Strona głównaMagazynABW „aresztowało” książki

ABW „aresztowało” książki

-

- Reklama -

W środę 21 lutego ABW weszła do siedziby Wydawnictwa 3DOM, by dokonać aresztowania „książek”. Pretekstem było rzekome negowanie holokaustu Żydów. Na miejscu służby stwierdziły, że „nienawistnych” książek jest o wiele więcej niż tylko te, po które pierwotnie przybyto. Ostatecznie około 20 funkcjonariuszy „aresztowało” po jednej książce na głowę.

Sytuacja wydaje się być z jednej strony komiczna, z drugiej ukazuje, że nowa jaśnie nam panująca oligarchia zamierza rozprawić się siłowo z wszelkimi mediami nietrzymającymi jej strony. Przy okazji beton wyborczy obecnej ekipy rządzącej będzie usatysfakcjonowany – w końcu kto przeciw nim, ten faszysta. A w imię tolerancji trzeba niszczyć wszelkie oznaki rzekomego faszyzmu.

- Reklama -

ABW weszło do wydawnictwa i… na działkę letniskową

Jak relacjonował w rozmowie ze mną w telewizji wRealu24 Tomasz Stala, szef wydawnictwa 3DOM, 21 lutego około godz. 6.30 do akcji wkroczyły trzy grupy operacyjne ABW. Stało się to na polecenie prokuratora Dariusza Psiuka. Pracuje on w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu. Celem ok. dwudziestu funkcjonariuszy było „aresztowanie” książek.

Mundurowi wkroczyli do siedziby rejestrowej wydawnictwa, która znajduje się w prywatnym mieszkaniu Stali. Ponadto służby weszły również na jego działkę letniskową. Warto zaznaczyć, że w mieszkaniu właściciela przebywała w czasie „nalotu” żona Tomasza Stali, jego dzieci oraz matka.

WESPRZYJ NCZAS.INFO

NCZAS.INFO to obecnie jedyny w Polsce portal informacyjny, który gwarantuje wolną, niecenzurowaną i prawdziwą informację. Za pisanie prawdy jesteśmy szykanowani przez system rozprowadzania newsów w sieci. Z tego powodu nasze teksty w 75 proc. finansowane są wpłat Czytelników.

Serdecznie prosimy o wspomożenie naszej działalności. Dzięki Państwa wpłatom możemy pisać i rozpowszechniać PRAWDĘ.

Służbom przede wszystkim chodziło o książki zmarłego pod koniec maja 2010 roku Dariusza Ratajczaka. Został on w 1999 roku zawieszony, a następnie wydalony z Uniwersytetu Opolskiego, ponieważ wydał książkę „Tematy niebezpieczne”, w której znajdują się m.in. omówienia poglądów rewizjonistów holokaustu. Wytoczono mu również proces sądowy o złamanie art. 55 ustawy o IPN, tj. zaprzeczania zbrodniom narodowych socjalistów na Żydach w niemieckim obozie Auschwitz-Birkenau na terenie okupowanego Oświęcimia.

Wydawnictwo 3DOM wydało wspomnianą książkę w 2020 roku. Według prokuratora jest to złamanie rzeczonego przepisu.

W trakcie „akcji” prokurator zobaczył inne książki dotyczące tematyki żydowskiej. Wówczas skontaktował się z innym prokuratorem i przekazał, że wydawnictwo mogło złamać art. 256 Kodeksu Karnego (dotyczy on „propagowania nazizmu, komunizmu, faszyzmu lub innego ustroju totalitarnego”). Na skutek telefonu do wydawnictwa przyjechała policja gospodarcza z Częstochowy, by zarekwirować dziewięć kolejnych książek.

Kto trafił na indeks?

Pierwszym „nielegalnym” autorem jest ks. prof. Stanisława Trzeciak. Kapłan został zamordowany 8 sierpnia 1944 wraz z około 10 innymi osobami, gdy on i inni mieszkańcy Warszawy byli przeganiani z Woli do obozu w Pruszkowie. Trwało wówczas powstanie warszawskie. Kapłan przed wojną miał antysemickie wystąpienia i chwalił Adolfa Hitlera za pozbawienie Żydów praw. W kontekście tego autora policja zabezpieczyła jego książkę pt. „Talmud o gojach a kwestia żydowska”. Co ciekawe publikacja nie została wydana przez 3DOM, tylko przez wydawnictwo Ostoja.

Wśród zarekwirowanych książek znalazły się także: „Księga Win Judy” wydawnictwa Magna Polonia, autorstwa Wilhelma Meistera, „Żydzi i Kahały – Tajne dokumenty ujawnione przez żyda ochrzczonego Brafmana”, „Protokoły Mędrców Syjonu ze wstępem krytycznym” wydane w tym roku. Zabrano także trzy książki autorstwa jedynego żyjącego spośród „nielegalnych” autorów, tj. Radosława Patlewicza. Napisał on „Pogrom w Krakowie. Śledztwo historyczne”, „Mord rytualny w Rzeszowie? Śledztwo historyczne” oraz „Mędrcy Syjonu – Nowe Otwarcie”.

