Senat opracował projekt ustawy nowelizującej ustawę o gospodarce nieruchomościami. Zły projekt może doprowadzić do masowych wywłaszczeń górali z ich ziemi pod pozorem rozbudowy wyciągów narciarskich.
Pojęcie „ustawa śniegowa” odnosi się do senackiego projektu zmian w ustawie o gospodarce nieruchomościami (druk nr 784). Ma on na celu uregulowanie zasad budowy i rozwoju stacji oraz tras narciarskich na prywatnych gruntach. Głównym założeniem projektu legislacyjnego jest „nadanie budowie, utrzymaniu i eksploatacji infrastruktury narciarskiej statusu celu publicznego”.
Ważna zmiana
Ten nowy przepis, jeśli wejdzie w życie, zrówna ośrodki narciarskie z drogami publicznymi w rozumieniu przepisów dotyczących nieruchomości. Taki status będzie oznaczał, że inwestor będzie musiał uzyskać zgodę właścicieli posiadających 75% powierzchni terenu przeznaczonego pod inwestycję. Jeśli ją uzyska, wójt lub prezydent miasta będzie mógł wydać decyzję administracyjną wygaszającą prawo właścicieli pozostałych 25% terenu do korzystania z nieruchomości. Wówczas inwestor będzie mógł doprowadzić do wywłaszczenia tych właścicieli i rozpocząć budowę.
Jaka jest geneza tego pomysłu? Senatorowie chcą w ten sposób uregulować spory między właścicielami gruntów w rejonach górskich a przedsiębiorcami, którzy planują budowę stacji narciarskich. Jednym z celów tych działań jest rozwój infrastruktury narciarskiej, a tym samym przyciąganie miłośników „białego szaleństwa” oraz ożywienie gospodarcze górskich regionów Polski.
Prywatne, czyli państwowe
Projekt ustawy wywołał liczne kontrowersje. Stowarzyszenie Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne, skupiające przedsiębiorców zarabiających na narciarzach, gorąco lobbuje za wprowadzeniem nowych przepisów. Argumentuje, że pozwolą one uniknąć sytuacji, w których budowę lub rozbudowę kompleksu narciarskiego uniemożliwia brak zgody właściciela jednej z działek, na których taki kompleks mógłby powstać. Problem ten jest powszechny i wynika przede wszystkim z rozdrobnienia własności gruntów. W rejonach górskich często zdarza się, że górale są właścicielami niewielkich działek. Budowa stacji narciarskiej wymaga więc niekiedy uzyskania zgody kilkudziesięciu właścicieli gruntów, co znacznie utrudnia realizację inwestycji. Brak zgody choćby jednego z nich może uniemożliwić realizację całego przedsięwzięcia. Dlatego w uzasadnieniu projektu ustawy pojawiło się sformułowanie „wyższość interesu publicznego nad prywatnym”. Zdaniem autorów projektu należy wprowadzić rozwiązanie prawne, które umożliwi wywłaszczenie właściciela działki w imię interesu publicznego.
Projekt ustawy ma oczywiście swoich zwolenników i przeciwników. Na myśl o wejściu w życie nowych przepisów ręce zacierają przedsiębiorcy marzący o stworzeniu stacji narciarskich, sami narciarze oraz… rzeczoznawcy majątkowi. Ci ostatni będą bowiem zarabiać na wycenach gruntów, które posłużą do ustalenia wysokości odszkodowań należnych góralom tracącym swoją własność. Zainteresowani zmianami są również prawnicy specjalizujący się w sporach dotyczących własności gruntów i postępowaniach przeciwko samorządom. Mogą zarobić znaczne sumy, reprezentując inwestorów, którzy przed rozpoczęciem budowy stacji narciarskiej będą musieli zadbać o odpowiednie zapisy w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego.
