Władze brazylijskiej Partii Liberalnej (PL) oficjalnie uznały wynik niedzielnej II tury wyborów prezydenckich, w której urzędujący prezydent Luiz Inácio Lula da Silva zapewnił sobie kolejną kadencję. Choć ugrupowanie zaakceptowało decyzję sądu wyborczego, domaga się zbadania wątpliwości dotyczących rzekomego nadużycia środków publicznych przez stronę rządową. Wcześniej Flavio Bolsonaro publicznie podważył uczciwość głosowania.
Z oficjalnych danych Najwyższego Sądu Wyborczego (TSE) wynika, że 80-letni Lula zdobył w II turze 51,79% głosów (ponad 64,2 mln wyborców), pokonując Bolsonaro, który uzyskał 48,21% (niemal 59,8 mln głosów). Niedzielny wynik był historyczny pod tym względem, że po raz pierwszy w Brazylii kandydat, który przegrał pierwszą turę, odrobił straty i triumfował w dogrywce.
Dla wielu obserwatorów było to o tyle zaskakujące, że Bolsonaro w pierwszej turze zdobył 47 proc. głosów, a teoretycznie to na niego powinny „przejść” głosy większości kandydatów, którzy po pierwszej turze odpadli.
Bolsonaro od razu zapowiedział wniosek o unieważnienie wyborów, zarzucając nieprawidłowości proceduralne. Wskazywał m.in. na wydłużenie czasu pracy wybranych lokali wyborczych oraz brak pełnej kontroli nad serwerami. Oskarżył też Lulę i jego środowisko o „bezprecedensowe nadużycie władzy politycznej i ekonomicznej”.
TSE uznał jednak, że wszystko było w należytym porządku. Opublikował protokoły, nagrania oraz dane wykazujące, że przedłużenie głosowania objęło zaledwie około 35,5 tys. wyborców w całym kraju i odbyło się w pełnej obecności delegatów partyjnych.
Brazylia. Partia Liberalna uznaje wynik wyborów
Partia Liberalna, z której wywodzi się Bolsonaro, ostatecznie wydała oświadczenie, w którym napisała, że „uznaje wynik wyborów prezydenckich ogłoszony przez Najwyższy Sąd Wyborczy”.
Politycy PL zamierzają jednak skierować do sądów skargi na nadużycia administracyjne w trakcie kampanii. „Będziemy nadal śledzić fakty i szukać odpowiedzi, działając w sposób odpowiedzialny, przejrzysty oraz z szacunkiem dla instytucji” – napisano w oświadczeniu.
Partia uznała najwyraźniej, że lepiej budować pozycję wiarygodnej siły opozycyjnej, niż brnąć w narrację o „skradzionych wyborach”.
Sam Bolsonaro, przynajmniej na razie, pod tym oświadczeniem się nie podpisał. Należy zatem przyjąć, że wciąż obowiązuje jego zapowiedź o złożeniu wniosku o unieważnienie rezultatu wyborów.


