Informacja o zwrocie przez Szpital Południowy pieniędzy Dawidowi Kacprzykowi oparta jest na materiale dowodowym z 17 czerwca. Być może później lekarz znowu przelał pieniądze – powiedział PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba, odnosząc się do słów posła PiS, że pieniądze nie zostały zwrócone.
W poniedziałek rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej poinformował, że pół miliona złotych, które lekarz Dawid Kacprzyk przelał Szpitalowi Południowemu tytułem wyrównania wynagrodzenia, zostało zwrócone przez szpital.
We wtorek posłowie PiS – Mateusz Morawiecki, Anna Kwiecień i Janusz Cieszyński – przeprowadzili kontrolę poselską w Szpitalu Południowym.
Słowom prok. Skiby zaprzeczył poseł Cieszyński. „Jak ustaliśmy z posłanką Anna Kwiecień, Szpital Południowy nie zwrócił pół miliona złotych złodziejowi Kacprzykowi” – napisał we wtorek na portalu X Cieszyński, dodając, że kolejna kontrola odbędzie się w przyszłym tygodniu.
Prok. Skiba wyjaśnił, że w zawiadomieniu z 17 czerwca prezes zarządu Szpitala Południowego poinformował, że na konto szpitala wpłynął przelew od Dawida Kacprzyka w wysokości pół miliona złotych tytułem wyrównania wynagrodzenia.
– Kwota ta została zwrócona lekarzowi z uwagi na brak podstawy prawnej do jej zaksięgowania. Jednocześnie do Kacprzyka skierowano pismo, w którym zwrócono się o niezwłoczne przedstawienie wyjaśnień dotyczących podstawy faktycznej i prawnej dokonanej operacji finansowych – zaznaczył rzecznik prokuratury.
Dodał, że jako potwierdzenie dołączone były potwierdzenie przelewu z 15 czerwca – gdy Kacprzyk przelał pół miliona złotych na konto szpitala – i z 16 czerwca, kiedy szpital zwrócił lekarzowi pieniądze.
– Twierdzenia, które podtrzymujemy, oparte są na materiale dowodowym – zawiadomieniu z 17 czerwca. Nie mogę wykluczyć, że pomiędzy 17 a 23 czerwca wydarzyły się jakieś nowe okoliczności. Być może zostały wyjaśnione okoliczności dotyczące tego, co było podstawą prawną tych przelewów. Natomiast wskazywanie, że Prokuratura Okręgowa wprowadzała w błąd, jest co najmniej manipulujące i sugerowałbym przeprowadzenie jeszcze raz kontroli poselskiej – podkreślił prok. Skiba.
Afera w Szpitalu Południowym. Pół miliona wróciło na konto Kacprzyka. Powód zaskakuje
W Szpitalu Południowym trwają kontrole prowadzone przez stołeczny ratusz i Narodowy Fundusz Zdrowia. Sprawę opisywanych w lecznicy nieprawidłowości bada prokuratura. Toczy się też postępowanie Naczelnej Izby Lekarskiej. Dawid Kacprzyk w zeszły poniedziałek zrezygnował z członkostwa w KO, a w czwartek z mandatu radnego dzielnicy Ursus; zwrócił też szpitalowi część wypłaconych mu pieniędzy – pół miliona złotych, które szpital musiał mu oddać ze względu na brak możliwości zaksięgowania. Prezydent Warszawy odwołał zarząd i radę nadzorczą szpitala. Nową prezeską zarządu placówki została Aneta Gomółka-Siembora.
Śledztwa w sprawie Szpitala Południowego wszczęto publikacji portalu Zero.pl, który jako pierwszy opisał sprawę Kacprzyka. Z ustaleń wynikało też, że na prowadzonym przez niego oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.
Dawid Kacprzyk jako koordynator SOR-u w Szpitalu Południowym, a także radny KO warszawskiej dzielnicy Ursus, miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w ubiegłym roku 1,6 mln zł. W sprawie Szpitala Południowego w poniedziałek wszczęto dwa śledztwa. Pierwsze dotyczy oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych. Drugie nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.
Prokurator generalny Waldemar Żurek zapowiedział, że prokuratura zbada, czy Trzaskowski wiedział o nieprawidłowościach w szpitalu. Oprócz miejskich urzędników, prokuratorów i urzędników NFZ placówkę prześwietli także PIP.
