Donald Trump potwierdził w niedzielę, że rozmawiał z Benjaminem Netanjahu o Iranie, i nazwał tę rozmowę „bardzo dobrą”. Według portalu Axios izraelski premier naciskał w sobotę, by USA wznowiły uderzenia na Iran zaraz po wtorkowych wyborach połówkowych. Trump woli na razie dać szansę negocjacjom. Tymczasem w samym Izraelu, tydzień po wyborach, żaden blok nie ma większości, a Netanjahu podważa wynik głosowania.
Trudna rozmowa o Iranie
Do rozmowy doszło w sobotę 31 października. Dzień później, na lotnisku w Dubuque w stanie Iowa, prezydent USA powiedział dziennikarzom: „Właśnie odbyłem z nim bardzo dobrą rozmowę”. Potwierdził tylko, że tematem był Iran. Więcej ujawnił Barak Ravid, izraelski dziennikarz portalu Axios, powołując się na jedno źródło amerykańskie i jedno izraelskie. Netanjahu chce ataku na Iran natychmiast po wyborach w USA 3 listopada. Trump wolałby, żeby najpierw rozstrzygnęły się rozmowy prowadzone przez katarskich mediatorów. Źródło izraelskie określiło rozmowę jako „ciężką”, a amerykańskie jako „bezpośrednią”. Biały Dom i kancelaria premiera Izraela odmówiły komentarza.
NEW: Trump has frank call with Netanyahu about the U.S.-Iran negotiations and the next moves in the war. My story on @axios
https://t.co/B36Nu4VGo7— Barak Ravid (@BarakRavid) November 1, 2026
Trump wysyła sprzeczne sygnały. W sobotę mówił, że negocjacje idą „dobrze” i że nie spieszy mu się „zbytnio”. Dodał jednak, że Irańczycy „nie są zbyt wiarygodni”, bo „zawierają umowę, a potem się wycofują”. Według niego USA muszą jeszcze „zająć się” jednym lub dwoma obiektami jądrowymi. Wskazał przy tym na Pickaxe Mountain, podziemny kompleks w pobliżu Natanz. „Możemy to zrobić w 10 minut” – stwierdził. Sekretarz stanu Marco Rubio zapewnił, że prezydent nie podjął jeszcze decyzji o nowych uderzeniach. W zeszłym tygodniu wiceprezydent J.D. Vance wysłał list do szefa irańskiego bezpieczeństwa narodowego Mohsena Rezaeiego w sprawie wznowienia rozmów. Szef irańskiej dyplomacji Abbas Araghczi przyznał w niedzielę, że porozumienia jeszcze nie ma. O irańskich groźbach odwetu pisaliśmy tutaj.
Izrael po wyborach: nikt nie ma 61 mandatów
Według Centralnej Komisji Wyborczej wybory z 27 października dały Likudowi Netanjahu 27 mandatów. Partia Jaszar byłego szefa sztabu Gadiego Eisenkota zdobyła 21, a B’Jachad byłego premiera Naftalego Bennetta 12. Blok Netanjahu ma łącznie 53 mandaty na 120, czyli o 11 mniej niż dotąd. Opozycja ma 48 mandatów, a partie arabskie rekordowe 19. Frekwencja wyniosła 77,9 proc. (o pierwszych wynikach pisaliśmy tutaj).
Likud twierdzi, że „wybory zostały skradzione” przez partie arabskie dzięki łapówkom i obcym pieniądzom. Policja ogłosiła, że nie ma dowodów na takie zarzuty. W niedzielę przewodniczący komisji wyborczej, sędzia Sądu Najwyższego Noam Sohlberg, oświadczył, że wybory „przeprowadzono prawidłowo”. Zaznaczył, że „podejrzenia to tylko podejrzenia”, a wątek obcego finansowania zbada wspólny zespół Szin Bet, policji i prokuratury. Oficjalne wyniki trafią w środę 4 listopada do prezydenta Izaaka Herzoga i tego dnia zaczną się konsultacje. Nowy Kneset ma zostać zaprzysiężony 10 listopada. Bennett zapowiedział poparcie dla Eisenkota. Netanjahu w kolejnych wpisach powtarza, że z partiami arabskimi „nie wolno tworzyć rządu”. Jednocześnie, według portalu ynet, w zamkniętym gronie nie wykluczył rotacji na stanowisku premiera: „Badamy wszystko. Nie wykluczam całkowicie żadnej opcji”. Jeśli nikt nie zbuduje większości, nowe wybory mogą się odbyć już w kwietniu.
Korwin-Mikke: Netanjahu będzie kombinował
Sytuację skomentował Janusz Korwin-Mikke, współzałożyciel Konfederacji i nestor polskich libertarian. Jego zdaniem było jasne, że Netanjahu „będzie kombinował”. Według Korwin-Mikkego premier zaproponował „koalicyjny rząd żydowski” bez ortodoksów i bez Arabów, z rotacyjnym premierem. Eisenkot woli Arabów, ale jego koalicjanci niekoniecznie. Mimo to wszyscy oni jeszcze bardziej nie lubią Netanjahu.
Wszyscy wiedzieli, że p.Beniamin Netanyahu będzie kombinował. Zaproponował "koalicyjny rząd żydowski", bez ortodoksów i bez Arabów – z "rotacyjnym premierem".
P.Gadi Eisenkot woli Arabów. Ale Jego koalicjanci niekoniecznie, lub wcale nie. Tylko jeszcze bardziej nie lubią p. BN.— Janusz Korwin-Mikke (@JkmMikke) 2 listopada 2026


