Według prezydenta Ukrainy Wołodomyra Zełenskiego Rosja może wkrótce ogłosić powszechną mobilizację w celu wsparcia ofensywy na Ukrainę lub ataku na jeden z krajów bałtyckich. Takie oświadczenia sojusznika nie ułatwiają współpracy i nie mają potwierdzenia w informacjach wywiadu – skomentował w poniedziałek szef MSZ Estonii, Margus Tsahkna.
Przywódca Ukrainy powiedział, że Rosja ogranicza obywatelom dostęp do internetu i mediów społecznościowych nie po to, by stłumić krytykę wobec władzy, ale by zapobiec oburzeniu, które towarzyszyłoby planowanej mobilizacji na szeroką skalę.
Według Zełenskiego plan B Rosji zakłada mniejszą, równoległą ofensywę, prowadzoną niższym kosztem i mniejszym wysiłkiem tam, gdzie można sobie poradzić z mniejszymi siłami bojowymi. – Niektóre państwa, np. jeden z krajów bałtyckich, nie są przygotowane na stawianie silnego oporu – przyznał Zełenski w opublikowanym w niedzielę wywiadzie dla ukraińskiego programu informacyjnego „Jedyne Wiadomości”.
– Być może nie wszystkie kraje zechcą pomóc krajom bałtyckim, ale nie będą miały wyboru, – w przeciwnym razie NATO przestanie istnieć – dodał Zełenski.
Zdaniem szefa estońskiej dyplomacji „takie oświadczenia nie odpowiadają danym wywiadowczym. Nie dodaje to też sił, gdy prezydent Donald Trump krytykuje europejskie kraje NATO za ich postawę oraz za brak wsparcia dla USA w wojnie z Iranem”.
– Nie widzimy, aby Rosja koncentrowała swoje siły lub przygotowywała się do ataku militarnego na NATO lub państwa bałtyckie, wręcz przeciwnie. Rosja nie ma silnej pozycji na froncie ukraińskim, również gospodarczo – stwierdził Tsahkna, zapytany przez radio ERR.
W jego ocenie artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego o zbiorowej obronie zaatakowanego sojusznika wciąż obowiązuje, a NATO z pewnością zareaguje, gdy któreś z państw członkowskich zostanie zaatakowane. – Nie ma co do tego wątpliwości – oznajmił minister Tsahkna.

