Do 700 tys. osób mogą zgromadzić czwartkowe demonstracje we Francji zwołane przez związki zawodowe. Do protestujących na apel związków dołączą licealiści i studenci. W Paryżu po południu odbędzie się demonstracja, na której spodziewanych jest 40-80 tys. osób.
Według sondażu ośrodka Elabe dla telewizji BFMTV 57 proc. badanych wyraża pełne poparcie dla protestów, a znaczna większość – 88 proc. – uważa, że sprawy podnoszone przez demonstrantów, dotyczące wysokich kosztów życia i spadku siły nabywczej, są uzasadnione.
Z danych związku zawodowego CGT wynika, że w kraju odbędzie się w czwartek ponad 250 protestów różnego rodzaju. Policja zmobilizowała na ten dzień 70 tys. funkcjonariuszy.
Szef MSW Laurent Nunez ostrzegł, że na demonstracjach mogą pojawić się aktywiści ultralewicy, których rząd oskarża o gwałtowny przebieg protestów z 17 października.
Związki zawodowe wezwały do strajków i protestów, by zwiększyć presję na rząd i domagać się spełnienia swoich żądań socjalnych. Domagają się zwiększenia płac we wszystkich sektorach i sprzeciwiają się proponowanym przez rząd cięciom w budżecie na 2027 rok.
Projekt budżetu, który ma zmniejszyć wysoki deficyt, jest rozpatrywany w parlamencie. W środę Zgromadzenie Narodowe (niższa izba) zgodnie z przewidywaniami odrzuciło część projektu dotyczącą dochodów; oznacza to, że projekt w wersji pierwotnej, bez uchwalonych poprawek, przechodzi pod obrady Senatu.
Oczekuje się, że strajki w czwartek zakłócą funkcjonowanie pociągów regionalnych i niektórych pociągów dalekobieżnych. W Paryżu może dojść do utrudnień w kursowaniu kolei podmiejskich RER.
Demonstracja w stolicy Francji rozpocznie się o godz. 14. Prefektura policji wyznaczyła demonstrantom trasę wiodącą od Placu Republiki do Placu Narodu, choć chcieli oni przejść inną trasą – od Placu Bastylii do Placu Zgody, niedaleko budynku Zgromadzenia Narodowego.


