Strona głównaGŁÓWNYNiebezpieczny projekt ustawy o środkach ograniczających

Niebezpieczny projekt ustawy o środkach ograniczających

-

- Reklama -

Czy pętla nakładana przez władzę na społeczeństwo coraz bardziej się zacieśnia? Wygląda na to, że tak! W powodzi śmieciowych informacji, pustych treściowo wypowiedzi medialnych celebrytów, roztrząsania pseudoproblemów oraz wzajemnych połajanek polityków głównych partii, giną sprawy najważniejsze, które właśnie mają być ukryte przez szum informacyjny.

Mamy jeszcze w pamięci nieuzasadnione ograniczenia prawne i gospodarcze w okresie tzw. pandemii, kiedy za pomocą rozporządzeń łamano zapisy konstytucyjne, ograniczano wolności obywatelskie oraz nakładano nieuzasadnione kary na tych, którzy nie chcieli poddać się propagandzie i bezmyślnym nakazom. Za ten stan rzeczy nikt nie poniósł dotychczas odpowiedzialności, choć zakres strat i nadużyć był wyjątkowo duży. W gruncie rzeczy władza, która zaistniała po ostatnich wyborach, niewiele różni się od poprzedniej.

- Reklama -

Nic dziwnego, że mamy do czynienia z kolejną próbą legislacyjną, która bynajmniej nie stoi na straży bezpieczeństwa obywateli, ale może prowadzić do dalszego ich ubezwłasnowolnienia. Na tym bowiem polega współczesny terror, aby za pomocą narzędzi prawnych tudzież coraz bardziej zaawansowanych środków technicznych wprowadzać ograniczenia wolności oraz budować mentalność strachu. Projekt ustawy o środkach ograniczających, który rząd skierował do Sejmu, oznaczony numerem 3003, jest kolejną odsłoną walki, którą rządzący toczą ze społeczeństwem (zresztą nie tylko w Polsce), motywując to oczywiście chęcią ochrony ludzi, podobnie jak jeszcze niedawno maseczki, zakaz zgromadzeń, ograniczanie działalności gospodarczej czy tzw. szczepienia miały służyć dobru obywateli.

- Reklama -

Dlaczego projekt jest groźny?

Trudno nie zauważyć, że projekt ten daje bardzo szerokie uprawnienia administracji państwowej w zakresie kontroli i sankcji. Te procedury mogą dotknąć zarówno osoby fizyczne, jak też firmy i spółki, banki oraz instytucje finansowe, firmy transportowe oraz szeroką rzeszę dostawców różnych usług. W zdecydowanej większości namierzani więc będą zwykli obywatele prowadzący działalność gospodarczą bądź opiniotwórczą, wszystko zaś ma dziać się na bazie rozporządzeń, a więc z pominięciem przepisów wyższego rzędu, które chronią interesy ludzi.

- Reklama -

Sankcje i poważne ograniczenia mogą wiązać się choćby z wpisem na listę sankcyjną, zamrożeniem majątku w różnej postaci, zakazem prowadzenia działalności gospodarczej, wykluczeniem z zamówień publicznych, a nawet z wprowadzeniem przymusowego zarządu i przejęciem własności prywatnej za jakimś odszkodowaniem z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (czyli od podatników). Sankcje mogą być też związane z wysokimi karami pieniężnymi, uwięzieniem (od trzech miesięcy do dwunastu lat) za naruszenia bądź „obchodzenie sankcji”. Kuriozalne w tym projekcie jest to, że odpowiedzialność może spaść też na osoby trzecie, czyli te, które zdaniem organów nadzorczych zostaną uznane za osoby, które pomagają w obejściu sankcji. Projekt przewiduje też uproszczoną procedurę sankcyjną, w tym natychmiastową wykonalność decyzji administracyjnych. Ewentualne zaskarżenie sankcji do sądu administracyjnego nie wstrzymuje automatycznie jej wykonania. Ponadto procedura pozwala na ograniczenie uzasadnienia decyzji, motywując to względami bezpieczeństwa państwa lub porządku publicznego (podobnie jak w minionych latach ochroną zdrowia motywowano przymus szczepień i restrykcje sanitarystyczne).

Przyczyny kar mogą być bardzo zróżnicowane i szerokie. Według tego projektu ukaranym można być za przekazanie lub udostępnianie jakichś walorów majątkowych, prowadzenie transakcji finansowych, które władza uzna za zakazane; import, eksport, zakup, sprzedaż towarów i technologii; świadczenie różnych usług (np. prawnych, doradczych, reklamowych) oraz odsunięcie od zamówień publicznych. Decyzja ministra ma być wcielona następnego dnia po umieszczeniu jej w Biuletynie Informacji Publicznej bez ponownego rozpatrzenia sprawy.

