Strona głównaGŁÓWNYCoraz większe niezadowolenie z działań rządu. AfD wciąż rośnie

Coraz większe niezadowolenie z działań rządu. AfD wciąż rośnie

-

- Reklama -

Opozycyjnej Alternatywie dla Niemiec nadal rośnie „demokratyczna” siła społecznego poparcia – bo w kolejnych sondażach partyjnych preferencji otrzymuje coraz wyższe procenty. Jednocześnie w skali całych Niemiec stopniowo spada poparcie dla rządzących socjalistów z SPD i postchadeków z CDU oraz dla gabinetu kanclerza Fryderyka Merza.

Na niecałe cztery miesiące przed ważnym głosowaniem w wyborach w Saksonii-Anhalt (6 września) konserwatywno-narodowa Alternatywa dla Niemiec (AfD), opowiadająca się między innymi za wyjściem Niemiec z systemu waluty euro i ewentualnie też z UE, a także za możliwym usunięciem z terytorium Niemiec amerykańskiej broni atomowej i wojsk USA – w sondażowych badaniach poparcia w tym landzie umacniała swoją przewagę nad rządzącymi partiami establishmentu RFN.

Np. w badaniu ośrodka Infratest dimap, przeprowadzonym na zlecenie dzienników „Magdeburger Volksstimme” i „Mitteldeutsche Zeitung” i opublikowanym 7 maja, AfD osiągnęła rekordowe 41 proc. poparcia w tym landzie (jeszcze w marcu br. miała tam tylko 38 proc. ankietowych głosów). Wyraźnie wyprzedziła rządzącą tam od lat CDU, ostatnio m.in. wraz z demo-liberałami z FDP, która osiągnęła w tym badaniu tylko 26 proc. A np. w porównaniu z sondażem tego ośrodka z maja ubiegłego roku, AfD zyskała 4 procent poparcia, a CDU straciła 3 procent.

Obecnie w Saksonii-Anhalt na trzecim miejscu znalazła się jeszcze w sporej mierze pokomunistyczna partia Lewica (12 proc.). A za nią socjaliści z SPD – z poparciem zaledwie około 7 proc. Natomiast eurokomunistyczni Zieloni i lewicowo-narodowo-radykalny Sojusz Sahry Wagenknecht osiągnęły po 4 proc. ankietowych głosów – podobnie jak współrządząca w tym landzie FDP. Ale to oznacza, że te partie nie przekroczyłyby pięcioprocentowego wyborczego progu i nie weszłyby do landtagu w Magdeburgu.

Jak to relacjonowała agencja DPA, po publikacji ww. sondażu w AfD „pojawiły się bardzo dobre nastroje”. Kandydat tej partii na premiera regionalnego rządu – raptem 35-letni Ulrich Siegmund – podkreślił w nagraniu opublikowanym w sieci, iż okoliczność, że jego partia przekroczyła „magiczną granicę” 40 proc. to dla jego środowiska „ogromny wiatr w plecy”. Natomiast współprzewodnicząca AfD Alicja Weidel stwierdziła w rozmowie z portalem Nius, że władze jej partii liczą na podobny wynik i zwycięstwo także w wyborach w Meklemburgii-Pomorzu Przednim – zaplanowanych na 20 września. Oceniła, że tak wysokie wyniki AfD pomogłyby zwiększyć społeczną presję na rząd federalny i może nawet doprowadzić do rozpadu rządzącej koalicji CDU–CSU i SPD w Berlinie.

Komentarze niemieckiej prasy dość zgodnie zauważają, że ta presja na rząd RFN i tak będzie rosnąć, bo odsetek obywateli niezadowolonych z polityki tego rządu stale rośnie – już co najmniej od wczesnej jesieni ub. roku. Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zwrócił jednak uwagę, że mimo tak wysokiego ankietowego poparcia (wspomniane około 41 proc. głosów) AfD w Saksonii-Anhalt nie miałaby większości posłów – umożliwiającej jej samodzielne rządy. A oczywiście wszystkie pozostałe i „demokratyczne” partie, w tym CDU i pokomunistyczna Lewica, wykluczają jakąkolwiek współpracę z AfD. I to od samego początku jej działalności, tj. od roku 2013. Zarówno na szczeblu władz 16 landów i ich parlamentów, jak też w Bundestagu.

„Frankfurter Allgemeine” przypomniał też o ciągle pogarszającej się sytuacji gospodarczej w Saksonii-Anhalt. W pierwszych dniach maja br. aż 82 proc. ankietowanych oceniało ją bowiem negatywnie, a tylko 14 proc. pozytywnie.

Z kolei np. sondaż ogólnoniemiecki, przeprowadzony w końcu kwietnia br. przez instytut Insa dla gazety „Bild am Sonntag”, pokazał rekordowe poparcie dla AfD także w skali całych Niemiec. W tym sondażu chęć oddania głosu na Alternatywę dla Niemiec zadeklarowało aż 28 proc. pytanych. A na CDU lub bawarską CSU tylko 24 proc. Natomiast stały sondaż tzw. telewizji publicznej, tj. ARD, czyli DeutschlandTrend, 7 maja też potwierdził pierwszą pozycję AfD. Ta dość antysystemowa partia, choć z każdym upływającym kwartałem coraz mniej radykalna i już wyraźnie łagodniejsza niż jeszcze 15–16 miesięcy temu, osiągnęła w nim 27 proc. poparcia – o 2 procent więcej niż w kwietniu.

