Co prawda, Mathilde Panot z lewackiej partii Zbuntowana Francja (LFI) obiecuje masową „regulację” statusu nielegalnych migrantów, jeśli LFI dojdzie do władzy w 2027 roku, ale większość kandydatów, od centrum po prawicę sięga w tym temacie po środki, które mają imigrację ograniczyć. Chociaż przez lata nie robili w tej materii nic, teraz ścigają się z Marine Le Pen.
Republikanin (LR) Bruno Retailleau opowiada się np. za zniesieniem obywatelstwa francuskiego z urodzenia. Jako MSW przeforsował takie przepisy na francuskiej Majotcie, gdzie trwa najazd obywateli sąsiednich Komorów. Teraz pyta – „Dlaczego to, co działa na Majotcie, nie miałoby zadziałać we Francji kontynentalnej?”
Byłaby to mała rewolucja, bo zastąpienie „prawem ziemi”, czyli nabycia obywatelstwa przez miejsce urodzenia, przez „prawo krwi” lub pełną integrację jest dla wielu polityków forsujących „nową Francję” nie do pomyślenia.
Chodzi jednak o wybory. Kandydat LR „zobowiązał się” w CNews, że to „Francuzi w końcu zdefiniują politykę migracyjną”. Szkoda, że nie mogli tego robić przez ostatnie półwiecze. Jednak ta propozycja i tak wywoła poruszenie. Bruno Retailleau obiecał poddać taką propozycję pod referendum, nawet ryzykując „narażenie się na gniew Trybunału Konstytucyjnego”.
Na poparcie swojej argumentacji przytoczył przypadek Majotty. Na tym zamorskim terytorium od maja 2025 r. dostęp do obywatelstwa z tytułu urodzenia dzieci przez obcokrajowców jest uzależniony od „regularnego i nieprzerwanego zamieszkiwania we Francji przez ponad rok” od narodzin dziecka. Bruno Retailleau broni rozszerzenia tej zasady na Francję kontynentalną w imię „spójności republikańskiej”.
Jego zdaniem „obywatelstwo z urodzenia opierało się na asymilacji rodziców. Asymilacji z naszymi wartościami. Asymilacji z Republiką. A to już nie zawsze się sprawdza” – dodał. „Uważam, że nie można stać się Francuzem przypadkiem i automatycznie” – mówił dalej przewodniczący Partii Republikańskiej i nawet pozwolił sobie na tezę, że „imigracja nie jest szansą dla Francji”, ale stała się „obciążeniem”. Zaraz jednak zapewniał, że nie opowiada się za „zerową imigracją”, lecz za „najniższą możliwą”.


