Strona głównaOpinieSośnierz dziękuje i przeprasza. "Nie zszedłem nigdy z libertariańskiej drogi"

Sośnierz dziękuje i przeprasza. „Nie zszedłem nigdy z libertariańskiej drogi”

-

- Reklama -

Dobromir Sośnierz, jeden z najbardziej wolnościowych posłów ostatniej kadencji Sejmu, podsumował swój wynik wyborczy w swoich mediach społecznościowych. Nie obyło się bez podziękowań, ale także przeprosin.

Dobromir Sośnierz był, obok Konrada Berkowicza, Janusz Korwin-Mikkego, Jakuba Kuleszy i Artura Dziambora, jednym z najbardziej wolnościowych posłów, jakich widział polski Sejm ostatniej kadencji.

- Reklama -

Czytaj więcej: Ranking WOLNOŚCIOWYCH posłów. Oni bronili naszej wolności w tej kadencji

Niestety – polityk najpierw stracił miejsce na liście, które było mu zagwarantowanie przez Konfederację, gdy nowy szef Nowej Nadziei, Sławomir Mentzen, postanowił zorganizować prawybory, a później dostał niebiorące 4. miejsce w zupełnie obcym dla siebie okręgu.

-------- WSPARCIE NCZAS.INFO --------

WESPRZYJ NCZAS.INFO

NCZAS.INFO to obecnie jedyny w Polsce portal informacyjny, który gwarantuje wolną, niecenzurowaną i prawdziwą informację. Za pisanie prawdy jesteśmy szykanowani przez system rozprowadzania newsów w sieci. Z tego powodu nasze teksty w 75 proc. finansowane są wpłat Czytelników.

Serdecznie prosimy o wspomożenie naszej działalności. Dzięki Państwa wpłatom możemy pisać i rozpowszechniać PRAWDĘ.

Dodatkowo Konfederacja uzyskała nie taki wynik, jak oczekiwano. To wszystko doprowadziło do tego, że w przyszłym Sejmie posła Sośnierza nie zobaczymy.

Sośnierz będzie pracował na kasie w markecie?

„Zacznijmy więc od tego że po prostu się nie udało. Nie udało się zrobić z czwórki jedynki. Nie udało się wyprzedzić lidera listy. A co za tym idzie nie udało się przedłużyć mojej pracy w Sejmie” – napisał na swoim Facebooku poseł, dołączając zabawną grafikę, z której wynika, że teraz pozostała mu jedynie praca w Biedronce.

Wolnościowiec podziękował wszystkim osobom, które zaangażowały się w jego kampanię – czy to bezpośrednio, czy to poprzez wsparcie finansowe.

„Niestety nie wystarczyło to, żeby zdobyć mandat, ale wystarczyło żeby zrobić całkiem dobry wynik, żeby z czwartego miejsca wyprzedzić kandydatów z dwójki i trójki, w tym miejscową posłankę dwóch kadencyj. Wystarczyło, żeby zdobyć prawie 11 tysięcy głosów, a w niektórych rejonach nawet przeskoczyć lidera listy (dzięki Ostrołęka ! dzięki Pułtusk ! dzięki Wyszków !)” – pisze dalej Sośnierz.

Polityk dodaje, że przykro mu, iż „te pokładane we mnie oczekiwania zawiodłem i że cały ten ogromny wysiłek nie doprowadził do uzyskania dla wolnościowców dodatkowego mandatu w Sejmie”.

„Wiem, że nie ustrzegłem się w tej kampanii błędów — ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że podjąłem się bardzo trudnego zadania w bardzo krótkim czasie: startowałem w okręgu, którego wcześniej nie znałem, z odległego miejsca na liście, a ostateczne ustalenia zapadły niewiele ponad dwa miesiące przed wyborami. Z perspektywy czasu wiele rzeczy zrobiłbym inaczej i widzę, że dało się osiągnąć więcej, więc tym bardziej przykro mi, że ostatecznie nakłady nie przyniosły efektu” – dodaje.

Sośnierz przeprasza

W dalszej części wpisu wolnościowiec przeprasza „za wszystkie rzeczy, które poszły nie tak, jak powinny — za błędy w głosowaniach (w szczególności za tę pomyłkę, która kosztowała mnie utratę pozycji lidera dwóch rankingów najbardziej wolnościowych posłów tej kadencji — omyłkowe głosowanie za tzw. stop LGBT), za inne zaniedbania i potknięcia, jak również za te sytuacje, w których przysparzałem swojej formacji kłopotów wizerunków”.

„Bo mimo że oczywiście większość tych skandali opierała się na informacjach głęboko zdeformowanych, to jednak wielu z nich można było uniknąć, zachowując więcej ostrożności. Szczególnie ostatnia afera z jedzeniem psów, która z pewnością napsuła nam wszystkim wiele krwi w kampanii, jest przykładem wypowiedzi, a w której merytorycznie nie było nic niewłaściwego czy nawet szczególnie kontrowersyjnego, jest przykładem ściągania na siebie zupełnie niepotrzebnej burzy” – uważa polityk.

Z perspektywy czasu wolnościowiec stwierdza, że „na pewno lepiej było ugryźć się w język niż wchodzić w zupełnie istotną polemikę, która wywołała absurdalną burzę, z którą musieliśmy się zmagać przez całą kampanię”.

„I pewnie nie jest to jedyna sytuacja, w której mogłem zrobić coś znacznie lepiej” – dodaje.

Sośnierz: Nie zszedłem nigdy z libertariańskiej drogi

„Suma summarum wydaje mi się, że jednak swoją pracę wykonywałem powyżej średniej. Że przykładałem się do sprawdzania, nad czym właściwie głosujemy, co w Sejmie jest niestety rzadkością, że nie odstąpiłem od ideałów, które głosiłem przez wcześniejsze 30 lat poza Sejmem, że nie zszedłem nigdy z libertariańskiej drogi i nie zawiodłem tych, którzy znali moje poglądy. Bo że zawiodłem tych, którzy mają poglądy przeciwne, to poczytuję sobie za zasługę” – pisze polityk.

„Natomiast o tym, czy i w jakim stopniu pozostanę w polityce, przekonamy się w najbliższych tygodniach” – dodaje.

Dziambor: Ostrzegałem Korwina. Wiadomo było, że za Mentzenem stoi Wipler [VIDEO]

spot_img

Najnowsze