Strona głównaMagazynTrump i Putin w Pekinie

Trump i Putin w Pekinie

-

- Reklama -

Prezydent USA Donald Trump złożył w połowie maja wizytę w Pekinie. Kilka dni później do stolicy Chin przyleciał prezydent Rosji Władimir Putin. Obie wizyty, jedna po drugiej, dały komentatorom okazję do stwierdzenia, że Pekin stał się w maju stolicą świata, a chiński przewodniczący państwa Xi Jinping gospodarzem, do którego inni światowi liderzy przylatują na konsultację. O ile taka teoria może być prawdziwa w relacjach Xi – Putin, to na pewno nie w relacjach Xi – Trump, mimo że eksperci niemal jednogłośnie stwierdzili, iż prezydent USA przybył do Chin osłabiony nieudaną wojną z Iranem.

Sytuacja nie wydaje się bynajmniej tak jednoznaczna. Osłabione są również Chiny. One straciły co najmniej połowę importu ropy naftowej, z Wenezueli i z Bliskiego Wschodu, mają ogromne problemy z uzyskaniem zwrotu pieniędzy z udzielonych wielu państwom pożyczek i kredytów. Szacuje się, że zagrożonych jest brakiem spłaty 80 proc. z gigantycznej sumy 2 bln 200 mld USD, które Pekin pożyczył innym państwom, a gospodarka chińska cierpi na brak wzrostu popytu ze strony ludności, która woli oszczędzać niż kupować.

- Reklama -

Dlatego też obie strony, dbając bezwzględnie o swoje interesy podczas negocjacji, starały się nie prowadzić rozmów w formie, która mogłaby sprawiać wrażenie dążenia do zaostrzenia konfrontacji. Wydaje się natomiast, że ważniejsze dla nich było utrzymanie obecnego status quo niż próba uzyskania wyraźnej przewagi, co zresztą i tak nie byłoby skuteczne w tej sytuacji. Nie ulega wątpliwości, że obie strony grały na czas, ponieważ żadna z nich nie jest gotowa do ofensywnej konfrontacji w walce o światową dominację. Z tego powodu obecne relacje USA – Chiny mają charakter deeskalacyjny. Niemniej Xi podkreślił, że Chiny są mocarstwem wschodzącym, odwrotnie niż USA.

Podczas tej wizyty Xi Jinping uzyskał przede wszystkim coś, na czym mu bardzo zależało, uznanie pozycji Chin jako supermocarstwa równego czy niemal równego z USA, mogącego razem ze Stanami Zjednoczonymi tworzyć grupę G2, w domyśle dominującą wspólnie w świecie. Drugim niewątpliwym sukcesem Xi Jinpinga jest słabnąca postawa USA w sprawie obrony Tajwanu.

Tematów rozmów było więcej: sytuacja na Bliskim Wschodzie, gdzie prezydent USA chętnie widziałby zaangażowanie Chin w sprawie zmiękczenia rządu w Teheranie, ale wydaje się, że Pekin nie ma tam aż tak wielkich wpływów. Innym problemem jest kwestia współpracy w celu ustalenia „czerwonej linii” dla AI, dostawy chipów i metali ziem rzadkich, czy używania chińskich komponentów, z których produkuje się w USA bardzo niebezpieczny narkotyk fentanyl. Jednak kwestia G2 i Tajwanu były najważniejsze w tych rozmowach.

Wizyta miała charakter wybitnie roboczy, nie podpisano żadnych umów gospodarczych ani państwowych, lecz prawdopodobnie dyskutowano o nowym porządku świata. Domniemywa się o tym na podstawie rozbieżnych komunikatów obu stron opublikowanych po zakończeniu wizyty. Nawet sprawa zakupu 200 samolotów firmy Boeing, o której dyskutowano się przed wizytą, nie została sfinalizowana. Warto przy tym zwrócić uwagę, że zasadniczo zmieniła się opcja Chińczyków odnośnie do układów scalonych. Obecnie rząd chiński naciska na firmy, żeby nie kupowały ich w Stanach i starały się używać lokalnych produktów, uważając, że mimo iż są technologicznie zapóźnione w stosunku do amerykańskich, to ostatecznie uda im się uwolnić się od zależności zagranicznej zarówno w kwestii technologicznych rozwiązań, jak i dostaw z USA.

