Strona głównaMagazynKrólewiec za neutralność?

Królewiec za neutralność?

-

- Reklama -

Na Twitterze wybuchła mała burza – po zamieszczonym przeze mnie wpisie: „Jakim trzeba być kretynem, by wierzyć, że Ukraina wygra z Rosją, więc musimy bać się Rosji, która przegra z Ukrainą, nie ma do Polski żadnych pretensyj terytorialnych i w ogóle z Polską nie graniczy – natomiast: nie mamy bać się Ukrainy, która jest silniejsza od Rosji, z Polską graniczy, ma do Polski konkretne pretensje terytorialne, ma dużą wprawę w mordowaniu Polaków – i nawet teraz, gdy w dużej mierze od nas zależy, wykazuje wrogość, usiłuje nam narzucać transakcje handlowe, i nie chce zgodzić się na symboliczne nawet przeprosiny za swoje zbrodnie!”

Nie chodzi mi o Wielką Burzę – czyli o problem ukraiński – lecz o burzę małą, malutką: o to, czy Polska graniczy z Rosją. Ja to napisałem świadomie, prowokacyjnie – bo już taki spór miałem w maju ub. roku. Postawiłem wtedy tezę, że sytuacje Obwodu Królewieckiego można i należy porównywać do sytuacji Gujany.

Nie „Gujany francuskiej”. Francuzi nazywają ją po prostu „Gujaną”. Gujana jest „zamorskim departamentem Francji” i na mapach francuskich obok Brazylii znajduje się… Francja. Co skomentowałem:

„Jak powszechnie wiadomo, najdłuższą granicę lądową Francja ma z Brazylią (tu odniesienie do stron Wikipedii: granica francusko-brazylijska). Tylko czasem się o tym zapomina. I Rosja też ma granicę z Polską. Tylko czasem o tym się zapomina. Bo niektórzy myślą o granicy między krajami. Inni o granicy między państwami”.

Po czym przypomniałem, że „Sambię i resztę Prus Wschodnich z Królewcem Rosja posiadała od 31-XII-1757 do marca 1763 oraz od 1991 do dziś. Francja przyswaja sobie Gujanę od 1503 (formalnie wcielona w 1643 – odtąd nieprzerwanie). Gujana jest znacznie bardziej francuska niż Sambia – rosyjska”.

Na co mi (słusznie!) wytknięto, że Królewiec jest etnicznie rosyjski, a Gujana nie jest francuska. Istotnie: Francuzi w latach 1503-1643 zaniedbali wypędzenia wszystkich Indian – i teraz mają kłopot.

Rok temu przedstawiłem „Decydujący argument. Francja nie sprzedałaby Szampanii ani Gaskonii – natomiast sprzedałaby (za odpowiednią cenę) Gujanę. Bo Gujana to NIE Francja. Rosja też przehandlowałaby bez wahania Królewiec – np. Niemcom za odpowiednie korzyści. I TEGO WŁAŚNIE SIĘ BOJĘ: Niemiec w Królewcu!

Na co p. Witold Repetowicz odparł: To nie jest „decydujący argument”, tylko kolejna kompromitacja. Pan nie zna konstytucji V Republiki. Polecam lekturę. Nie ma takiej możliwości, by Francja sprzedała Gujanę.

Cóż: jak będzie trzeba, to się zmieni konstytucję. Francja jest państwem d***kratycznym, o ile się nie mylę – a w państwach d***kratycznych Wola Ludu jest ważniejsza niż Prawo…

Zresztą: „sprzedać” – to może nie… To nastawienie anty-kapitalistyczne… Natomiast gdy jej posiadanie stanie się kosztowne i kłopotliwe, to wynajdzie się setkę Indian czy innych Murzynów, każe się im „domagać się niepodległości” – a potem ustąpi się – zgodnie z zasadą samostanowienia narodów. Już parę lat temu chciała oddać – bo dopłaca. Tylko ten kosmodrom…

Na co {jacek_dzwonek} odpisał: „Rosja też potrafi przehandlować, patrz Alaska”.

No właśnie: Alaskę sprzedała; Sambię też może sprzedać. Za jakieś korzyści polityczne.

Na Twitterze napisałem:

„Rosja nie ma granicy z Polską, Rosja nie ma granicy z Litwą – i tym bardziej nie ma granicy z Okręgiem Królewieckim, do którego musi się dostawać przez dwa inne kraje. To jest jej własność, uczciwie zdobyta: na wojnie, w Poczdamie – OK. To jest własność Rosji. Nie: „Rosja”.

Właśnie: nie potrafimy wyobrazić sobie, by Rosja sprzedała Tułę czy Jekatierinburg (choć, oczywiście, to JEST możliwe). Natomiast sprzedaż Alaski czy Królewca z resztą Prus Wschodnich?
Dlaczego nie.

Śp. Nikita Chruszczow podobno nam to nawet proponował. Tylko (uprzedzam argumenty) w 1956 roku Rosjanie byli tam 11 lat. Obecnie 75. Czyli mieszkają tam ludzie, którzy tam się urodzili. Leżą już na cmentarzach. Pobudowali cerkwie – i domy prywatne…

A co najśmieszniejsze, czują się jakby innymi Rosjanami. Właściwie to: Europejczykami. A JE Włodzimierza Putina kochają tak bardzo, jak w Polska kocha się Wczc. Jarosława Kaczyńskiego.
Tylko trochę mniej…

Tak że dla Rosji to tylko kłopot. Owszem: jako baza wojskowa: tak! Tylko ten koszt. A poza tym: co za korzyść z portu, do którego przywiezione towary trzeba znów transportować DO ROSJI drogą morską?

Okręg Królewiecki to dla mnie b. ważna sprawa. Już w 1992 roku próbowałem zorganizować deal, by Rosja wzięła Krym, a oddała nam Królewiec (tłumacząc Ukraińcom, że Krym to oni i tak prędzej czy później na rzecz Rosji stracą). Teraz mam inną ideę.

Otóż JE Aleksander Łukaszenka nie śpi obecnie po nocach ze strachu. Rosjanie idą zająć okręg Charkowski, po czym pewnie wojnę zakończą…

…i JE Włodzimierz Putin przypomni sobie, że 5-XI-2021 zostało podpisane 28 Porozumień, w praktyce wcielających Białoruś do Federacji (przy pomocy nadal istniejącego formalnie ZBiRu, czyli Związku Białorusi i Rosji). Kreml nie ma teraz wolnych wojsk, by je posłać na podbój Białej Rusi. Ale jak podpisze pokój z Ukrainą…

…to może nie skończyć się na zielonych ludzikach!

Dlatego należy teraz, gdy JE Włodzimierz Putin nie jest pewien, co tam jeszcze Zachód ma w zanadrzu, zawrzeć z Kremlem prosty układ:

1. Federacja rozwiązuje ZBiRa; Polska i Federacja gwarantują Białorusi bezpieczeństwo od Wschodu i Zachodu – na powiedzmy: 25 lat;

2. Rosja oddaje nam Okręg Królewiecki

3. Od następnego dnia Polska wycofuje się z popierania Ukrainy; ogłasza ścisłą neutralność – i przestaje przepuszczać jakiekolwiek towary wojenne na Ukrainę.

I to jest piękne zadanie dla JE Radosława Sikorskiego. O ile pozwoli Mu na to JE Donald Tusk.
No – i ambasador USA nie zorganizuje jakiegoś euro-majdanu – na pl. Bankowym, na przykład.

Najnowsze