W programie „Warzecha kontra” były premier Leszek Miller odniósł się do uchwały rady miasta Lwowa o tym, że rok 2027 będzie rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) i Romana Szuchewycza. Ocenił też, że ukraiński nacjonalizm jest potężnym zagrożeniem dla Polski.
Łukasz Warzecha podkreślił, że „inicjator tej uchwały Światosław Szeremeta został uznany za osobę w Polsce niepożądaną”. – Czy to są Pana zdaniem wystarczające, adekwatne reakcje na to, co się wydarzyło? – zapytał dziennikarz, dodając, że MSZ Ukrainy odcięło się od tej decyzji rady Lwowa.
– To są reakcje bardzo powierzchowne i bardzo szczątkowe. Jeżeli już minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej chciał komuś uniemożliwiać wjazd do Polski, to powinien zastosować tę metodę do wszystkich rajców lwowskiej rady obwodowej, którzy głosowali za tą uchwałą, czyli zdaje się pięćdziesiąt parę osób, to wtedy miałoby to jakiś znaczący wydźwięk – ocenił Miller.
Były premier przypomniał, że „jakiś czas temu, również bardzo ogromny opór i bardzo negatywne komentarze, dotyczyły decyzji p. Zełeńskiego, który nadał jednej z jednostek wojskowych imię «Bohaterów UPA»”. – Polska się domagała różnych rzeczy – nic się oczywiście nie zrobiło, a dzisiaj temat zszedł gdzieś głęboko, mało kto o tym pamięta – wskazał.
– Z tym będzie podobnie, tzn. niezależnie jeszcze, co władze ukraińskie z tym zrobią i co obiecają, będą grały na zapomnienie, no i za parę miesięcy nikt o tym już nie będzie pamiętał – ocenił Miller.
Warzecha wskazał, że „mamy przynajmniej taki konkret – na ile możemy wierzyć medialnym informacjom – że Polska wstrzymała prace nad jakąś kolejną transzą pomocy dla Ukrainy”. – To jest może o tyle również gorzko-zabawne, że pewnie wiele osób nie wiedziało, że te transze kolejne są w ogóle generowane i co to są za transze, ile my właściwie przekazujemy w kolejnych transzach, no ale pojawiła się informacja, że tutaj sprawa została wstrzymana, więc może tym razem jednak ta reakcja jest konkretniejsza – nie tylko symboliczna? – pytał.
– Dzisiaj koordynator ds. służb specjalnych, rano, zaprzeczył tej informacji. Powiedział, że to, że rada obwodowa lwowska podjęła taką decyzję, to jest oczywiście przykre i niedopuszczalne, ale to nie oznacza, że Polska przestanie pomagać. Więc zdaje się, że to prasa ukraińska próbowała rozkręcić i pokazać jak to Polska jest niewdzięczna i usiłuje odciąć Ukraińców od pomocy, ale nic z tego nie będzie – odparł polityk.
Banderyzm wiecznie żywy
Miller wskazał także na to, że uchwała lwowskiej rady nie jest odosobnionym incydentem, ale wpisuje się w głęboko obecny na Ukrainie nurt banderowski. Ocenił, że jest to ogromne zagrożenie dla Polski.
– Jeżeli chodzi o Lwów, to jeszcze jedna uwaga. Otóż, ja mam takie wrażenie, że bardzo wielu Polaków myśli, że ta decyzja o ogłoszeniu 2027 r. jako roku UPA jest jakimś odosobnionym incydentem, tymczasem nic bardziej mylnego. We Lwowie istnieje bardzo wiele upamiętnień, zarówno samego Bandery, jak i działaczy UPA i OUN. Jeżeli ktoś będzie we Lwowie albo już był, to mógł zauważyć i pomnik Stepana Bandery, wielki monument, ulicę Bandery, ul. gen. Czuprynki, czyli Szuchewycza, ul. Melnyka, Doncowa, Konowalca, czyli całej wierchuszki UPA i OUN. Na cmentarzu Łyczakowskim możemy zobaczyć pomnik Ukraińskiej Powstańczej Armii, to samo w muzeum, no a to, co już jest szczególnie nieprzyjemne dla Polaków, tablica ku czci Romana Szuchewycza znajduje się na fasadzie liceum nr 10, to jest szkoła z polskim językiem nauczania. No i na końcu, jako wisienka na torcie, siedem polskich miast ma partnerskie stosunki ze Lwowem i do tej pory im nie przeszkadzało, że Lwów jest wypełniony symbolami Ukraińskiej Powstańczej Armii – wyliczał.
Miller wrócił też do swoich rozmów z ówczesnym prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem. – Zapamiętałem, że on mi mówił, że te wszystkie takie naleciałości banderowskie i reminiscencje czy nawet pozostałości jakichś grup banderowskich, że to wszystko jest ukryte pod powierzchnią, że dopóki będzie ta władza, którą symbolizował Janukowycz, to się nie przebije, ale w każdej chwili, w czasie jakichś niespodziewanych wydarzeń ten nurt banderowski odżyje i może nawet zdominować życie Ukrainy. No i tak się stało niemalże natychmiast po Majdanie – podkreślił.
– Uważam, że ukraiński nacjonalizm jest śmiertelnym niebezpieczeństwem nie dla Rosji, tylko dla Polski. I jak ta wojna się skończy, a kiedyś się musi skończyć, to jest bardzo poważne niebezpieczeństwo, że ci ludzie opętani tą ideologią, uderzą na Polskę – ocenił Miller.
– Myślę o tym, że część z nich przyjedzie, żeby się połączyć z rodzinami, a część przyjedzie albowiem nie zgodzą się z warunkami, na których zostanie zawarty pokój czy rozejm. Przyjadą po to, żeby wzmocnić kryminalne podziemie w Polsce i stworzyć nowe, czyli będziemy mieli do czynienia z czymś, co przeżywaliśmy na początku lat 90. – napady, wymuszenia, silne grupy przestępcze, presja na przedsiębiorców, problem z nielegalną bronią, która wędruje już i będzie bardziej wędrować. Mam wrażenie, że polskie siły bezpieczeństwa chyba nie bardzo sobie zdają sprawę, co się może w Polsce zdarzyć – dodał.