Nowy Trump

Stosunek obecnego prezydenta USA do Xi Jinpinga i Chin uległ zupełnej zmianie, jeśli nie z przekonania, to co najmniej na pokaz. Kiedy Xi Jinping odwiedził USA i prezydent Barack Obama zaprosił go do Białego Domu na uroczysty obiad, Trump, który wtedy dopiero co wkraczał do polityki, powiedział: ja bym go wysłał do McDonald’a. Trump już wtedy uczynił z konfrontacji z Chinami jedną z głównych idei swojej polityki. Podczas pierwszej kadencji rozpoczął wojnę handlową z Krajem Smoka, obwiniając go o ogromny deficyt handlowy będący skutkiem dumpingu, o kradzież własności intelektualnej i o zmuszanie amerykańskich firm w Chinach do transferu technologii. Podczas drugiej kadencji dwukrotnie konfrontował się z Pekinem i dwukrotnie przegrał. Za pierwszym razem musiał wycofać się z ogromnych ceł, za drugim razem Chińczycy zmusili go do natychmiastowego odwrotu, wstrzymując sprzedaż metali ziem rzadkich dla państw Zachodu. W efekcie tych wydarzeń prezydent USA zmienił retorykę, nazywając Xi Jinpinga przyjacielem, a po zakończeniu wizyty powiedział: „To wspaniały przywódca bardzo potężnego kraju, Chin”.

Chińczycy

Świat chińskiej polityki zagranicznej jest daleko mniej emocjonalny i znacznie bardziej zdyscyplinowany w dyplomatycznych wypowiedziach niż na ogół zachodni, szczególnie amerykański. Ponadto w czynach Chińczycy są konsekwentni. Kiedy prezydent Barack Obama krytykował Chiny, zarzucając im manipulowanie kursem dolara, łamanie praw człowieka itp., to gdy przybył do Pekinu, przez kilkadziesiąt minut musiał pozostawać na pokładzie Air Force One, ponieważ do samolotu nie podstawiono schodów. Ostatecznie prezydent musiał wysiąść drzwiami w tyle samolotu. Do poważniejszego incydentu doszło w 2017 r. podczas wizyty Trumpa w Pekinie w 2017 r. Kiedy prezydent przekroczył wejście Hali Ludowej w Pekinie, chińscy agenci zatrzymali idącego za nim oficera niosącego tzw. walizkę nuklearną zawierającą kody umożliwiającą prezydentowi wydanie rozkazu użycia broni atomowej z dowolnego miejsca na świecie. Doszło do jakiejś przepychanki czy krótkotrwałej bójki między Chińczykami a oficerami Secret Service, ale walizka przez cały czas pozostała w rękach Amerykanów. Nie wiadomo, czy była to akcja zaplanowana, czy też nieporozumienie. Niewątpliwie gdyby doszło do przejęcia tej walizki, byłaby to sprawa o trudnych do wyobrażenia konsekwencjach. Niemniej sam ten fakt, czyli próba odcięcia prezydenta USA od jego urządzenia była czynem, na który nie zdobyli się nawet sowieci. Był to w ogóle ewenement w skali światowej. Ponieważ takie rzeczy nie są przypadkowe, można zakładać, że miał to być sygnał pokazujący, że jest ktoś na świecie, kto nie musi się liczyć z Amerykanami.

Obecna wizyta Trumpa to pełna gala łącznie z czerwonym dywanem, którego poskąpiono Obamie na lotnisku w Pekinie. Honorowe salwy i wspólny spacer obu liderów po cesarskim ogrodzie przy Zakazanym Mieście. Dziś Chińczycy chcą zrobić deal z Trumpem, więc witają go jako cesarza przybywającego do cesarza.

Tajwan

To kluczowy punkt nie tylko tych rozmów, ale całej polityki między USA a Chinami. Nie wiemy, o czym obaj przywódcy dokładnie rozmawiali. Przed wizytą pojawiały się w mediach sugestie, że Trump może „sprzedać” Tajwan ChRL w ramach dealu o globalnym podziale stref wpływów. Na tyle, na ile wiadomo, do tego nie doszło, wątpliwości natomiast nie zostały rozwiane, mimo że sekretarz stanu Marco Rubio powiedział, że polityka USA wobec Tajwanu nie uległa zmianie i zapewne, jak należy sądzić, do listopadowych wyborów w USA Trump nie podejmie żadnej kluczowej decyzji.

Jak wiadomo, relacje pomiędzy USA a Tajwanem oparte są jednostronnym zobowiązaniu USA powziętym przez prezydenta Ronalda Reagana w 1982 r. Zobowiązanie składa się z sześciu punktów. Wśród nich są dwa uznane za „militarne”: USA nie wyznaczą ani końcowej daty zakończenia dostaw amerykańskiej broni dla Tajwanu, ani nie będą konsultować z ChRL kwestii sprzedaży uzbrojenia Tajwanowi. Tymczasem Trump, jak przyznał, rozmawiał z Xi o ewentualnych dostawach amerykańskiej broni na wyspę w wysokości 14 mld USD. Donald Trump, jak wiadomo, nie jest zwolennikiem obrony wyspy, uważając, że w przypadku wojny konwencjonalnej nie da się jej obronić ze względu na odległość Tajwanu od USA.

