Premier Donald Tusk 10 września poinformował, że otrzymał „dość precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA” (Johna Ratcliffe’a) dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach – w kontekście zagrożeń ze strony Rosji, w tym możliwych działań hybrydowych na wschodniej flance. Krzysztof Bosak (wicemarszałek Sejmu, Konfederacja) odniósł się do sprawy w programie „Graffiti” w Polsat News.
Bosak wyraził wątpliwości, co do prawdomówności premiera:
„Nie wiemy, czy był raport. Osobiście mam wątpliwości. Nie sądzę, żeby CIA przekazywało raporty polskiemu premierowi” – stwierdził Bosak.
Wiadomo, że doszło do spotkania (Tomasz Siemoniak, koordynator służb, spotkał się z szefem CIA w Waszyngtonie). Gdyby Amerykanie chcieli przekazać formalny dokument, zrobiliby to przez łącznika w ambasadzie USA – nie potrzeba do tego wizyty dyrektora CIA.
Wizyta szefa agencji wskazuje raczej na osobistą rozmowę, której celem mogło być „wybadanie reakcji” polskiej strony.
„Sądzę, że raczej były to konkretne informacje, opinie i oceny wywiadowcze niż jakiś raport. Raport kojarzy się ze zbiorem informacji, któremu towarzyszy ocena analityczna” – dodał Bosak.
Później przedstawiciele prezydenta Karola Nawrockiego (m.in. Marcin Przydacz i szef BBN Bartosz Grodecki) podkreślali, że nie było pisemnego dokumentu CIA na biurku premiera – Siemoniak przekazał informacje ustnie po spotkaniu z Ratcliffe’em, a następnie poinformował o tym również BBN. Rząd bronił się, że Tusk mówił o informacjach wywiadowczych, a niekoniecznie o fizycznym raporcie.
Co oznacza, że Donald Tusk, po raz nie wiadomo juz który, został przyłapany na klamstwie


