Strażacy od czwartku walczą z potężnym pożarem lasu w Międzylesiu w powiecie wołomińskim. Według służb zdarzenie to może nie być przypadkowe. Wskazano na potencjalne przyczyny.
Pożar objął już ponad 100 hektarów. W akcji gaśniczej pożaru lasu w powiecie wołomińskim zaangażowanych jest blisko 600 strażaków i 200 pojazdów tylko z województwa mazowieckiego, wznowił loty policyjny śmigłowiec – podał w piątek rano rzecznik prasowy PSP st. kpt. Wojciech Gralec.
W akcji uczestniczą też kompanie gaśnicze spoza Mazowsza i cztery moduły do gaszenia pożarów w lasu z ziemi (GFFF) oraz kompanie centralnego odwodu gaśniczego z Akademii Pożarniczej i jednej ze szkół pożarniczych – poinformował. Jak dodał, od godz.7.00 w piątek do działań miało wejść 100 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej.
Ogień, który zgłoszono w czwartek przed godz. 14.00 miał objąć już ponad 100 hektarów prywatnych i państwowych lasów. Na miejscu działa też policja, ewakuowano 42 osoby z 20 budynków, większość udała się do rodzin, a sześć osób zakwaterowano w szkole podstawowej w Stanisławowie. Zablokowana jest droga krajowa nr 50 na odcinku Stanisławów – Łochów.
Z początkowych doniesień wynikało, że żywioł ogarnął 5 ha lasu. O godz. 20.00 w czwartek Państwowa Straż Pożarna pisała w komunikacie już o ponad 10 ha. Ponadto Lasy Państwowe podały, że początkowo był to pożar wierzchołkowy – obecnie ma charakter pożaru dolnego. Akcja gaśnicza prowadzona jest na 300 ha.
Wielki pożar pod Warszawą. W akcje zaangażowanych są setki osób, śmigłowce, samoloty i drony [VIDEO]
Głos w sprawie zabrał nadleśniczy Nadleśnictwa Mińsk Piotr Serafin. W czwartek przekazał, że analizując obecną sytuację oraz wcześniejsze przypadki podpaleń w tym rejonie, można stwierdzić, iż wiele wskazuje na to, że ogień mógł zostać podłożony. Według informacji przekazanych przez Serafina, początkowo kamera leśna wychwyciła jeden słup dymu.
– Z relacji załogi samolotu, który nadleciał na miejsce i dokonał pierwszego zrzutu wody, wynikało jednak, że przed frontem pożaru pojawiło się kolejne zarzewie ognia. Ono również szybko zaczęło się rozprzestrzeniać. Z tego powodu możemy sądzić, że było to podpalenie. Wszystko wskazuje na to, że tutaj mogliśmy mieć do czynienia z podpalaczem – powiedział.
Z kolei zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Mińsk Robert Milewski wskazał, że pożar zaczął się w lasach prywatnych, a następnie wiatr rozniósł go także do lasów państwowych leśnictwa Poręby.
– Jako obywatel nie wykluczam celowego działania – przyznał Milewski w rozmowie z „Faktem”.
– W ciągu ostatnich kilku dni na terenie Nadleśnictwa Mińsk mieliśmy do czynienia z podpaleniem, z którym udało się szybko uporać. Nie ma pożarów z nieuwagi. Nie wykluczam, że mamy do czynienia co najmniej z amatorem piromancji. Nie jestem jednak prokuratorem ani służbami. To moje osobiste przeczucie – dodał.
