W Portsmouth miał miejsce protest przeciwko migrantom. Doszło tam do aktów przemocy. Rząd ogłosił 50-procentowy spadek liczby imigrantów, ale napięcia społeczne rosną z powodu nowych szlaków przemytniczych. Manifestacja zbiegła się z informacją, że służby ratownicze „uratowały” kolejnych 140 migrantów na na Kanale La Manche.
Demonstracja obywała się 6 września w Portsmouth, na południowym wybrzeżu Anglii. Zebrani ludzie chcieli powstrzymania kolejnych łodzi z migrantami, które tam dobijają do brzegów Anglii. Żądali powstrzymania przybycia łodzi z migrantami, na pokładzie której znajdowało się 140 osób, które miały tu się wyładować „po akcji ratunkowej”.
Reakcja rządu była typowa i przeciw tubylcom wysłano policję i wszczęto śledztwo przeciw organizatorom. „Brytyjczycy mają uzasadnione obawy dotyczące imigracji, ale ludzie nie powinni być tak groźni, jak rej w nocy w Portsmouth” – komentowała sytuację Emma Reynolds, sekretarz skarbu.
Donna Jones, komisarz policji Hampshire, mówiła, że „przemytnicy” zmieniają trasy i łodzie płyną dalej na zachód, wzdłuż wybrzeża Normandii, by przepływać kanał La Manche w linii prostej do Portsmouth.
Rząd tępi wszystkie przejawy buntu społecznego i zapewnia, że służby sobie ze zjawiskiem migracji radzą coraz lepiej. Ich zdaniem, znacznie większe jest zagrożenie ze strony… „populizmu”.
« Renvoyez-les ! » : des manifestants contre l’arrivée de migrants clandestins au Royaume-Uni, bloquent les routes vers le port à Douvres et Portsmouth pic.twitter.com/ggswDe3UaM
— Fdesouche.com est une revue de presse (@F_Desouche) September 8, 2026


