To już „klasyka”. Czechami rządzi centroprawicowa koalicja, ale w mediach mocno zasiedziała się lewica. Każda próba naprawy tej sytuacji i wyrównania szans medialnych, wywołuje kociokwik o „zamachu na wolność mediów”, „zagrożeniu demokratycznego pluralizmu”, itp.
Chodzi tu m. in. o zniesienie przez ministra Tomio Okamurę podatków na państwoe media, czyli opłat RiTV. Już w najbliższą środę odbędzie się decydujące głosowanie w parlamencie dotyczące reformy mediów publicznych w Czechach.
Opozycja rzuca takimi samymi argumentami, jak miało to miejsce w Polsce. Pojawiły się tradycyjne „autorytety”, które bronią „poszanowania wolności mediów krajowych i ich… krytycznego nastawienia”.
Premier Andrej Babis oskarża publiczne media o kłamstwa, stronniczość i manipulację. Jeszcze w styczniu tego roku, na kongresie ruchu ANO, gdzie Babis został ponownie wybrany na lidera partii zdobywając ponad 90% głosów, zapowiedział on zmiany w mediach publicznych. Wedłu premiera, jego partia, która wygrała wybory parlamentarne w październiku 2025 roku, była w ostatnich latach poddawana „systematycznej presji” ze strony mediów, które „otwarcie opowiadały się po stronie poprzedniego rządu”.
Rządowa koalicja ANO, SPD i Motorists, chcą dokonać transformacji systemu finansowania mediów publicznych. Andrej Babiš uważa, że niektóre media „utraciły obiektywizm i stały się aktorami gry politycznej”. Przepychanka trwa.
Przy okazji warto dodać, że owe „wolne” media kibicują w Czechach mocno np. opozycji węgierskiej. Wybory parlamentarne na Węgrzech, zaplanowane na 12 kwietnia, są uważnie obserwowane w Czechach, ponieważ uwąża się, że ich reperkusje mogą wykroczyć poza granice tego kraju. Przegrana Orbana, miałaby „ostudzić” eurosceptycyzm czeskiego rządu i premiera Babisan, a być może podważyć jego koalicję z narodowo-liberalną i antyimigracyjną partią SPD Tomio Okamury i „Kierowcami”.
Czeska lewica boi się, że „jeśli Viktor Orbán ponownie zwycięży, nabierze odwagi, a jego wpływy i w pewnym stopniu, atrakcyjność jego politycznego przekazu, zostaną skonsolidowane, a nawet wzmocnione. W przypadku Czech mogłoby to zachęcić obecnie rządzące siły polityczne do zacieśnienia współpracy z Budapesztem i pewnej formy zbieżności ze stanowiskiem Węgier w wielu kwestiach”.
Źródło: Radio Praga