Przeciwnikami projektu są zaś sami górale. Podnoszą oni przede wszystkim jeden argument: projektowana zmiana przepisów ingeruje w prawo własności. Jeśli ustawa zostanie uchwalona przez parlament, będzie to – zdaniem przeciwników projektu – usankcjonowanie zamachu na prawo własności, które należy do praw podstawowych. To prawda, że po wejściu w życie nowych przepisów samorząd będzie mógł odebrać działkę wybranemu góralowi bez jego zgody.
Sprzeciw Brauna
Najgłośniej przeciwko projektowanym zmianom prawnym wystąpił polski poseł do Parlamentu Europejskiego, Grzegorz Braun. Wysłał oficjalny apel do marszałek Senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, w którym domaga się odrzucenia projektu w całości.
Braun podnosi, że projekt rażąco przekracza granice dopuszczalnej ingerencji państwa w konstytucyjnie chronione prawo własności. Ponadto, jego zdaniem, narusza fundamentalną zasadę, zgodnie z którą właściciel powinien pozostać wyłącznym gospodarzem swojej nieruchomości. „Pod hasłem »celu publicznego« projekt oddaje prywatnemu biznesowi całoroczne prawo do cudzej ziemi – bez zgody właściciela, nawet na 30 lat. Pozwala na niej budować, zarabiać i przekazywać to uprawnienie kolejnym spółkom, także kontrolowanym przez obcy kapitał. Właściciel pozostaje właścicielem już tylko na papierze. Oprócz powyższego sednem tej ustawy jest osłabienie pozycji właścicieli właśnie wtedy, gdy wygasają 20-letnie umowy dzierżawy. Stacje narciarskie, osiągające dziś wielomilionowe zyski, zamiast urealnić czynsze za grunty kluczowe dla ich biznesu, chcą uzyskać narzędzie administracyjnego przymusu, które pozwoli im utrzymać warunki ustalane dwie dekady temu. Nie sposób zaakceptować sytuacji, w której aparat państwa zostaje użyty jako narzędzie przymusowego udostępnienia prywatnej własności na potrzeby cudzego, komercyjnego przedsięwzięcia”.
Do wystąpienia Brauna Kidawa-Błońska na razie się nie ustosunkowała. Trudno jednak oczekiwać, aby zmieniła zdanie, skoro za projektem opowiadają się jej koledzy z Koalicji Obywatelskiej.
Miłe złego początki
Sprawa ma jednak jeszcze jeden aspekt. W projekcie senackim chodzi bowiem o coś więcej niż o wyciągi i górali. Chodzi o zmianę podejścia państwa do kwestii własności. Jeśli dziś państwo uzna, że wywłaszczenie górala na potrzeby budowy wyciągu narciarskiego służy „celowi publicznemu”, to w przyszłości „celem publicznym” może stać się wywłaszczenie każdego Polaka w dowolnych okolicznościach. Wyobraźmy sobie sytuację, w której mamy piękną działkę nad jeziorem. Przyjeżdżamy tam zawsze wtedy, gdy chcemy wypocząć z rodziną w ciszy i na łonie natury. Pewnego dnia państwo dochodzi jednak do wniosku, że nad tym jeziorem powinien powstać kompleks rekreacyjny. Brakuje jednak miejsca na jego budowę, dlatego państwo uznaje, że każdego właściciela działki można wywłaszczyć w imię „celu publicznego”, stawiając go ponad interesem prywatnym. Wówczas obywatel może stracić ziemię – nawet jeśli otrzyma odszkodowanie – na którą pracował przez lata. Ten mechanizm może otworzyć drogę do wywłaszczania każdego z dowolnej nieruchomości i w różnych okolicznościach. Wystarczy powołać się na „cel publiczny”, który w socjalistycznym państwie zawsze będzie stał ponad prawem własności prywatnej.
W obce ręce
Ponadto firmy chcące inwestować w rozwój infrastruktury narciarskiej to głównie spółki z kapitałem zagranicznym. Wejście w życie nowych przepisów pozwoli im zwiększyć swoje aktywa kosztem wywłaszczanych górali, a następnie zarabiać na nich krocie, transferując zyski za granicę. To duże zagrożenie dla bezpieczeństwa ekonomicznego Polaków.


