Ilekroć Polska decydowała się – a czyniła to zazwyczaj bardzo rzadko – na jakieś posunięcie, które było nie po myśli Ukrainy, w Kijowie od razu podnosiła się wrzawa, że Warszawa gra zgodnie z interesami Moskwy. Obecnie, kiedy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał imię „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy, nastąpił proces odwrotny w postaci wzrostu niechęci Polaków do Ukrainy, a tym samym to on zagrał zgodnie z interesami Rosji.
W naszym kraju to nadanie zostało odebrane jak najgorzej. Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego, najwyższego odznaczenia państwowego RP. Prezydent budował swój wizerunek jako osoby silnej i twardej, więc teoretycznie powinien odebrać order, jednak w przeszłości jako prezes IPN wypowiedział się na podobny temat, mówiąc, że UPA była organizacją zbrodniczą, ale Ukraińcy mają prawo wybierać sami swoich bohaterów, nawet jeśli dla nich bohaterem jest Stefan Bandera (szef nacjonalistów OUN-B) czy Roman Szuchewycz (naczelny dowódca UPA).
Decyzja Zełenskiego nie jest przypadkowa, jest ona świadoma i politycznie przemyślana oraz konfrontacyjna, mająca na celu pomniejszenie roli Polski w regionie. Prezydent Ukrainy przestał też podróżować z lotniska w Jesionce, gdzie stał jego prezydencki samolot i teraz lata via Rumunia. W ten sposób pokazuje Polakom, że posiada alternatywę.
Do tych wydarzeń należy dodać sprawę krakowskiej spółki Control Process S.A., która wybudowała zakład przetwórstwa odpadów we Lwowie za ponad 36 milionów euro. Inwestor miejska spółka Zielone Miasto zerwała kontrakt, mimo że obiekt ukończono w 95 proc. Strona ukraińska nie wykonała przyłączy, zablokowała polskim pracownikom dostęp do terenu i przejęła sprzęt warty kilkadziesiąt mln euro. Warto dodać, że polska firma wygrała kilka międzynarodowych postępowań arbitrażowych oraz uzyskała przychylną opinię Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy, ale mer Lwowa Andrij Sadowy, któremu podlega Zielone Miasto, nic sobie z tego nie robi. Był na tyle bezczelny, że wysłał nawet list do premiera Donalda Tuska ze skargą na polską firmę.
Mamy więc obraz ostatnich wydarzeń dotyczących relacji polsko-ukraińskich, które niestety rozwijają się coraz bardziej konfliktowo i w zdecydowanej większości nie z naszej winy. Nasuwa się pytanie, czy można było zapobiec takiemu rozwojowi sytuacji? Oczywiście tak, ale pod warunkiem prowadzenia polityki obrony interesów Polski, a nie polityki jednostronnych ustępstw, jaką prowadziły kolejne polskie rządy. O błędach polityki ustępstw pisałem już w pierwszym roku wojny w 2022 r.
Polityka ciągłych ustępstw
Jak to wyglądało w praktyce, może posłużyć przykład z końca 2021 r., a więc z okresu na dwa miesiące przed pełnoskalową wojną, kiedy było wiadomo o agresywnych zamiarach Rosji, a Ukraina od siedmiu lat była pozbawiona Krymu, a ponadto w Donbasie toczyła wojnę z miejscowymi separatystami. Polska w tym czasie bezwzględnie popierała Ukrainę, a mimo to Kijów zdecydował się zablokować tranzyt kolejowy przez Polskę, żądając zwiększenia ilości pozwoleń dla ukraińskich TIR-ów przejeżdżających przez nasz kraj. Co powinien zrobić rząd w takiej sytuacji? To, co praktykuje się w międzynarodowych zwyczajach – odpowiedzieć tym samym, czyli zablokować tranzyt ukraińskich ciężarówek przez Polskę i poczekać. To Ukraina była w potrzebie, a nie my, zwłaszcza że istniało i istnieje alternatywne połączenie kolejowe dla tranzytu z- i do Chin przez Białoruś i Małaszewice. Co zrobił nasz rząd? Wdał się w rozmowy. Sprawa i tak stała się wkrótce nieaktualna, ponieważ wybuchła wojna i ten transport towarów nie mógł być realizowany przez Ukrainę, ale w tym casusie najważniejszy jest fakt, że to Ukraina – kraj będący w potrzebie i korzystający z polskiej pomocy – zdecydowała się na podjęcie konfrontatywnej decyzji, zamiast doceniać nasze stanowisko, a my, mając karty w ręku, zamiast ich użyć, zdecydowaliśmy się na ustępstwa.
Ustępstwa stały się znakiem rozpoznawczym polityki polskiej w relacjach z Ukrainą, a ich szczytem było powiedzenie ówczesnego rzecznika MSZ Łukasza Jasiny, „że jesteśmy tutaj sługami narodu ukraińskiego”. Powiedzenie mogące kandydować do największego politycznego absurdu III RP.
