Jeden z liderów Konfederacji Wolność i Niepodległość Sławomir Mentzen w mocnym wpisie w mediach społecznościowych odniósł się do odejścia Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu premiera Donalda Tuska. Poseł przekonuje, że Polski nie da się zmienić idąc na kompromisy, ale potrzebna jest do tego ” brutalna siła”.
Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz o swoim odejściu z rządu poinformowała w czwartek wieczorem w swoich mediach społecznościowych. Jak dodała, partię zostawia w rękach jej założyciela, który odszedł, ale jednak wrócił.
W wywiadzie dla „Wirtualnej Polski” wyciągnęła na wierzch sporo rządowych brudów. Pełczyńska-Nałęcz stwierdziła, że rząd Tuska „ma przemocową kulturę zarządzania”. Opowiedziała także o tym, że przy okazji sporu o „Kredyt 0 proc.” miała usłyszeć, że „zaraz ją zaorają albo że ma się odpieprzyć”.
Była minister stwierdziła, że w uśmiechniętej koalicji niektórych reform „nie dało się zrobić inaczej niż na siłę, bo ideologia ciepłej wody w kranie tę koalicję po prostu zabija”.
Czytaj więcej:
- Kulisy odejścia Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu. Tusk uderza w swoją byłą minister. „Jest politycznie bardzo pogubiona”
- Odeszła z rządu Tuska i ujawnia brudy. Pełczyńska-Nałęcz mówi wprost: „Za moment zabije to Polskę”
„To jest jedyna droga”
Do sprawy w swoich mediach społecznościowych odniósł się Sławomir Mentzen. Polityk przyznał, że z byłą minister często się nie zgadzał, ale „w tym rządzie była chyba jedynym politykiem, któremu o coś chodziło”. „Rzeczywiście chciała coś zmieniać, często na gorsze, ale chciała” – napisał Mentzen.
„Pełczyńska-Nałęcz ma rację, że nasze finanse publiczne zmierzają ku katastrofie, ma rację, że rząd Tuska złamał wszelkie obietnice dotyczące praworządności i TK, idąc obecnie całkowicie na rympał i łamiąc prawo. Ma też oczywiście rację, ludzie słyszą więcej prawdy od Konfederacji niż koalicji” – stwierdził prezes Nowej Nadziei.
Mentzen ocenił, że Pełczyńska-Nałęcz przegrała, gdyż nie miała za sobą żadnej siły. Zdaniem polityka posłom Polski 2050 „bardziej zależało na stołkach, na szansie na znalezienie się na listach KO, niż na zmianie czegoś w państwie”. „Dowodziła bandą baranów, bez jaj, bez przekonań, bez siły woli” – stwierdził i podkreślił, że nie miała siły, by przeciwstawić się premierowi Donaldowi Tuskowi.
„Jest to dla nas bardzo ważną lekcją na przyszłość. Jeśli komuś się wydaje, że będącym miłym, uśmiechniętym i nastawionym na kompromis da się zmienić Polskę, to mu się tylko wydaje” – napisał Mentzen i dodał, że większość polityków ma opór przed poważnymi zmianami, a jedyne, co może ich do nich zmusić to „brutalna siła”.
„Polskę uda się zmienić tylko wtedy, gdy się do tego brutalnie zmusi koalicjantów. Ale do tego trzeba mieć siłę. Ideowych oraz lojalnych posłów, gotowych na zagranie va banque, ryzyko zmiany premiera, marszałka, gotowych na wywrócenie stolika, nawet kosztem utraty mandatu. To jest jedyna droga” – podkreślił lider Konfederacji WiN.
Były poseł Kukiz’15 i PiS-u dołączył do Konfederacji. W sieci lawina krytycznych komentarzy
Z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz nie zgadzałem się pewnie w większości spraw. Z niezrozumiałych powodów, widziała jakąś nadzieję w tym, że podniesie swoje sondaże ciągłymi, absurdalnymi atakami na mnie, mimo że powinna wiedzieć, że skoro Hołowni to nie pomogło, to jej raczej też nie pomoże.
Trzeba jednak przyznać, że w tym rządzie była chyba jedynym politykiem, któremu o coś chodziło. Rzeczywiście chciała coś zmieniać, często na gorsze, ale chciała. Dlatego musiała wejść na ścieżkę kolizyjną z Tuskiem, który panicznie boi się jakichkolwiek reform.
Pełczyńska-Nałęcz ma rację, że nasze finanse publiczne zmierzają ku katastrofie, ma rację, że rząd Tuska złamał wszelkie obietnice dotyczące praworządności i TK, idąc obecnie całkowicie na rympał i łamiąc prawo. Ma też oczywiście rację, ludzie słyszą więcej prawdy od Konfederacji niż koalicji.
A dlaczego przegrała? Nie miala za sobą żadnej siły. Jedyne czym mogła grać, to większość sejmowa. To było jedyne narzędzie do walki z Tuskiem – groźba utraty większości sejmowej. Grożba zmiany marszałka, groźba zmiany premiera (np. na jakiegoś technicznego, przy wsparciu prawicy). Pełczyńska-Nałęcz na papierze mogła to zrobić.
Niestety tylko na papierze, bo resztki klubu Polski 2050 by na to nie poszły. Jej posłom bardziej zależało na stołkach, na szansie na znalezienie się na listach KO, niż na zmianie czegoś w państwie. Dowodziła bandą baranów, bez jaj, bez przekonań, bez siły woli. Dlatego Tusk mógł ją publicznie upokarzać, mobbingować, obrażać. Mógł to zrobić, bo Pełczyńska-Nałęcz nie miała żadnej siły, by się mu przeciwstawić. Gdyby miała, Tusk bałby się palcem ruszyć, bo dostałby pałką po głowie. Złego człowieka z bronią może powstrzymać tylko dobry człowiek z bronią. Bezbronni nie mają szans.
Jest to dla nas bardzo ważną lekcją na przyszłość. Jeśli komuś się wydaje, że będącym miłym, uśmiechniętym i nastawionym na kompromis da się zmienić Polskę, to mu się tylko wydaje. Tak się nic nie zmieni, opór materii, opór większości polityków jest zbyt duży. Oni naprawdę (i PiS i PO), chcą tej ciepłej wody w kranie, spokoju i braku zmian. Jedyne co ich może zmusić do zmiany, to brutalna siła.
Polskę uda się zmienić tylko wtedy, gdy się do tego brutalnie zmusi koalicjantów. Ale do tego trzeba mieć siłę. Ideowych oraz lojalnych posłów, gotowych na zagranie va banque, ryzyko zmiany premiera, marszałka, gotowych na wywrócenie stolika, nawet kosztem utraty mandatu. To jest jedyna droga.
Każda inna droga prowadzi tam, gdzie obecnie jest Pełczyńska-Nałęcz lub tam gdzie jest Hołownia. Prowadzi do niebytu lub kompletnego braku sprawczości. Do kurczowego trzymania się stołka, kosztem wartości i przekonań. Prowadzi do miejsca, w którym nie zamierzam się znaleźć.
Szkoda, że Pełczyńska-Nałęcz przegrała. Zdecydowanie wolę się spierać z kimś, komuś o coś chodzi, kto ma jakieś wartości i przekonania, niż z bandą baranów bez poglądów, które sprzedadzą własną ciotkę za paczkę fajek.
— Sławomir Mentzen (@SlawomirMentzen) October 24, 2026