Po raz pierwszy w niemal 30-letniej historii DeutschlandTrend, pozostającego przecież pod kontrolą różnych „publicznych” i „demokratycznych” urzędników, AfD wyprzedziła partie postchadeckie, tj. CDU/CSU, które uzyskały raptem 24 proc. ankietowych głosów – 2 proc. mniej niż w kwietniu. SPD otrzymała ich zaledwie 12 proc., Zieloni niestety aż 15 proc. (plus 1 proc. w stosunku do kwietnia), zaś partia Lewica niezmiennie 10 proc. Pozostałe partie nie przekroczyłyby progu 5 proc.

Coraz większe niezadowolenie z działań rządu

Natomiast w tym samym sondażu ARD zadowolenie z pracy kanclerza Fryderyka Merza wyraziło zaledwie 16 proc. jego uczestników. To najgorszy wynik urzędującego szefa rządu RFN w historii DeutschlandTrend, który działa od roku 1997 (warto przypomnieć, że w czerwcu ubiegłego roku, około 5 tygodni po objęciu stanowiska kanclerza rządu, z działań i polityki F. Merza było zadowolonych 39 proc. pytanych).

Natomiast w badaniach z 4–6 maja br. z pracy rządu RFN jako całości wyrażało zadowolenie jeszcze mniej wyborców – zaledwie 13 proc. (!). A łącznie aż 86 proc. pytanych wyraziło niezadowolenie z pracy gabinetu kanclerza Merza, co stanowi niechlubny rekord w ponad 76-letniej historii RFN. Bo do owego 6 maja br. żaden rządowy gabinet nie został oceniony tak negatywnie po zaledwie równym roku sprawowania władzy – od 6 maja 2025. Donnerwetter! A na początku kadencji rządu p. Merza, w maju ub. roku, takich „zadowolonych” było aż 42 proc. Ponadto na początku maja br. zaledwie 24 proc. pytanych zgodziło się z tezą, że rząd kanclerza Merza będzie w stanie wzmocnić i ożywić gospodarkę.

Z kolei w badaniu Instytutu Forsa, opublikowanym 6 maja, odsetek zadowolonych z pracy kanclerza rządu spadł do zaledwie 11 proc. (!). A to oznacza, że Fryderyk Merz jest już oceniany nawet gorzej niż Olaf Scholz, który uchodził za kanclerza wyjątkowo bezbarwnego i niepopularnego. Jednak kanclerz Merz ma teraz, tj. co najmniej od początku marca br., jeszcze trudniejszą sytuację gospodarczą w kraju i Europie, większe problemy i napięcia w relacjach z USA i podobnie jak kanclerz Scholz silne napięcia i spory w rządzącej koalicji.

Jak napisał „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, główną przyczyną tak małego poparcia dla obecnego kanclerza i jego gabinetu są spory w koalicji chadeków i SPD: „w CDU panuje więc duże niezadowolenie i przekonanie, że celów CDU nie da się osiągnąć wspólnie z SPD. A stanowcze wypowiedzi kanclerza tracą na znaczeniu, gdy wkrótce nie dotrzymuje on swoich obietnic”.

Partyjne spory i różnice poglądów obejmują m.in. sprawy koniecznej reformy (powoli upadającego) systemu emerytalnego i podatkowego – m.in. postulat SPD dotyczący opodatkowania „nadzwyczajnych zysków” paliwowych koncernów. Oficjalnie – w związku z nadzwyczaj wysokimi cenami ropy naftowej i paliw, wywołanymi kolejną wojną władz Izraela. W związku z tymi sporami, jak podał tygodnik „Die Zeit”, podobno już nawet „pojawiają się głosy o możliwych przyspieszonych wyborach” do Bundestagu – z powodu niezadowolenia działaczy z konserwatywnego skrzydła CDU i bawarskiej CSU. Bo postulują oni „mniej kompromisów z SPD”. Richtig!

Inni komentatorzy uważają, że dla wizerunku kanclerza i jego gabinetu decydująca jest też oczywiście nadal pogarszająca się sytuacja gospodarcza i finansowa większości niemieckich przedsiębiorstw, gmin, miast i całych Niemiec – już od jesieni 2021 r. A także nadal nadzwyczaj wysokie ceny energii i paliw i duża niepewność w związku z niejasną sytuacją na Bliskim Wschodzie.

Z powyższych danych widać, że skala niezadowolenia Niemców z ich rządu federalnego jest już bardzo duża i w rzeczywistości najpewniej jeszcze dość znacząco większa niż w wymienionym sondażu rządowej TV. Co ciekawe, podobno aż 44 proc. ankietowanych uważa jednak, że koalicja CDU–CSU i SPD powinna rządzić do końca kadencji Bundestagu, upływającej w marcu 2029 r. A tylko 49 proc. jest przeciwnego zdania.

Warto przypomnieć, że w ostatnich wyborach do Bundestagu 23 lutego 2025 r. CDU–CSU zdobyły 28,5 proc. głosów, AfD – 20,8 proc., SPD 16,4 proc. a Zieloni 11,6 proc. Natomiast w ostatnich badaniach ośrodków INSA, Forsa i YouGov – a wszystkie trzy opublikowano 12 maja br. – Alternatywa dla Niemiec otrzymała aż dwukrotnie po 28 proc. poparcia i 27 proc. (Forsa). Z kolei CDU–CSU w trzech ww. sondażach otrzymała raptem 22–23 proc. głosów, SPD 12–13 proc., a Zieloni 12,5–15 proc. Gut!

Tak więc, gdyby wybory do Bundestagu odbyły się w połowie maja, czy nawet w czerwcu br., to zapewne koalicja CDU–CSU i SPD nie mogłaby liczyć na uzyskanie większości poselskich mandatów – być może nawet razem z Zielonymi. I kolejny „demokratyczny”, czyli soc-demokratyczny rząd RFN, byłby skazany na mniej lub bardziej doraźne i najpewniej warunkowe poparcie partii Lewica lub opozycyjnej AfD. Super!

Najnowsze