Staram się nie szafować górnolotnym straszeniem, ale właśnie wchodzimy na kurs na górę lodową. Średnie wynagrodzenie w sektorze publicznym wynosi 11 398 zł i jest o 25 proc. wyższe niż w sektorze prywatnym, chociaż jeszcze 4 lata temu było wyższe tylko o 3 proc. Dla tych, co uważają, że lepiej pracujący uciekają w B2B – mediana w sektorze publicznym w grudniu, 25go, była o 43 proc. wyższa od sektora prywatnego.
Jak jeszcze raz budżetówka będzie marudzić na zarobki, nie zapominajmy o przywilejach i takich 13kach na przykład – to warto im uświadomić, że już żyją jak na warunki polskie jak pączki w maśle. Mediana zarobków w publicznym już była wyższa od średniej zarobków w sektorze prywatnym, który to musi pracować na eldorado sektora publicznego.
Gdy prywatny sektor coraz bardziej zastanawia się, jak przeżyć i utrzymać miejsca pracy, to panie w urzędzie myślą – jak sobie skrócić pracę i zachować wszystkie przywileje. Zarobki lekarzy, ratowników i pielęgniarek już biją po oczach, nauczyciele przebierają nóżkami po podwyżki, kadra akademicka gardłuje o zwiększenie nakładów na naukę, w domyśle pensje, a urzędnicy w ZUS-ie robią sobie strajk ostrzegawczy. Nie skończy to się dobrze, nie w tym roku i pewnie nie w przyszłym, ale szambo zaczyna wybijać…
Czemu prywaciarze nie płacą więcej?
Rentowność netto firm w Polsce, bez usług finansowych, wynosi 3,7 proc. To znaczy że z każdej złotówki przychodu firma zarabia 3,7 grosza.
Badanie obejmuje tylko przedsiębiorstwa powyżej 10 pracowników, są to już firmy, które nie mają możliwości ukrycia przychodu.
Ciekawe, dlaczego prywatne firmy nie chcą płacić więcej pracownikom. Podpowiem, koszty pracy w kosztach to ok. 17,1 proc., więc zwiększenie o 10 proc. wynagrodzeń wszystkim skutkowałoby zmniejszeniem rentowności firm o około połowę.
Sami sobie prowadźcie firmę, gdzie z każdej złotówki przychodu zostaje Wam półtora grosza, a pamiętajmy, że z zysku finansuje się także dalszy rozwój – przeżreć wszystkie zyski, nie mając quasi-monopolistycznej pozycji, to piłowanie gałęzi, na której się siedzi.
Prywatne firmy muszą wpierw wypracować lub pożyczyć, a potem mogą płacić wyższe pensje. Na odwrót – tylko w sferze publicznej.

