Z Polski 2050 odchodzą masowo działacze lokalnych struktur partii. „Na Lubelszczyźnie legitymacjami Polski 2050 rzucili wicewojewoda, miejska radna i były skarbnik. W Świętokrzyskiem działacze poszli za posłem Rafałem Kasprzykiem, co spowodowało rozpad zarządu regionu. Struktury partii Szymona Hołowni sypią się w większości województw” – podaje radiozet.pl.
Miejska radna Polski 2050 z Lublina Magdalena Szczygieł-Mitrus poinformowała na Facebooku, że jej odejście „wynika z fundamentalnej niezgody na sposób funkcjonowania organizacji”.
„Obserwuję narastający autorytarny model zarządzania partią oraz brak elementarnego szacunku wobec jej członków” – napisała.
Wcześniej z ugrupowania odeszło kilkoro innych działaczy na Lubelszczyźnie, w tym wicewojewoda Wojciech Wołoch i były sekretarz regionalny partii Rafał Maksymowicz. Z kolei w Świętokrzyskim i na Dolnym Śląsku rozpadły się zarządy regionalne partii.
Problemy partii zaczęły się po nocnym spotkaniu Szymona Hołowni, w lipcu ubiegłego roku, z Jarosławem Kaczyńskim i Michałem Kamińskim w mieszkaniu Adama Bielana. Wówczas notowania partii malały, a w samym ugrupowaniu rozpoczęły się wewnętrzne walki. Mimo wyborów z początku roku, spory jeszcze bardziej się pogłębiły.
W połowie lutego grupa 15 posłów i trzech senatorów wprowadziła oficjalny rozłam. Odeszli z partii i założyli klub parlamentarny Centrum, a potem stowarzyszenie o tej samej nazwie. Potem dołączyła do nich duża grupa dotychczasowych działaczy Polski 2050.
Od kilku tygodni trwa migracja działaczy z partii zarządzanej obecnie przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz do nowego ugrupowania.
Radna Magdalena Szygieł-Mitrus podkreśliła, że problemem nie jest tylko model zarządzania, lecz brak odpowiedzi na protest wyborczy z 10 stycznia. Podczas zakończonego aferą głosowania elektronicznego radna nie otrzymała linku do głosowania. Przekonywano, że spowodowane było to zaległościami w opłacaniu składek, choć wcześniej takich problemów nie było. Ponadto mimo złożenia protestu radna nie otrzymała odpowiedzi od trzech miesięcy.
Były sekretarz regionu Rafał Maksymowicz odchodząc z partti ogłosił, że „nie akceptuje obecnej działalności Zarządu Głównego partii ani Zarządu Wojewódzkiego”. Zwraca też uwagę, że działalność ugrupowania w powiecie łęczyńskim, z którego pochodzi, „praktycznie ustała”.
Wicewojewoda lubelski Wojciech Wołoch jest dosadniejszy.
– To była pierwsza partia polityczna, do której wstąpiłem. Oferowała nową jakość, nowy sposób myślenia i patrzenia na politykę. Skupiała się na budowaniu, szukaniu zgody i jedności, a nie na walce. Takie podejście było dla mnie bardzo atrakcyjne. I tak było na samym początku. Później okazało się, że narracja, DNA, o którym tyle się mówiło, zaczęły się rozjeżdżać. Oficjalny przekaz nie miał nic wspólnego z tym, jak partia funkcjonowała w rzeczywistości. Pojawiła się narracja wodzowska, zarówno na poziomie regionu, jak i centrali – powiedział Radiu ZET Wołoch.
Decyzję o odejściu podjął po ostatnich sporach.
– Pewne pomysły na regiony, narzucanie rozwiązań bez żadnego dialogu były dla mnie nie do zaakceptowania. To była trudna decyzja, ale na pewno nie podyktowana koniunkturalizmem. Wybrałem Centrum, a mogłem przecież wybrać inne, duże ugrupowania. Dziś słyszę opinie, że jestem rozłamowcem, zdrajcą. Nie uważam tak, zawsze uczciwie mówiłem, czego oczekuję. Natomiast czuję, że zostałem oszukany, bo z DNA Polski 2050 nie zostało nic. To nie tylko moja opinia – podkreślił.
Z partii na Lubelszczyźnie wystąpili też inni działacze. I nie tylko tam. W woj. świętokrzyskim, z około 70 działaczy, pozostało kilkanaście osób.
– Większość ludzi poszła za posłem Rafałem Kasprzykiem. Ci, którzy zostali, byli mało aktywni, praktycznie nie uczestniczyli w życiu partii. Rozpadł się też cały zarząd regionu, gdzie z piątki osób aż czwórka odeszła z Polski 2050. To jednak o czymś świadczy – powiedział jeden z byłych już członków partii.
Także na Dolnym Śląsku zarząd regionu przestał działać.
Rafał Kasprzyk wkrótce ma zbudować struktury Centrum w całej Polsce.
– Większość osób, z którymi współpracowałem w regionie, przeszła ze mną do Centrum. Zrobiły to, bo prowadzę otwartą, uczciwą, partycypacyjną komunikację. Model pracy prezentowany przez przewodniczącą Polski 2050 Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz był dla nich nieakceptowalny – powiedział.
Natomiast przewodniczący Polski 2050 na Lubelszczyźnie Paweł Kurek przekonuje, że wcale nie ma wielkiej fali odejść z partii.
– Nie mówiłbym o wielkiej fali. Przeszliśmy demokratyczny proces wyborów. Trudnych, emocjonalnych i emocjonujących. To pokazało, że członkom partii bardzo na niej zależało. W tych wyborach są wygrani, ale też przegrani. Część osób, która nie została pozytywnie zweryfikowana, podjęła decyzję, że będzie próbować szczęścia w kolejnym projekcie. Te osoby mają do tego pełne prawo – powiedział Kurek.
Przyznał, że w Świętokrzyskim zarząd regionu jego partii przestał istnieć.
– Obecnie jesteśmy na etapie reorganizacji struktur. One będą odbudowane w najbliższym czasie. Moglibyśmy to zrobić szybko, ale chcemy zrobić to przede wszystkim dobrze. Będzie też wybrany nowy zarząd. Już zresztą są osoby, które opuściły Polskę 2050 i do nas wracają. Nie chcę zdradzać personaliów, ale możliwe są też kolejne powroty – twierdził.