Projekt ustawy 3003 musi budzić poważne zastrzeżenia choćby ze względu na zawartą w nim zasadę, że „najpierw wykonuje się sankcje i zamrożenie majątku, a dopiero po latach może być wyrok sądu”. Przy szerokich i nieostrych kryteriach stosowania sankcji (np. pośrednie wspieranie manipulacji) pojawia się ryzyko arbitralności, błędów urzędniczych i braku realnej ochrony, zwłaszcza przedsiębiorców, przed groźbą niesłusznego doprowadzenia do upadku ich firm.

O czym świadczy ten projekt?

Po pierwsze dowodzi on coraz większego podporządkowania polskiego systemu prawnego regulacjom unijnym (tzn. globalistycznym). Jest on nadgorliwą implementacją dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2024/1226. UE jest organizacją produkującą ogromną liczbę aktów prawnych praktycznie nie do ogarnięcia (które zazwyczaj nie służą dobru obywateli krajów członkowskich). Ta elephantiasis prawna właściwa dla cywilizacji bizantyńskiej wkracza coraz głębiej w życie społeczne i próbuje ograniczać wolności obywatelskie. Jest to przejaw zniewolenia polskiego systemu prawnego przez system unijny. Największą ambicją rządu jest w tym przypadku wyjść naprzeciw unijnym biurokratom. Powstaje nieodparte wrażenie, że rząd nie prowadzi polityki propolskiej, ale łatwo ulega naciskom brukselskim. Na tym jednak nie koniec. W projekcie, oprócz honorowania ograniczeń narzucanych przez UE, postuluje się też dodatkowe ograniczenia krajowe, do czego angażuje się też szeroki aparat państwowego nadzoru.

Po drugie projekt ustawy jest bublem prawnym przez łamanie zapisów konstytucyjnych oraz niejasność zapisów. Nową podstawą do nakładania sankcji ma być tzw. przesłanka Foreign Information Manipulation and Interference (zagraniczne manipulacje informacjami i ingerencje) – która bardzo godzi w artykuły 2, 14 i 54 Konstytucji RP. Przepisy proponowane w ustawie nie definiują też jednoznacznie, co dokładnie stanowi „bezpośrednie lub pośrednie wspieranie obcej ingerencji”. Rodzi to obawy o arbitralność, gdyż pod ten zapis można podciągnąć każdą legalną krytykę rządu, niezależną działalność dziennikarską czy publicystyczną, co nazywa się ryzykiem wprowadzenia urzędniczej cenzury. Ustawa ta, gdyby weszła w życie, będzie stwarzać mechanizmy uciszania przez administrację rządową niezależnych mediów, dziennikarzy, instytucji społecznych i wszystkich niepoprawnych politycznie pod pozorem walki z tzw. „dezinformacją” lub zagrożeniami dla bezpieczeństwa państwa.

Od bezpieczeństwa do nadużycia władzy

Reasumując, należy podkreślić, że nie może być zgody na niejasne przepisy, które pod pozorem walki z obcą ingerencją godzącą w bezpieczeństwo narodowe i interesy Polski, staną się narzędziem nacisku na Polaków do tego stopnia, że będą oni tracić środki do życia lub możliwość prowadzenia działalności gospodarczej, zanim skutecznie obronią się przed decyzjami urzędników. W ten sposób bardzo łatwo przekroczyć cienką granicę między bezpieczeństwem a jawnym nadużyciem władzy. Ponieważ władza idzie w zaparte i na razie nic nie wskazuje na to, aby rząd Tuska chciał wycofać się z tego projektu, licząc na niewiedzę i bierność społeczeństwa. Ewentualne przyjęcie tych przepisów byłoby dla rządzących (niezależnie od opcji politycznej) niezwykle wygodne – choćby w przypadku eskalacji psychozy wojennej czy dalszego ograniczania wolności obywatelskich. Istnieje też poważne niebezpieczeństwo nadinterpretacji prawa, co uderzy chociażby w wolność badań naukowych. Dlatego tak ważne jest natychmiastowe nagłaśnianie sprawy i budowanie społecznego oporu, zanim będzie za późno.

Prof. dr hab. Ryszard Zajączkowski

Okładka Najwyższy CZAS! nr 45-46/2026

Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 45-46, 2 – 15 listopada 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.

Stop cenzurze Tuska! „Najwyższy CZAS!” zaprasza 5 listopada pod Sejm. Druk 3003 do kosza

Najnowsze