W Czechach pojawiła się kampania dezinformacyjna, która ma na celu zaostrzenie napięć między Pragą a Warszawą. Czesi straszeni są, że Polska chce odzyskać „część terytorium Czech”, czyli całe Zaolzie. Te pogłoski stały ostatnio viralem w mediach społecznościowych i to po obu stronach granicy.
Jak ujawnił portal Seznam Zpravy, afera ta jest uznawana przez służby wywiadowcze za „operację wpływu”, której inicjatorem jest Rosja. W Polsce fałszywe konta rozpowszechniały sfałszowany dokument, podszywający się pod oficjalne oświadczenie polskiego rządu, zgłaszający żądania terytorialne. Dokument został pierwotnie opublikowany przez fałszywy profil podszywający się pod ambasadora Czech w Polsce, Břetislava Dančáka.
Później utworzono kopię prawdziwej strony internetowej czeskiego radia publicznego iRozhlas, na której informację powtórzono. Podano też, że mieszkańcy tych terenów zaczynają sprzedawać swoją własność w obawie przed polską interwencją. Także strona internetowa polskiego radia regionalnego PiK została zhakowana, a na koncie jednego z jej dziennikarzy opublikowano artykuł, w którym informowano, że Polska przygotowuje się do zajęcia około 600 hektarów terytorium Czech.
W odpowiedzi na Facebooku pojawiło się konto: „Těšínsko je české”, czyli „Ziemia Cieszyńska jest czeska”. Wzywano na nim do demonstracji przeciwko polskim roszczeniom terytorialnym. Zapowiadano nawet wiec w Trzyńcu, na ziemi cieszyńskiej. Demonstracja nie została jednak zarejestrowana, a jej organizator, niejaki Adam Sikora, wydaje się być postacią fikcyjną.
Profil przedstawiony jako należący do Adama Sikory wykorzystywał zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Osoba ta, która twierdziła również, że jest właścicielem domu w regionie cieszyńskim i sprzedaje swoją nieruchomość. Okazało się, że zdjęcia domu również zostały sztucznie wygenerowane.
Całą prowokacja odnosi się do prawdziwego sporu terytorialnego o 368 hektarów, które Polska chce odzyskać od Pragi. To jeszcze zaszłość z roku 1919 i zajęcia regionu cieszyńskiego przez Czechów, w czasie gdy Polska była zajęta obroną Europy przed bolszewikami. W czasach komunistycznych traktat z 1958 roku oficjalnie rozstrzygnął spory graniczne, ale pewne kwestie sporne pozostały i są przedmiotem rozmów dyplomatycznych do dziś.
Jednak teraz polskie i czeskie służby bezpieczeństwa podejrzewają Rosję o podgrzewanie tej sprawy. Metody działania mają przypominać rosyjskie operacje wpływu. Celem może być osłabienie relacji między naszymi krajami. Sprawa wywołała kontrowersje w Pradze. Premier Andrej Babiš skrytykował czeski wywiad (BIS) za to, że nie poinformował go o kampanii w odpowiednim czasie.
Podał, że wstępne informacje otrzymał dopiero w dniu zwołania Rady Bezpieczeństwa Państwa. Skrytykował również ambasadora Czech w Warszawie, Břetislava Dančáka, za to, że nie poinformował o sprawie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdy tylko się dowiedział o użyciu jego konta.
Można dodać, że pojawiły się także głosy, że za całą sprawą nie muszą stać rosyjskie służby, ale np. słynne czeskie poczucie humoru. Przypomniano informacje w mediach społecznościowych na temat czeskiej „aneksji” Kaliningradu. Nie tak dawno, obiecywano Czechom w ten sposób dostęp do Morza Bałtyckiego. Złośliwi internauci tworzyli liczne mapy i fikcyjne twierdzenia, odwołując się np. do historycznego związku enklawy z królem Czech Przemysławem Ottokarem II. Miało to ośmieszać rosyjskie żądania terytorialne na Ukrainie.
Jednak w obecnej prowokacji dotyczącej Cieszyna, pojawiły się fałszywe dokumenty, fałszywe media, fałszywe profile i obrazy generowane przez sztuczną inteligencję, a informacje nie miały charakteru żartu.