Nieudolność wynikającą z ustępstw widać najbardziej w dwóch niezałatwionych sprawach z Ukrainą: kłamstwa wołyńskiego i ekshumacji ofiar ludobójstwa.
Ludobójstwo, którego nie można zapomnieć i odpuścić
Mimo że ta sprawa jest powszechnie znana, warto przypomnieć w skrócie, że UPA dokonała w czasie II WŚ zbrodni ludobójstwa na Polakach, mordując szacunkowo ponad 100 tys. Polek i Polaków często w okrutny, wręcz makabryczny sposób. W tym ludobójstwie udział brały nie tylko oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii, ale też dość liczna ukraińska ludność cywilna uzbrojona w widły, kosy, siekiery i noże. Winę za ludobójstwo ponoszą nie tylko nacjonaliści z OUN i UPA, lecz też, w znacznej mierze, naród ukraiński, podobnie jak winę za ludobójstwo na Słowianach i Żydach ponoszą nie tylko formacje niemieckich nacjonalistów: NSDAP, SS, SD, Gestapo, ale także Wehrmacht i niemiecka ludność cywilna aktywna w tych zbrodniach. Pierwsze zbrodnie UPA dokonała już w lutym 1943 r., ale główny atak nastąpił 11 lipca 1943 r., kiedy napadnięto na 100 polskich wsi na Wołyniu.
Warto zauważyć, że ten atak był skoordynowany z wydarzeniami na froncie wschodnim. 5 lipca rozpoczęła się bitwa pod Kurskiem, gdzie Niemcy zaangażowali 900 tys. żołnierzy, więc Ukraińcy mieli pewność, że na tyłach frontu niemieckie formacje wojskowe czy policyjne zostały ograniczone do niezbędnego minimum i że Niemcy nie będą mieli ani sił, ani ochoty interweniować w konflikt, który był im na rękę. Należy tu przypomnieć, że dla Niemców hasłem ich polityki na wschód od Bugu było powiedzenie: „Niech Polak zabije Ukraińca, a Ukrainiec zabije Polaka, a przedtem niech obaj zabiją Żyda”. W przypadku Ukraińców to powiedzenie się sprawdziło. Udział Ukraińców w eksterminacji Żydów, a potem Polaków był liczny, ponieważ celem Ukraińców była czystka etniczna poprzez eksterminację mniejszości i stworzenie jednonarodowego państwa. Stosunek do Polaków ze strony nacjonalistów miał charakter zoologicznej nienawiści, bo jak wytłumaczyć napady na pociągi wiozące polskich repatriantów opuszczających Ukrainę?
Co powinna zrobić Polska w tej sprawie
Kłamstwo wołyńskie to zaprzeczenie ludobójstwa. Na Ukrainie, szczególnie tam, gdzie ono miało miejsce, ma ono charakter powszechny. Ukraińcy w swoich oświadczeniach unikają słowa „ludobójstwo”, nie piszą, że było ono powszechnie wspomagane przez ukraińską ludność oraz nie piszą, kto je dokonał, a jak piszą, to niedwuznacznie sugerują, że dokonało to sowieckie NKWD. Skrupulatnie omijają nazwy UPA, OUN-B i nazwiska Bandery. Wynika to zarówno z tendencji do zamiatania haniebnych spraw pod dywan, którą praktykują wszystkie narody, jak i dominującej na Ukrainie postsowieckiej kultury politycznej (której przykładem jest sam prezydent Zełenski), której podstawowymi cechami jest permanentne zaprzeczanie przyznania się do niewygodnym spraw, twardość, brutalność, brak szacunku dla interesów partnera i taktyka żądania wszystkiego i niedawania niczego.
Dla Ukraińców świadomość ludobójstwa Polaków nie istnieje, istnieje natomiast świadomość, że UPA to bohaterowie walczący z sowietami o niepodległość ich państwa. Ludobójcy z Szuchewyczem na czele mają tam pomniki i ulice.
Co powinna robić Polska? To samo co kiedyś zrobiła z powstaniem warszawskim. Dla ludzi Zachodu powstanie warszawskie kojarzyło się tylko z powstaniem w getcie. Dopiero praca wielu organizacji i środowisk uświadomiła zachodniej opinii publicznej o skali tragedii w 1944 r. Podobnie należy uczynić ze sprawą ludobójstwa Polaków na Wołyniu i Wschodniej Małopolsce. Przeprowadzać akcje uświadamiające opinię publiczną Zachodu, a szczególnie w kręgach dysponujących tam władzą, w organizacjach unijnych, o tym ludobójstwie i jego rozmiarach. Taka działalność uderzy w słaby punkt banderowskiej polityki Ukrainy i zmusi unijne władze do reakcji. Warto przypomnieć, że Unia podczas negocjacji o akcesie zmusiła Chorwację do pozbycia się dziedzictwa ustaszy, polityczno-wojskowej organizacji o profilu nacjonalistyczno-faszystowskim, odpowiedzialnej za zbrodnie ludobójstwa dokonanego na Serbach i Żydach.
