Strona głównaGŁÓWNYDeputowany z Wołynia chce ukraińskich nazw polskich miast. "Przywracanie ukraińskiej obecności w...

Deputowany z Wołynia chce ukraińskich nazw polskich miast. „Przywracanie ukraińskiej obecności w przestrzeni świata”

-

- Reklama -

Ukraiński deputowany do Rady Najwyższej Ihor Huź chce, by na ukraińskich mapach, w dokumentach i w urzędowym obiegu zagraniczne miejscowości – m.in. Chełm, Rzeszów czy Przemyśl – miały ukraińskie nazwy. Zwrócił się z takim wnioskiem do ukraińskich instytucji państwowych.

Ihor Huź to ukraiński deputowany z obwodu wołyńskiego. Jest członkiem grupy parlamentarnej partii „Za Przyszłość”, pełni funkcję zastępcy przewodniczącego parlamentarnej komisji ds. organizacji władzy państwowej, samorządu i rozwoju regionalnego. Ponadto należy do grupy Rady Najwyższej ds. kontaktów międzyparlamentarnych z Polską.

- Reklama -

Huź założył także mającą na celu wychowanie elit w duchu idei ukraińskiego nacjonalizmu organizację Narodowy Alians, odpowiedzialną za festiwal „Bandersztat” i organizującą wydarzenia upamiętniające OUN i UPA. Ponadto, według oficjalnej strony polityka, w młodości należał on do organizacji „Tryzub” im. Stepana Bandery.

„Historyczne nazwy toponimów na ukraińskich ziemiach etnicznych powinny powrócić do oficjalnego użycia” – stwierdził Huź. Chodzi m.in. o ziemie należące do Polski. Ukraiński deputowany poinformował 1 sierpnia, że zwrócił się z takim postulatem do ukraińskich instytucji państwowych. Wśród podanych przez niego przykładów znalazły się Chełm, Rzeszów czy Przemyśl.

Jak argumentował, na ukraińskich mapach i dokumentach używane są obcojęzyczne nazwy miejscowości, które – w jego ocenie – mają historyczne ukraińskie odpowiedniki. „Chodzi na przykład o Holm – obecnie Chełm, Riasziw – Rzeszów, Peremyszl – Przemyśl, Priasziw – Preszów, Biłhorod – Biełgorod oraz inne nazwy geograficzne, które przez stulecia istniały w ukraińskiej tradycji językowej i historycznej” – stwierdził.

Huź poinformował, że swoje wystąpienie w tej sprawie skierował do pełniącego obowiązki ministra spraw zagranicznych Ukrainy, prezesa Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, szefa Państwowej Służby Ukrainy do spraw Geodezji, Kartografii i Katastru, przewodniczącego Narodowej Komisji Standardów Języka Państwowego oraz prezesa Narodowej Akademii Nauk Ukrainy.

Jego prośba dotyczy „aktywizacji procesu przejścia na poziomie oficjalnym do stosowania ukraińskich nazw zagranicznych toponimów”. Przyznał też, że nie chodzi wyłącznie o język, ale o pamięć historyczną, ciągłość kulturową i „przywracanie ukraińskiej obecności w przestrzeni świata”.

Nie jest to pierwszy taki postulat Ihora Huzia. Jak przypomina portal kresy.pl, już w 2008 r. kierowany przez niego Narodowy Alians zamieścił mapę – od Kaukazu po okolice Lublina i Nowego Sącza. Sam Huź przekonywał wówczas, że ilustrowała ona historyczny zasięg osadnictwa ukraińskiego, a jego organizacja nie dążyła do rewizji granic z Polską. Później dodał, że ta idea „żyje nie tylko” w nim, ale i w wielu Ukraińcach. „Może naprawdę kiedyś podniesiemy flagę Ukrainy w centrum Lublina” – dodał. W ukraińskim parlamencie znalazł się w zespole ds. „odzyskania ukraińskich ziem etnicznych” i zainicjował apel o pośmiertne uhonorowanie przywódcy OUN Jewhena Konowalca. Wzywał też do sprowadzenia do Kijowa szczątków Bandery, Konowalca i Symona Petlury.

Źródło:kresy.pl

Najnowsze