Poprzednio pisałem o wizycie przewodniczącej opozycyjnej tajwańskiej partii Kuomintang w Pekinie. Pani Cheng Li-wun spotkała się z Xi Jinpingiem i jak się sądzi, jednym z tematów jej rozmów było pokojowe przyłączenie Tajwanu do ChRL. Tajwan miał zamiar zakupić broń za 40 mld USD, ale opozycja, która ma przewagę w parlamencie, zablokowała ten projekt i ostatecznie zgodzono się na zakup broni w wymienionej kwocie 14 mld. Podczas rozmów z Xi, Trump powiedział, że zastanowi się na tym dealem. Kiedy po rozmowach zwrócono mu uwagę, że to stanowi naruszenie zobowiązań USA, odpowiedział, że jeśli ktoś podpisał coś 50 lat temu, nie oznacza, że to jego obowiązuje. Przy okazji oskarżył Tajwan, że jego potęga w microprocesorach tak naprawdę ma źródło w kradzieży tego pomysłu z USA. Oskarżanie kogoś, kogo ma zamiar się porzucić, przypomina wcześniejsze porzucenie Kurdów przez Trumpa, kiedy powiedział, że Kurdowie nie pomagali podczas lądowania w Normandii!!

Sprawa wydaje się na tyle poważna, że na to zareagował prezydent Tajwanu (oficjalna nazwa Republika Chińska), który w odezwie adresowanej formalnie do Tajwańczyków, ale de facto do Amerykanów podkreślił, że wyspa jest ostoją pokoju i stabilności w Cieśninie Tajwańskiej i w regionie oraz że Chiny są główną przyczyną niestabilności i dążenia do zmiany status quo, wreszcie że współpraca w zakresie bezpieczeństwa między Tajwanem a Stanami Zjednoczonymi oraz sprzedaż broni są kluczowymi elementami utrzymania pokoju i stabilności w regionie. Dodał, że Tajwan jest kluczowym ośrodkiem bezpieczeństwa i obrony regionu Indo-Pacyfiku w ramach pierwszego łańcucha wyspiarskiego.

Jak można określić obecnie kwestię Tajwanu? Nie ulega wątpliwości, że gra o przyłączenie tej wyspy do ChRL weszła na nowy stopień rozwoju. Tajwan jest osłabiany z dwóch stron, z wewnątrz przez opozycję Kuomintangu i z zewnątrz przez niejasne zamiary prezydenta USA. Jakie są obecnie zamiary Pekinu? Xi powiedział Trumpowi, że jeśli sprawa Tajwanu nie zostanie właściwie rozwiązana, to Chiny i USA znajdą się w konflikcie. Wydaje się jednak, że przeważa opcja pokojowego przyłączenia wyspy poprzez uzyskanie politycznej zgody USA i czekanie na zwycięstwo wyborcze Kuomintangu. Mówi się, że Pekin byłby w stanie nawet zgodzić się, żeby zjednoczone państwo nosiło nazwę Republika Chińska i że na Tajwanie miałby obowiązywać obecny ustrój przez 50 lat, ale Tajwańczycy przypominają, że tak miało być też w przypadku Hongkongu.

Na tę chwilę nie wiadomo, jaka będzie przyszłość wyspy, biorąc szczególnie pod uwagę, że Trump dał już dowody, że jest w stanie dokonywać politycznej wolty. Niemniej, gdyby Tajwan został „przehandlowany”, zniszczyłoby to ogromnie zaufanie sojuszników do USA i bardzo osłabiłoby wpływy Stanów Zjednoczonych w świecie.

Putin w Pekinie

5 dni po Trumpie w Pekinie zjawił się Putin. W tym wypadku można mówić o konsultacjach partner seniora z partner juniorem. Rosja prowadząca kosztowną wojnę z Ukrainą znajduje się w coraz trudniejszej sytuacji gospodarczej i finansowej, w znacznej mierze zależy od pomocy gospodarczej Chin. Podczas wizyty podpisano kilkadziesiąt umów gospodarczych, ale Pekin ciągle nie wyraża zgody na podpisanie umowy o gazociągu Siła Syberii 2, który mógłby mieć przepustowość 50 mld m3 rocznie. Rosjanie liczyli, że Pekin odcięty od dostaw gazu z Kataru będzie bardziej elastyczny w tej sprawie.

Chiny prowadzą dość pragmatyczną politykę w stosunku do Rosji z punktu widzenia swoich interesów. Nie wierzą w „azjatycki” zwrot Rosji, uważając, że Kreml jest do tego zmuszony okolicznościami wojny na Ukrainie. Jednocześnie jednak udzielają pomocy Rosji, w tym dostawy produktów, których Rosjanie nie mogą kupić gdzie indziej. Kierują się prostą tezą, że w ich interesie nie jest nadmierne osłabienie Rosji, ponieważ gdyby Moskwa przegrała wojnę, to mogłyby zajść dwa niekorzystne dla Pekinu rozwiązania. Pierwsze – Amerykanie zwinęliby front w Europie i skoncentrowaliby się jeszcze bardziej na regionie Indo-Pacyfiku. Drugie – przegrana Rosja mogłaby się ponownie zwrócić w kierunku Zachodu, jak było za Jelcyna i w ten sposób poluzować zależności od Chin.

Najnowsze