Tak też powinno być w sprawie UPA i OUN. Bezwarunkowy nacisk Unii w tej sprawie, w tym uznanie wymienionych organizacji za zbrodnicze będzie pierwszym krokiem do kruszenia banderyzmu na Ukrainie. Polsce powinno zależeć na tym, jaka będzie Ukraina: czy banderowska i silnie proniemiecka, czy demokratyzująca się i prowadząca politykę opartą na wartościach europejskich.
Podobnie należy rozpropagować kwestię ekshumacji polskich ofiar, podkreślając, że Ukraina zgadza się na ekshumację niemieckich żołnierzy, a nie zgadza się na ekshumację polskich ofiar ludobójstwa. Cel ukraiński jest jasny. Ogrom tych ekshumacji podważyłby mit UPA, a zdjęcia ciał niemowlaków, które nabijano na sztachety i dzieci, którym wbijano gwoździe w głowy, zniszczyłoby zupełnie ukraiński PR. W naszym interesie jest taka polityka.
Iluzje strategii Ukrainy
Podstawą strategii Ukrainy, którą część naszych polityków przeoczyła, jest zamiar dominacji w regionie Międzymorza. To było widoczne już dekadę temu. Ukraina w swojej strategii stawiała na współpracę z Niemcami, a Polskę traktowała jako rywala, mimo że Ukraina miała niedobre doświadczenia historyczne w relacjach z Berlinem. W czasie I WŚ Niemcy zajęli terytorium Ukrainy i zlikwidowali Ukraińską Republikę Ludową. Przed II WŚ nacjonaliści ukraińscy współpracowali z niemieckimi służbami wywiadowczymi, ale w 1941 r. ich liderzy zostali aresztowani przez Niemców, kiedy ogłosili niepodległość Ukrainy. W I WŚ Ukraina miała być tylko rezerwuarem żywności dla Niemców, w II WŚ terenem kolonizacji niemieckiej. Kiedy w 2022 r. Rosja zaatakowała Ukrainę, Niemcy wstrzymywali dostawy broni dla ukraińskiej armii i ten stan trwał wiele miesięcy. Ukraińcy niczego nie nauczyli się w sprawie polityki Niemiec i nie rozumieją, że dla Berlina najważniejsza jest Moskwa, potem Warszawa, a dopiero potem Kijów. Mówią o tym liczby. W ostatnim roku przed wojną, w 2021 r. niemiecki import z Polski wynosił 90 mld euro, a z Ukrainy 3 mld euro.
Przed II WŚ niemieckie służby wywiadowcze używały nacjonalistów ukraińskich jako czynnika destabilizującego państwo polskie. Obecnie Niemcy stawiają na Kijów jako na kolejny czynnik, przez który mogą wywierać presję na Warszawę, ale jako na czynnik, a nie jako partnera. Kanclerz Merz nie chce Ukrainy w UE jako pełnoprawnego członka, nie chce też jej w NATO.
Ukraińska gra o przywództwo w regionie Międzymorza jest ciężkim błędem strategicznym. Ukraina jest za słaba na taką grę. Ona jest gospodarczo zniszczona, utrzymywana przez dotacje Europejczyków. Rosjanie okupują 20 proc. terytorium tego państwa i nie widać w tej chwili ani w bliskiej przyszłości, żeby była możliwość odzyskania tego terenu. Stracono także ogromną liczbę populacji. Kiedy rozpadał się Związek Sowiecki, na Ukrainie mieszkało 52 mln ludzi. Teraz liczbę mieszkańców na terytorium kontrolowanym przez rząd w Kijowie szacuje się na 20 mln osób mniej. Ukraina nie ma potencjału, żeby grać rolę lidera naszego regionu. W Kijowie nie rozumieją, że jedynym układem dającym więcej samodzielności jest współpraca z Polską.
Za te błędy Ukraina zapłaci. Zełenski nie zdaje sobie chyba sprawy, że kiedy wojna się skończy, Ukraina będzie bankrutem. Jeśli jednak nadal będzie prowadził antypolską politykę, to należy sobie zadać pytanie, czy interesem dla nas będzie udział w odbudowie tego kraju, zwłaszcza jeśli to może wyglądać tak jak w przypadku spółki Control Process S.A. Może lepiej skoncentrować się na inwestowaniu we własnym kraju?
Jedno wydaje się w tej chwili pewne. Omawiana decyzja Zełenskiego spowodowała, że w Polsce narastające poczucie ukraińskiej niewdzięczności przemienia się już w niechęć do Ukrainy, a tym samym w inne spojrzenie na wojnę, obojętne. Trzeba też jasno powiedzieć: Polski nie stać na posiadanie na wschodzie jednocześnie złych relacji z Rosją i z Ukrainą, a tym bardziej złych stosunków z Rosją, z Ukrainą i z Niemcami. Im bardziej Zełenski będzie lekceważył interesy polskie, tym większy będzie dawał prezent prorosyjskiej opcji w Polsce. Na razie to czyni.
