Były prezydent Lech Wałęsa zaapelował do USA, by te stały się „przywódcą świata”. Wyznał też, że nie rozumie, co się dzieje w tym kraju, ale na pewno trzeba słać pieniądze na Ukrainę.
Choć o Wałęsie w kraju wiadomo bardzo dużo, nadal przedstawiany jest i traktowany na Zachodzie jak autorytet. Występował ostatnio na George Washington University.
Jak się okazuje, były prezydent jest zdezorientowany w kwestii tego, co dzieje się na świecie. Apelował natomiast o ingerencję na rzecz Ukrainy.
Zwrócił się do Amerykanów odwołując się do dalekiej przeszłości, gdy USA uchodziły za przywódcę tzw. wolnego świata. Zwrócił uwagę, że rola ta została zachwiana.
Rzecz jasna chodzi o opinię mainstreamowych mediów, gdyż generalnie opinia na temat Stanów Zjednoczonych jest obecnie diametralnie różna i znacznie bardziej świadoma od tej, która funkcjonowała 30 lat temu.
Wałęsa odwołał się do 1994 roku i Memorandum Budapesztańskiego. Na jego mocy Ukraina przekazała arsenał jądrowy, który posiadała po upadku ZSRR na rzecz Rosji. W zamian Waszyngton złożył Kijowowi gwarancje bezpieczeństwa.
– Daliście gwarancje, kiedy Ukraina oddawała broń atomową sowietom. A dzisiaj Ukraina jest mordowana: Dzieci, kobiety… Potrzeba jest wspólnego działania, by uratować ten kraj – przekonywał Lech Wałęsa.
Następnie przywołał opinie szefów państw Europy środkowo-wschodniej, którzy „z niepokojem obserwują wewnętrzne spory w USA”, które mają przekładać się na opóźnienia militarne dla Ukrainy, traktując to rzecz jasna – fałszywie – jako jakąś niepodważalną wolę wszystkich.
– My dzisiaj nie wiemy, po której stronie Stany stoją – przekonywał Lech Wałęsa.
Następnie łaskawie ogłosił, że nie zamierza ingerować w wewnętrzne sprawy USA.
– Mnie nie wolno mieszać się w wasze sprawy, nawet nie potrafię tego robić. A więc tylko proszę was: Weźcie się za przywództwo świata! Odzyskajcie to przywództwo, ale zacznijcie od ratowania takiego kraju jak Ukraina – grzmiał senior.
– Nie wybaczą nam pokolenia, jeśli tego nie zrobimy – przekonywał.


