Strona głównaMagazynBohaterowie Powstania Warszawskiego zgładzeni po wojnie przez komunistów

Bohaterowie Powstania Warszawskiego zgładzeni po wojnie przez komunistów

-

- Reklama -

2 sierpnia 1944 r. na rozkaz Reinera Stahela, niemieckiego komendanta Warszawy, jego niemieccy podwładni zamordowali na Rakowieckiej 600 przetrzymywanych tam Polaków: strzałem w tył głowy – tę „tradycję” kontynuowali tu po wojnie bolszewicy.

W katowni przy ul. Rakowieckiej komuniści represjonowali i mordowali także żołnierzy Powstania Warszawskiego. Potem zrzucali ich do bezimiennych dołów śmierci na Powązkach. Do dziś udało się tam odnaleźć szczątki niektórych uczestników bitwy o stolicę w sierpniu 1944 r.: ppłk Stanisława Kasznicy ps. „Wąsowski”, mjr Bolesława Żmudzina ps. „Kontrym” czy Tadeusza Bejta – żołnierza 2 Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Wciąż czekamy na identyfikację kolejnych: płk Jerzego Brońskiego, mjr Andrzeja Czaykowskiego, czy rtm Witolda Pileckiego.

- Reklama -

Mjr Bolesław Kontrym

Mjr Bolesław Kontrym „Żmudzin” – oficer Policji Państwowej II RP, miał za sobą udział w wojnie obronnej 1939 r., a po zrzuceniu do kraju jako cichociemny dowodził akcją sabotażowo- dywersyjną „Wachlarz” i wykonywał wyroki sądów specjalnych Polskiego Państwa Podziemnego na niemieckich agentach, konfidentach gestapo i szmalcownikach.

Mjr Bolesław Kontrym. Foto: wikimedia

O godzinie „W” z balkonu kamienicy przy placu Dąbrowskiego zaczął strzelać z rewolweru do niemieckich żandarmów, co przypłacił ranami ręki i nogi (łącznie w Powstaniu czterokrotnie ranny). Przez 63 dni walk dowodzona przez niego reduta obejmująca ulice Królewską, Kredytową i pl. Małachowskiego została utrzymana. 4 sierpnia poprowadził czwarty, wciąż nieudany atak na gmach Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej (PAST-y) przy ul. Zielnej. 27 sierpnia 1944 r. odznaczony Krzyżem Walecznych (trzecim w swoim życiu), a 15 września 1944 r. Virtuti Militari.

Po ciężkim, wieloletnim śledztwie komuniści powiesili „Żmudzina” 2 stycznia 1953 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej (rodzina myślała, że wywieźli go do ZSRS, a tam być może przeżył). W ten sposób – jak pospolitego przestępcę – czerwoni okupanci Polski potraktowali jeszcze gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, szefa Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej. Szubienica, na której zostali zamordowani, odnalazła się kilka lat temu pod wykładziną w pomieszczeniu siłowni dla służby więziennej.

Ppłk Stanisław Kasznica

Kawalerem Virtuti Militari i Krzyża Walecznych (dwukrotnie), był również ostatni komendant Narodowych Sił Zbrojnych ppłk Stanisław Kasznica. Ten przedwojenny prawnik i działacz narodowy, żołnierz wojny obronnej 1939 r., mimo iż był przeciwny Powstaniu Warszawskiemu, wziął w nim udział, dowodząc grupą żołnierzy NSZ na Ochocie.

Ppłk Stanisław Kasznica. Foto: wikimedia

12 lutego 1948 r. reżimowe „Życie Warszawy” napisało: „Proces Kasznicy i innych [przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie] ukazuje równię pochyłą, po której żywioły ONR-owskie i endeckie spychała nienawiść do obozu postępu, spychał strach przed przebudową społeczną kraju”.

Ppłk Stanisław Kasznica został zamordowany w więzieniu przy ul. Rakowieckiej 12 maja 1948 r. W tył głowy strzelił mu Piotr Śmietański, kat Mokotowa.

Rtm Witold Pilecki

13 dni później, w tej samej ubeckiej katowni, z rąk tego samego oprawcy zginie Witold Pilecki. Rotmistrz walczył wcześniej w sierpniowej wiktorii 1920 r. – Bitwie Warszawskiej, potem – co też dla tego wyjątkowego polskiego pokolenia było naturalne – bronił Ojczyzny we wrześniu 1939 r. Dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, jako jedyny na świecie poszedł na ochotnika do KL Auschwitz.

