– Na koniec muszę mieć bardzo przykre wrażenie, że ludzie słyszą prawdę częściej od Konfederacji niż od koalicji – powiedziała w rozmowie z „Wirtualną Polską” Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. W mocnej rozmowie była już minister wyciąga na wierzch rządowe brudy.
Minister funduszy i polityki regionalnej oraz liderka Polski 2050 o swoim odejściu z rządu poinformowała w czwartek wieczorem w swoich mediach społecznościowych. Jak dodała, partię zostawia w rękach jej założyciela, który odszedł, ale jednak wrócił.
O decyzji Pełczyńskiej-Nałęcz nie wiedzieli wcześniej ani wicemarszałek Sejmu Szymon Hołownia, ani premier Donald Tusk. „W @PL_2050 dowiedzieliśmy się o decyzji @Kpelczynska z mediów” – napisał w swoich mediach społecznościowych Hołownia. – Zanim odejdzie, myślałem, że zadzwoni i powie, że znudziła się jej ta praca – powiedział natomiast Tusk.
„Odchodzę z rządu Donalda Tuska, bo wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki” – oświadczyła w swoim wpisie Pełczyńska-Nałęcz, jednak z doniesień medialnych wynikało, że za jej decyzją miały stać właśnie kwestie związane ze stanowiskami.
Czytaj również: Kulisy odejścia Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu. Tusk uderza w swoją byłą minister. „Jest politycznie bardzo pogubiona”
W piątek wieczorem „Wirtualna Polska” opublikowała mocną rozmowę z Pełczyńską-Nałęcz, w której wziął udział także jej bliski współpracownik, były wiceminister Jan Szyszko, który również odszedł z rządu.
Czytaj więcej: Wiceminister odchodzi z rządu Tuska. Padły mocne oskarżenia pod adresem koalicji
„Zabije to Polskę”
W rozmowie Pełczyńska-Nałęcz stwierdziła, że „ten rząd abdykował z wszelkiej strategii i strategicznego myślenia o rozwoju Polski”. Skrytykowała również koalicję za wprowadzanie rzeczy „uderzających w ich wartości”, a jako przykład podała kwestię wyboru na sędziego Trybunału Konstytucyjnego Macieja Berka.
W kontekście tej instytucji była minister wskazała na winy Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, prezydenta Karola Nawrockiego i uśmiechniętej koalicji. Berka określiła jako „polityka wprost z rządu” i pochwaliła jego kompetencje. Następnie jednak wprost przyznała, że „faktem jest, że nie spełnia formalnych kryteriów”. – I wszyscy sobie z tego świetnie zdają sprawę – dodała.
Pełczyńska-Nałęcz powiedziała także, że rząd Tuska „ma przemocową kulturę zarządzania”. Jak wyjaśniła, „merytoryka i realnie zrobione rzeczy są wtórne wobec miałkich, przemocowych zagrywek”. Pełczyńska-Nałęcz przypomniała również spór o „Kredyt 0 proc.”, w trakcie którego miała usłyszeć, że „zaraz ją zaorają albo że ma się odpieprzyć”. Sam Tusk miał jej wówczas grozić odwołaniem.
Była minister przyznała, że nie ma jej już nie tylko w rządzie, ale także w koalicji rządzącej, ponieważ ta w jej ocenie „straciła kompas etyczny”. Pełczyńska-Nałęcz zdradziła też, że niektórych reform „nie dało się zrobić inaczej niż na siłę, bo ideologia ciepłej wody w kranie tę koalicję po prostu zabija”. – Uważam, że za moment zabije to Polskę – dodała.
Szyszko ocenił natomiast, że rząd przestał być koalicyjny, a stał się rządem Koalicji Obywatelskiej. – Każdy, kto nie chce się podporządkować mainstreamowi KO, „Silnych Razem”, Donalda Tuska, Romana Giertycha i tych wszystkich osób, staje się kłótnikiem, jest w mediach niszczony, a w rządzie jest bardzo ordynarnie i przemocowo traktowany – ujawnił były wiceminister.
Czwarta droga?
Pełczyńska-Nałęcz oraz Szyszko nie odcięli się jednoznacznie od możliwości założenia stowarzyszenia albo nowej partii politycznej. Była minister powiedziała, że nie podjęła decyzji, co do pozostania w Polsce 2050. Z kolei były wiceminister stwierdził, że „przed nimi jest szereg spotkań, przede wszystkim wewnętrznych w partii”.
Była wiceminister oceniła jednak, że obecnie „brakuje formacji, która ma odwagę powiedzieć: »mam w czterech literach obozy polityczne z klucza sekciarskiego i czerwone flagi, jak w polowaniach na wilki, rozwieszone przez dwóch największych polaryzatorów polskiej sceny politycznej«”.
W rozmowie padły także słowa na temat politycznej konkurencji. Szyszko uderzył w Konfederację Korony Polskiej, ostrzegając przed dojściem takich ludzi, jak Grzegorz Braun do władzy po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.
Były wiceminister powiedział, że „mamy przed sobą wybory, w których realnie istnieje zagrożenie, że do władzy dorwie się jawnie prorosyjska partia, blisko związana z ośrodkami decyzyjnymi na Kremlu, czyli środowisko wokół Grzegorza Brauna”.
Z kolei Pełczyńska-Nałęcz zabrała głos na temat Konfederacji Wolność i Niepodległość, przedstawiając ją pozytywniej, niż koalicję. – Na koniec muszę mieć bardzo przykre wrażenie, że ludzie słyszą prawdę częściej od Konfederacji niż od koalicji – powiedziała.


