W obliczu zagrożenia interesów establishmentu RFN, tj. ewentualności objęcia władzy w Saksonii-Anhalt przez opozycyjną i prawicową Alternatywę dla Niemiec, zmobilizowano wszelkie media i siły lewicowe, w tym między innymi działaczy związków zawodowych i różnych organizacji, lewacko-estradowych i innych „celebrytów”, a nawet niektórych księży, pastorów i biskupów.
Wybory w małej ponad 2-milionowej Saksonii-Anhalt (6 września) miały duże znaczenie dla systemu politycznego RFN. Bo po raz pierwszy w jego historii władza partii CDU i SPD została zagrożona, a Alternatywa dla Niemiec (AfD) miała szansę zdobycia władzy w tym jednym z 16 landów Niemiec – pierwszy raz w ponad 13-letniej historii tej konserwatywno-narodowej partii. Ostracyzm wobec AfD wzmagało powszechne przekonanie, że ewentualne powstanie rządu AfD pozwoliłoby tej partii zrealizować część jej postulatów, obsadzić liczne stanowiska w administracji Saksonii-Anhalt i znacząco rozbudować zaplecze partii przed wyborami do Bundestagu, które odbędą się najpóźniej w marcu 2029 r.
W związku z tym od lipca do początku września w Magdeburgu, Halle, w miastach Wittenberga, Dessau-Roßlau i innych, trwała wielka mobilizacja i liczne akcje sił lewicowych i euro-komunistycznych („demokratycznych”) przeciwko AfD. Te siły i grupy „aktywistów”, przy pomocy „publicznych” i innych mediów i sporej części estradowych i innych „celebrytów”, próbowały przekonać tysiące ludzi do niegłosowania na kandydatów AfD do parlamentu w Magdeburgu. Chciały nie dopuścić do zdobycia przez AfD większości mandatów poselskich i władzy w Saksonii-Anhalt. A ta większość mandatów, przy przewidywanym przez większość sondaży wyniku AfD na poziomie 42–43 proc. wyborczych głosów, byłaby możliwa w razie nieprzekroczenia przez kilka innych partii wyborczego progu 5 proc. Bo wówczas, w efekcie formalnego nieuwzględnienia udziału tych w sumie np. 9–13 proc. „straconych” głosów w podziale mandatów, AfD do zdobycia większości mandatów mogłoby wystarczyć wspomniane około 43 proc. głosów wyborczych.
Sondaże preferencji partyjnych z okresu od 3 lipca do 28 sierpnia dawały AfD w Saksonii-Anhalt najczęściej 41 lub 42 proc. ankietowych głosów (po trzy razy), dwa razy 43 proc. (m.in. w badaniu Pollytix z 12 sierpnia, przeprowadzonym na zlecenie lewicowej organizacji Campact na próbie aż 2604 osób) i raz „tylko” 40 proc. (w badaniu Forschungsgruppe Wahlen z 27 sierpnia, przeprowadzonym na próbie 1053 osób na zlecenie „publicznej” TV ZDF). Post-chadecka CDU, rządząca w ostatnich latach w Magdeburgu i okolicy razem z socjalistami z SPD i demoliberałami z FDP, miała w tych sondażach 22–24 proc. głosów, SPD 5–9 proc., euro-komunistyczni Zieloni 4–6 proc. (prawie trzykrotnie mniej niż średnio w landach zachodnich RFN), FDP tylko 3–4 proc., partia Lewica 11–14 proc., a radykalnie lewicowo-narodowa BSW (partia Sahry Wagenknecht) od 3 do 5 proc. Pod dużym znakiem zapytania stało więc to, czy Zieloni, a przede wszystkim FDP i BSW, w ogóle wejdą do krajowego parlamentu. Gdyby np. wyniki sondażu ośrodka Infratest dimap z 26 sierpnia (42 proc. dla AfD) powtórzyły się dokładnie w dniu wyborów, to AfD nie zdobyłaby większości mandatów w landtagu, choć FDP i BSW nie miałyby żadnych posłów z powodu nieprzekroczenia progu 5 proc. W dodatku AfD byłaby też pozbawiona jedynego potencjalnego koalicjanta. Bo radykalna partia Sahry Wagenknecht jest jedyną, która nie wyklucza powyborczego porozumienia z AfD. Gut!