Rtm Witold Pilecki. Foto: wikimedia

W Powstaniu Warszawskim Pilecki bił Niemców – wobec braku zgody dowództwa, które przewidziało go do prowadzenia wywiadu przeciwko nadchodzącym Sowietom – jako zwykły strzelec w kompanii NSZ „Warszawianka”, później dowodził oddziałem w Zgrupowaniu Chrobry II. Reduty Witolda przy Placu Starynkiewicza Niemcy nigdy nie zdobyli.

Mjr Andrzej Czaykowski i „sędzia” Michnik

Major Andrzej Czaykowski, także wcześniej cichociemny, w sierpniowej batalii nie tylko przecież o stolicę, ale o Polskę, jako „Garda” walczył na Mokotowie. Łączniczka Teresa Bojarska „Dziunia-Klamerka” wspominała: „Rejon ulicy Chełmskiej i jego obrońca, rotmistrz Garda. Próbował odbijać dom po domu, tracił i zyskiwał, odgryzał się, własną szaleńczą, wręcz straceńczą odwagą, pociągając podkomendnych. [..] Meldujemy się u Gardy w piwnicy przy Stępińskiej chyba. Rotmistrz jest ranny. Leży na żelaznym łóżku podparty poduchami, ręka w brudnym bandażu, rozchylona na piersi koszula także nie kryje opatrunku”.

Mjr Andrzej Czaykowski. Foto: wikimedia

Mjr Andrzej Czaykowski wrócił do okupowanej przez sowietów Polski w 1949 r. Po dwóch latach aresztowany, 111 razy przesłuchiwany w katowni przy ul. Rakowieckiej. Wyrok śmierci wydał były AK-owiec (choć nie powstaniec warszawski) mjr Mieczysław Widaj. Inny morderca: Stefan Michnik brał udział w egzekucji. W przeciwieństwie do majora Widaja – major Czaykowski nie ma swojego grobu. Matka Stefana Michnika – Helena – komunistyczna aktywistka Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej „Życie” – po 1945 r. była nauczycielką w Korpusie Kadetów KBW i autorką stalinowskich podręczników do historii. Ozjasz Szechter to przyrodni ojciec – przed wojną skazany za antypolską działalność w nielegalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Po „wyzwoleniu” był kierownikiem Wydziału Prasowego Centralnej Rady Związków Zawodowych i zastępcą redaktora naczelnego „Głosu Pracy”.

Biologiczny ojciec Stefana Michnika – też komunista Samuel Rosenbusch – zginął w stalinowskich czystkach lat 30. Rzecz jasna Stefan Michnik nigdy z AK, a szerszej z walką o niepodległość Polski nie miał nic wspólnego.

Tadeusz Bejt i „sędzia” Badecki

Po aresztowaniu przez UB w czerwcu 1945 r. i wypuszczeniu Tadeusz Bejt nielegalnie opuścił skolonizowaną przez sowietów Polskę. Dotarł do Ankony, do sztabu II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie gen. Władysława Andersa. Podjął misję stworzenia polskiej komórki wywiadowczej w Berlinie. Organizował drogi kurierskie i punkty przerzutu na Zachód osób ściganych przez komunistyczną bezpiekę oraz członków rodzin żołnierzy II Korpusu.

Tadeusz Bejt. Foto: wikimedia

Powojenna działalność Tadeusza Bejta była związana z antysowiecką, wywiadowczą pracą rtm. Witolda Pileckiego. Bejt podzielił los ochotnika do Auschwitz: został zamordowany przez komunistów.

Tadeusz Bejt, rocznik 1923, uczył się w Męskim Gimnazjum im. Tow. Jana Zamoyskiego w Warszawie, a podczas okupacji na tajnych kompletach w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. W Armii Krajowej był kurierem Komendy Głównej. Po odbyciu w styczniu 1944 r. szkolenia służb specjalnych, w kwietniu 1944 r. wysłany jako kurier na Wołyń, do 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. W lipcu 1944 r. polscy żołnierze zostali rozbrojeni przez Sowietów w Lasach Parczewskich.

