji i porządku konstytucyjnego. Jeśli Donald Tusk chce zmienić zasady, niech wygra kolejne wybory i uzyska większość, która mu na to pozwoli. W demokracji, gdy dochodzi do kryzysu politycznego i instytucjonalnego, decyzja zawsze należy do ludzi”.

Najnowsze