Leszek Miller podkreślił rolę mediów społecznościowych, które zmieniły zupełnie funkcjonowanie systemu medialno-politycznego. Zaznaczył, że społecznościówki nie są idealne, jednak „lekarstwem na złą informację nie może być urząd do spraw informacji właściwej”.
Leszek Miller zwrócił uwagę, że media społecznościowe są dalekie od doskonałości. Ponadto „pełno w nich chaosu, manipulacji, agresji, plotek i zwyczajnego kłamstwa”.
„Mają jednak zaletę fundamentalną: odebrały władzy i wielkim redakcjom monopol na opisywanie świata. Przez dziesięciolecia obywatel oglądał wydarzenia tak, jak pokazała je telewizja, opisała gazeta albo objaśniło kilku dyżurnych ekspertów. Redakcje wybierały tematy, rozmówców, obrazy i proporcje. Decydowały, co ma być wiadomością dnia, a co nie powinno ujrzeć światła dziennego. To, czego nie pokazano, praktycznie nie istniało” – zauważył Miller.
„Widać to szczególnie wyraźnie w relacjach dotyczących wojny na Ukrainie. Natarczywa, jednostronna narracja rządu oraz mediów związanych z nim nie tylko politycznie, lecz także finansowo, tworzy informacyjną kurtynę. Ma ona zasłonić wszystko, co nie pasuje do obowiązującego obrazu wojny: niewygodne fakty, odmienne oceny, głosy sceptyczne i pytania, których zadawać podobno nie wolno” – kontynuował.
Następnie były premier stwierdził, że media społecznościowe „rozrywają tę kurtynę” i pozwalają „porównywać relacje z różnych państw, czytać dokumenty źródłowe, oglądać nagrania świadków i konfrontować komentarze dziennikarzy z faktami”.
„Można wreszcie zobaczyć i usłyszeć ludzi, których media głównego nurtu nie zapraszają — nie dlatego, że nie mają nic do powiedzenia, ale dlatego, że mówią nie to, co należy” – podkreślił Leszek Miller.
Stwierdził następnie, że to „najbardziej drażni samozwańczych strażników prawdy”, którzy „chcą rozstrzygać, co jest informacją, co 'dezinformacją’, a co należy przemilczeć”.
„Kogo wolno pokazywać, a kogo trzeba ukryć we mgle zapomnienia. Dawniej wystarczyło nie zaprosić niewygodnego człowieka do studia. Dziś może on przemówić bez pozwolenia redaktora, ministra i medialnego komisarza” – zauważył.
Zaznaczył też, że społecznościówki „nie są świątynią prawdy”, tylko przypominają „wielki, hałaśliwy plac, na którym wiedza miesza się z głupotą, a prawda z kłamstwem”.
„Ale lekarstwem na złą informację nie może być urząd do spraw informacji właściwej. Odpowiedzią powinny być różnorodność źródeł, jawność, krytyczne myślenie i prawo do publicznego sprostowania. Media społecznościowe bywają brutalne, niesprawiedliwe i irytujące. Ale są też oknem, przez które można zobaczyć to, co miało pozostać niewidoczne. Tego okna nie da się już całkowicie zasłonić. I właśnie dlatego tak wielu próbuje zawiesić na nim kotary” – podsumował Leszek Miller.
Media społecznościowe mają wszystkie możliwe wady. Pełno w nich chaosu, manipulacji, agresji, plotek i zwyczajnego kłamstwa. Mają jednak zaletę fundamentalną: odebrały władzy i wielkim redakcjom monopol na opisywanie świata.
Przez dziesięciolecia obywatel oglądał wydarzenia tak,… pic.twitter.com/9vRLz3FhWm— Leszek Miller (@LeszekMiller) September 21, 2026


