Kreują się na ostatnich sprawiedliwych, ale z rzekomej walki o tolerancję czy ścigania „rasizmu” zrobili świetnie prosperujący biznes. Setki zbiórek powielających te same cele, dramatyczne apele o wpłaty w mediach społecznościowych i prywatne zakupy w norweskich sklepach opłacane z fundacyjnej karty. Portal zero.pl prześwietlił finanse Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (OMZRiK), nad którego założycielami ciążą poważne wyroki i prokuratorskie zarzuty.
„Bez owijania w bawełnę: brakuje nam pieniędzy” – tak OMZRiK regularnie gra na emocjach swoich zmanipulowanych sympatyków. Mechanizm jest powtarzalny. Lewicowi aktywiści przeczesują sieć, wyłapują wypowiedzi, które mogą nie spodobać się ich odbiorcom – przede wszystkim uderzają w polityków szeroko rozumianej prawicy – i ogłaszają wejścia na drogę prawną.
Takiemu ruchowi za każdym razem towarzyszy apel o wsparcie finansowe. Tylko na portalu Zrzutka.pl OMZRiK prowadzi 129 aktywnych zbiórek, których łączny cel opiewa na blisko 3,5 miliona złotych. Do maja udało się z nich zebrać ponad 1,6 miliona.
Wątpliwości budzi transparentność tych działań. Organizacja potrafi organizować zbiórki wielokrotnie na ten sam cel. Flagowym przykładem, który przytacza portal zero.pl, jest sprawa Przemysława Czarnka. W 2021 roku OMZRiK zebrał na proces z nim ponad 20 tysięcy złotych na portalu zrzutka.pl. Kilka lat później uruchomił bliźniaczą zrzutkę w innym serwisie, kopiując nawet argumentację o konieczności „opłacenia wynagrodzenia adwokatów”. Jeszcze więcej pytań rodzi zbiórka z 2022 roku na samochody terenowe dla Ukrainy. Po zebraniu blisko 110 tysięcy złotych akcja została nagle zablokowana przez operatora serwisu, a organizacja nigdy nie rozliczyła się z losów zgromadzonych środków.
Wirtualne bankructwo i życie na koszt darczyńców
Mimo potężnych wpływów – sprawozdania wykazują, że darowizny potrafiły sięgać 618 tys. zł w 2020 r. czy 422 tys. zł w 2024 r. – OMZRiK w mediach społecznościowych regularnie kreuje się na organizację stojącą na krawędzi bankructwa. Lewicowy ośrodek co rusz apeluje do odbiorców o pieniądze, bo rzekomo brakuje mu środków na domknięcie miesiąca.
Oficjalne dokumenty składane w ministerstwie pokazują tymczasem, że fundacja kończyła lata z zyskami rzędu kilkuset tysięcy złotych, podczas gdy na faktyczne cele statutowe trafiał najczęściej zaledwie ułamek tych kwot.
Pieniądze z darowizn prowadzą bezpośrednio do portfeli założycieli: Konrada Dulkowskiego i Rafała Gawła. Ten drugi, prawomocnie skazany na dwa lata więzienia za oszustwa i przywłaszczenie blisko 800 tysięcy złotych, ukrywa się w Norwegii. Od 2019 roku jest poszukiwany przez polski wymiar sprawiedliwości do odbycia kary.

Wszystko wskazuje na to, że w Norwegii za pieniądze ze zbiórek żyje jak pączek w maśle. Dulkowski zapewniał wprawdzie, że Gaweł pracuje dla OMZRiK za darmo, ale sam poszukiwany przyznał, że otrzymuje z fundacji nawet do 10 tysięcy złotych miesięcznie na koszty życia.
Ustalenia dziennikarskie wykazały też, że firmowa karta fundacji służyła do opłacania zakupów spożywczych w norweskich sklepach.
Paradoksalnie, obaj działacze w prywatnych sprawach sądowych regularnie wnoszą o zwolnienie z kosztów, powołując się na skrajne ubóstwo.
Nowe zarzuty dla duetu
Problemy prawne założycieli OMZRiK nie kończą się na starych wyrokach. Prokuratura wznowiła kolejne śledztwo, w którym zarówno Rafał Gaweł, jak i Konrad Dulkowski usłyszeli nowe zarzuty.
Dotyczą one m.in. podrabiania kilkudziesięciu dokumentów (w tym weksli i faktur VAT), oszustw oraz usiłowania oszustw, a także działania na szkodę wierzycieli. Lista poszkodowanych podmiotów jest długa – znajdują się na niej zarówno instytucje publiczne, jak i prywatne, w tym Miasto Stołeczne Warszawa, Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego, Zakład Ubezpieczeń Społecznych czy spółdzielnie mieszkaniowe.