Dnia 1 września wydawało się więc, że trwające od miesięcy: totalny ostracyzm wobec AfD i wielka histeria wszelakiej lewicy, że władzę w tym małym landzie obejmą rzekomo niebezpieczni „ekstremiści” czy „faszyści”, jest grubo na wyrost. Bo po pierwsze lokalni działacze i politycy AfD nie są żadnymi „ekstremistami” itd. A po drugie w oficjalnym lokalnym programie tej partii nie ma nic faktycznie ekstremistycznego czy rewolucyjnego – najbardziej radykalnym postulatem AfD z Saksonii-Anhalt wydaje się ten dot. zakazu wywieszania flag ideologicznych zboczeńców z grup LGBT w szkołach i na innych publicznych gmachach. A co najważniejsze – do objęcia władzy w Magdeburgu i okolicy AfD zapewne zabraknie kilku mandatów (do sierpnia br. ta partia miała w parlamencie w Magdeburgu 23 z 97 posłów – w wyborach w 2021 r. otrzymała 20,8 proc. głosów). Jednym z dość wielu świadectw tej histerii establishmentu i lewicy są słowa byłego wieloletniego premiera Saksonii-Anhalt (w okresie od kwietnia 2011 do stycznia 2026) z ramienia CDU – dziś 72-letniego Reinera Haseloffa, z zawodu fizyka wychowanego w NRD. W wypowiedzi dla „Der Spiegel” Haseloff zapowiedział, że jeśli AfD dojdzie do władzy w jego landzie, to on „wyprowadzi się z tego kraju”, bo „nie chciałbym żyć w kraju rządzonym przez AfD”. Sehr schön und demokratisch!
Organizatorzy ww. akcji lewicy latem br. przekonywali też obywateli, że zwycięstwo AfD i utworzenie przez nią rządu miałoby rzekomo „fatalne konsekwencje społeczne i gospodarcze” dla Saksonii-Anhalt i nie tylko. Apelowali do wyborców o poparcie „postępowych” i lewicowych „partii demokratycznych” [w tej terminologii podobnie jak komuniści w Polsce w latach 1945–1947]. W kampanię przeciw AfD włączyła się też między innymi Konfederacja Związków Zawodowych i katolicka diecezja w Magdeburgu. Przedstawiciele tej diecezji otwarcie wzywali do „świadomego głosowania” na partie i listy „demokratyczne” [tj. na inne niż AfD]. A biskup tej diecezji Gerhard Feige, znany od lat ze wspierania haseł i inicjatyw ruchów LGBT i innych lewaków, z popierania udzielania Komunii Świętej protestantom, zniesienia celibatu księży i „święceń” kobiet na kapłanów, już od miesięcy otwarcie krytykował AfD. Np. w połowie sierpnia br. w rozmowie z prestiżowym katolickim miesięcznikiem „Herder Korrespondenz”, ww. biskup stwierdził, że „konsekwencje rządów AfD byłyby katastrofalne” i „nie ma żadnych gwarancji, że po czterech latach [rządów AfD] ta partia zniknęłaby ze sceny”. Ja, natürlich!
Z kolei np. lewacy związani z organizacją Campact ogłosili, że do połowy sierpnia już wydali setki tysięcy euro na działania wspierające kandydatów SPD i Zielonych, żeby tylko te „demokratyczne” partie przekroczyły próg 5 proc. ważnych wyborczych głosów.
Oczywiście te setki tysięcy, a może kilka milionów euro nie pochodziły ze społecznych zbiórek czy z organizacyjnych dobrowolnych składek, lecz głównie z państwowego finansowania organizacji Campact pieniędzmi podatników, co mocno skrytykowała m.in. przewodnicząca AfD Alicja Weidel. Wskazała ona na nielegalne finansowanie i wspieranie SPD i Zielonych przez Campact i inne lewicowe tzw. organizacje pozarządowe. Tu należy nadmienić, że duże ograniczenie finansowania ze środków budżetowych wszelkich tzw. organizacji pozarządowych i fundacji, w tym fundacji partyjnych, to od dawna ważny postulat AfD – też jej organizacji z Saksonii-Anhalt. Działacze AfD w tym landzie, w tym ich młody niespełna 36-letni szef Ulrich Siegmund, chcą też m.in. zaostrzenia polityki wobec imigrantów nielegalnych i tych bez zgody władz na ich azyl w RFN, w tym ich możliwej deportacji. Chcą też zredukowania socjalnych świadczeń dla ubiegających się o azyl czy o zgodę na pobyt w RFN, wprowadzenia dla nich obowiązku pracy i praktycznego zakazu sprowadzania przez nich do Niemiec ich rodzin. Richtig!
Ciekawe jest też to, że ponoć znaczna część mieszkańców Saksonii-Anhalt, bo prawie połowa (znacząco więcej niż w innych landach RFN), sprzeciwia się dalszej masowej imigracji i obdarzaniu niechcianych przybyszów zasiłkami i inną pomocą socjalną itd., choć odsetek obcokrajowców wynosi w tym landzie „tylko” 8–9 proc. ogółu ludności – znacznie poniżej średniej w całych Niemczech (wg dw.com). Nic więc dziwnego, że w tym landzie – w sporej mierze jeszcze rolniczym, rzemieślniczym i przywiązanym do swej wschodnioniemieckiej tożsamości i tradycji (też do tej monarchicznej sprzed roku 1919) – AfD ma tak duże społeczne poparcie. Sehr gut!