Nietrudno zauważyć, że wszystkie książki dotyczą Żydów lub kwestii żydowskiej. W związku nasuwa się pytanie, czy organ zajmujący się sprawą powinien nazywać się Komisją ds. Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu?

Dlaczego teraz?

Tomasz Stala uważa, że to nie przypadek, że to właśnie teraz doszło do wejścia służb do jego mieszkania. Książki bowiem wydawane były na przestrzeni kilku ostatnich lat. Czy dopiero teraz ktoś w służbach zobaczył, co wydaje wydawnictwo 3DOM?

Stala zwraca uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze nastąpiła zmiana władzy. Wielu funkcjonariuszy próbuje „wykazać się” w nowej, „tolerancyjnej” rzeczywistości, ścigając „wstrętnych faszystów” z Częstochowy. Po drugie Stala jest kandydatem na prezydenta Częstochowy w ramach nowego ugrupowania Alternatywa dla Częstochowy, scalającego prawicowe oraz miejscowe, niezależne środowiska. Miastem tym od dawna rządzą lewicowe siły, zresztą przy aprobacie mieszkańców.

Tomasz Stala uważa, że cała sytuacja jest po prostu politycznym atakiem. W mediach można będzie go bowiem przedstawiać w czasie kampanii wyborczej jako „podejrzanego o popełnienie przestępstwa”.

Walka z prawicą

Centralnym władzom może też wydawać się świetnym pomysłem „walka z faszyzmem” czy słynnym antysemityzmem. W końcu oto „dyktatura Kaczyńskiego” została odsunięta od władzy, a jaśnie nam panująca nowa oligarchia pod sztandarami LGBT, tolerancji, uśmiechu i KON-STY-TUC-JI już spostrzegła, że poza chęcią obalenia starego systemu niewiele ma ze sobą wspólnego. Widać to także po planach koalicyjnych – a może raczej ich braku – na nadchodzące wybory.

W związku z powyższym trzeba znaleźć najlepiej kilka tematów, które „utwierdzą w wierze” nie tylko elektorat, ale także samych polityków. Już wcześniej w Sejmie pojawiła się kwestia cenzurowania wypowiedzi dotyczących powiązań pedofili z homoseksualizmem. Jeszcze wcześniej skazano Mariusza Dzierżawskiego za to, że podawał publicznie dostępne i naukowo potwierdzone dane na ten temat. Ale to za mało.

Rządzący lewicowcy – od tych centrowych poprzez ludowych na skrajnych kończąc – potrzebują więcej punktów wspólnych na płaszczyźnie ideologicznej. Prawicowe wydawnictwa są świetnym punktem zaczepienia. Można bowiem zarzucać im łatwo brak tolerancji, antysemityzm, negowanie holokaustu, antyszczepionkizm, a jak się jakiś prokurator postara, to prawicowe wydawnictwa mogą stać się tymczasowo odpowiedzialne nawet za inwazję Marsjan. W końcu okres Wielkiej Histerii zwanej pandemią pokazał, jak duża część społeczeństwa potrafi wierzyć w totalne bzdury mimo publicznie dostępnych informacji.

Wolność poglądów i myśli

Choć sytuacja, w której służby specjalne wkraczają, by aresztować książki, wydaje się być zabawna, to w rzeczywistości wcale taka nie jest.

Po pierwsze non stop straszy się nas wojną. Ja za bardzo obecnie się taką ewentualnością nie przejmuję, jednak w państwie niezbudowanym z mokrego kartonu cały czas służby powinny czuwać nad bezpieczeństwem i wykrywać ewentualne zagrożenia, tak aby o ewentualnym ataku władza jak i naród były wcześniej poinformowane.

Tymczasem skoro ABW zajmuje się aresztowaniem książek, to znaczy, że raczej nie mogę oczekiwać, że na poważnie pilnują bezpieczeństwa państwa. I jako obywatel utrzymujący agencję na wykrycie agentów jakiegokolwiek państwa w najbliższym czasie liczyć nie mogę.

Po drugie widać wyraźnie, że władza centralna ma – oczywiście w imię tolerancji i miłości – totalitarne zakusy na kontrolowanie tego, co kto czyta i uważa. Sam przeczytałem w przeszłości „Mein Kampf” Adolfa Hitlera, „Manifest komunistyczny” Karola Marksa, a nawet „Biblię Szatana” Antona Szandora LaVey’a. W żaden sposób nie przybliżyło to mojego myślenia w kierunku akceptacji narodowego socjalizmu, komunizmu czy satanizmu. I przypuszczam, że podobnie jest w zdecydowanej większości.

Natomiast próba rugowania dostępności jakichś książek, zresztą na wzór palenia książek niepoprawnych politycznie w III Rzeszy, może mieć efekt odwrotny do zamierzonego, czyli faktyczny wzrost nienawiści do Żydów czy też wzrost poparcia dla narodowego socjalizmu. Ale spokojnie – wówczas winę zwali się nie na lewicowy rząd, który próbował zakazywać dostępności książek, tylko na prawicowe wydawnictwa lub media. A ludzie to łykną – jak zwykle.

spot_img

Najnowsze