Strona głównaGŁÓWNY"Gdyby było większe wsparcie polskiej strony". Drugi kierowca autokaru przerywa milczenie

„Gdyby było większe wsparcie polskiej strony”. Drugi kierowca autokaru przerywa milczenie

-

- Reklama -

Drugi kierowca autokaru, który rozbił się na Węgrzech, zabrał głos. – Uważam, że gdyby było większe wsparcie polskiej strony, ambasady, polskich lekarzy tam na miejscu, to obsługa byłaby dla ludzi milsza, bezpieczniejsza i może by to wszystko przebiegało bardziej sprawnie – powiedział w rozmowie z TVN24.

W nocy z soboty na niedzielę około godziny 1:00 w nocy, w rejonie węgierskiej miejscowości Mezoekeresztes, doszło do katastrofy. Autokar wracający z Medziugorię na Podkarpacie, na pokładzie którego było w sumie 59 osób, niespodziewanie zjechał z drogi i wpadł do rowu.

- Reklama -

Bilans wypadku jest porażający. 11 osób zginęło na miejscu, kolejna zmarła w szpitalu, a 10 w bardzo ciężkim stanie jest hospitalizowanych.

Ze wstępnych ustaleń węgierskiej policji wynika, że kierowca mógł zasnąć podczas jazdy. Usłyszał już zarzut zaniedbania, które doprowadziło do katastrofy z udziałem wielu ofiar. Decyzją sądu rejonowego w Miszkolcu trafił na miesiąc do aresztu.

„Zaczynają się dziać ze mną rzeczy jak w pralce”

Po kilku dniach głos zabrał drugi kierowca autokaru. W momencie wypadku odpoczywał w wygłuszonym luku przy środkowych drzwiach pojazdu. Jak wspomina, pierwszym sygnałem ostrzegawczym był zjazd autokaru na pobocze. Potem nastąpił całkowity chaos, z którego ocalały mężczyzna zapamiętał jedynie urywki.

– Od samego początku to już lekka mgła. Dopiero później, kiedy autobus już zaczyna się przechylać i uderza, w tej kabinie zaczynają się dziać ze mną rzeczy jak w pralce. Zorientowałem się, że jest tragedia, wypadek. Jest moment, kiedy trzeba uciekać z tej kabiny – relacjonuje mężczyzna.

Rozpaczliwa ewakuacja

Ratowanie rannych wymagało ogromnego wysiłku i wzorowej organizacji w całkowitych ciemnościach.

Wyłamaliśmy wyjścia dachowe, awaryjne i kto był najbardziej silny, sprawny, wyskoczył i pomagaliśmy wychodzić – opowiada kierowca.

Ewakuacja była skomplikowana. Przez dach wyciągano osoby zdolne samodzielnie się poruszać. – Pozostałe osoby, które były ciężej ranne albo przygniecione przez siedzenia, wyciągaliśmy dołem – wspomina.

Gdzie była polska ambasada?

Drugi kierowca autokaru, który rozbił się na Węgrzech, nie ma najlepszego zdania o polskich instytucjach, z tamtejszym konsulem na czele. Nie kryje głębokiego rozczarowania i uważa, że realnej pomocy zabrakło przede wszystkim w pierwszych godzinach po wypadku.

Węgierska strona robi co może, chociaż uważam, że gdyby było większe wsparcie polskiej strony, ambasady, polskich lekarzy tam na miejscu, to obsługa byłaby dla ludzi milsza, bezpieczniejsza i może by to wszystko przebiegało bardziej sprawnie – ocenia.

Dokumentację medyczną czy informacje o przyjmowanych lekach, głównie przez starszych pacjentów, tłumaczyli głównie lokalni wolontariusze. Zaangażowanie polskich tłumaczy było minimalne. – Tylko odbierali telefony i na tym się kończyło – wspomina.

Krótko wypowiedział się także o swoim koledze po fachu, który w momencie wypadku siedział za kierownicą.

Kierowca nad podziw rzetelny, uczciwy, uczynny na każde jakieś potrzeby – podkreśla w wywiadzie dla TVN24. Twierdzi, że podobne odczucia dzielą sami poszkodowani. – Szkoda tego człowieka. Rozmawiałem nawet tam z ludźmi, to nikt nie ma pretensji do niego – podsumował drugi kierowca.

Złote gody i ostatnia pielgrzymka pani Heleny. Przejmująca relacja męża, który ocalał z katastrofy polskiego autokaru na Węgrzech

 

Źródło:TVN24

Najnowsze