W Powstaniu Warszawskim służył w drużynie kurierów zgrupowania „Radosław” – batalion „Czata 49”. Przeszedł szlak bojowy między Wolą, Starym Miastem, a potem kanałami do Śródmieścia.

Drugie powojenne aresztowanie okazuje się brzemienne w skutkach. Tym razem na początku 1947 r. Bejta zatrzymuje NKWD. Wcześniej jest oczywiście namierzany i śledzony. Po właściwej sowieckim służbom „obróbce” zostaje przekazany podwładnym kolegom: komunistycznej bezpiece w Polsce. Tu sprawa nabiera rumieńców. Brutalni śledczy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, prowadzeni przez mocodawców- morderców zza biurka: wiceszefa MBP Romana Romkowskiego [Natan Grinszpan-Kikiel] i szefa departamentu śledczego Jacka Różańskiego [Józefa Goldberga] rozpoznają ślad przerzutu meldunków z Warszawy przez Szczecin. Tak trafiają na działalność mojego Ojca Tadeusza Płużańskiego i Jego dowódcy, szefa „grupy szpiegowskiej Andersa” Witolda Pileckiego.

18 listopada 1948 r. komunistyczny Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie pod przewodnictwem mordercy sądowego mjr. Józefa Badeckiego skazał Tadeusza Bejta na karę śmierci [wobec polskich niepodległościowców Badecki orzekł co najmniej 29 kar śmierci]. Wyżej postawiony przez Stalina oprawca: Bolesław Bierut, pełniący obowiązki polskiego prezydenta, nie skorzystał z prawa łaski.

Tadeusz Bejt został zamordowany strzałem w tył głowy 11 lutego 1949 r. przez kata Mokotowa Aleksandra Dreja. Szczątki Tadeusza Bejta odnaleziono w wyniku prac ekshumacyjnych prowadzonych przez Instytut Pamięci Narodowej wiosną 2013 r. w kwaterze „Ł” Powązek Wojskowych w Warszawie.

Jan Rodowicz „Anoda”

W końcu mamy Powstańca Warszawskiego porucznika Jana Rodowicza „Anodę”. Ten żołnierz Szarych Szeregów, słynnego Batalionu „Zośka”, był w walkach czterokrotnie ranny, odznaczony Krzyżem Walecznych i Virtuti Militari. Aresztowany przez bezpiekę, 7 stycznia 1949 r., po kilku dniach ubeckiego śledztwa, już nie żył. I choć oficjalna wersja wciąż mówi o samobójstwie (miał wyskoczyć z IV piętra gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – dziś Ministerstwo Sprawiedliwości przy ul. Koszykowej w Warszawie) – nikt w nią nie wierzy.

Jan Rodowicz „Anoda”. Foto: wikimedia

Dopiero na początku marca 1949 r. ojciec Kazimierz Rodowicz otrzymał pismo z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Szef Wydziału Nadzoru Prokuratorskiego nad śledztwami w sprawach szczególnych (sic!) mjr Mieczysław Dytry informował, że 7 stycznia o drugiej po południu Jan Rodowicz „popełnił samobójstwo, wyskakując z okna podczas przeprowadzania go z aresztu. Mimo natychmiastowej pomocy lekarskiej, zgon nastąpił w chwili po wypadku”, i że został pochowany na Powązkach Wojskowych jako NN. Kilka dni później rodzinie udało się ustalić, gdzie dokładnie Jan jest pochowany. Jego matka Zofia tak o tym pisała: „Kierownik biura pogrzebowego, który potem okazał się być znajomym Janka, gdyż prowadził z Jankiem ekshumację „Zośkowców” w 1945 r., przyniósł od siebie z gabinetu kartkę z numerem grobu Janka. Polecił […] trzymać ją na wierzchu i powiedział, że „gdyby ktoś przyszedł z rodziny Rodowiczów […], proszę im powiedzieć, że pochowany został pod numerem takim-to”.

16 marca rodzina przeprowadziła ekshumację i pochowała w rodzinnym grobie na Starych Powązkach. To właśnie bohaterskiemu porucznikowi Janowi Rodowiczowi „Anodzie” zawdzięczamy kwaterę brzozowych krzyży – grobów Batalionu „Zośka” na Powązkach Wojskowych w Warszawie.

Tadeusz Płużański

Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 33-34, 10 – 23 sierpnia 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.

Najnowsze