Niemiecka lewica z różnych partii, organizacji i mediów – najwyraźniej już wystraszona rosnącym poparciem dla opozycyjnej Alternatywy dla Niemiec – próbuje przygotować propagandowy grunt do zakazu działalności tej prawicowej partii. A co najmniej do jej totalnego inwigilowania i kontrolowania przez tajne służby, presję mediów i urzędów.
Od połowy czerwca Alternatywa dla Niemiec (AfD) umacnia się na pozycji lidera społecznego poparcia wśród niemieckich partii politycznych. Według sondażu instytutu YouGov, opublikowanego 16 czerwca, AfD miała poparcie aż 29 proc. respondentów. To jej najlepszy wynik w historii takich badań. A przewaga partii Aleksandra Gaulanda i Alicji Weidel nad partiami postchadeckimi – CDU i bawarskiej CSU – wzrosła do rekordowych dziewięciu procent. Notowania postchadeków spadają bowiem już od jesieni ub. roku.
W porównaniu z badaniem YouGov przeprowadzonym w połowie maja, CDU-CSU straciły kolejne dwa punkty procentowe. Te 20 proc. to najgorszy wynik partii kanclerza Fryderyka Merza od października 2021 r. Natomiast AfD poprawiła swój wynik o 1 procent, potwierdzając utrzymujący się od kwietnia br. jej trend wzrostowy. Wcześniej największa przewaga AfD nad chadekami wynosiła 8 proc. Taki rezultat odnotował na początku czerwca instytut INSA. Co prawda w czerwcowych badaniach większości pozostałych instytutów: Allensbach, Verian, Forschungsgruppe Wahlen, GMS i Infratest Dimap, przewaga AfD nad CDU wynosiła „tylko” 4 proc. (28:24 proc. lub 27:23). Ale np. w badaniu ośrodka Forsa opublikowanym 23 czerwca było to 27:22 proc.
Tego samego dnia swoje kolejne wyniki podał mediom instytut INSA: Alternatywa dla Niemiec dostała ponownie rekordowe 29 proc. ankietowych głosów, a CDU-CSU tylko 21,5 proc. Donnerwetter!
W powyższych badaniach euro-komunistyczni Zieloni otrzymywali po 12–15 proc. ankietowych głosów, a współrządząca Niemcami od lat SPD zaledwie 12–13 proc. Z kolei rosnąca w tym roku partia Lewica odnotowała w tych badaniach po 10–12 proc. poparcia, a demoliberalna FDP po 4–5,5 proc. Tej starej partii daje to wreszcie nadzieję na jakieś dłuższe sondażowe odbicie ponad 5 proc. – po nieprzekroczeniu wyborczego progu 5 proc. i przegraniu wyborów do Bundestagu w lutym 2025 r. A także po kilkunastu miesiącach utrzymywania się na poziomie zaledwie 3–4 proc. poparcia.
Dlaczego poparcie dla AfD powoli, ale nadal rośnie? Wielu niemieckich komentatorów wiąże to z coraz większym rozczarowaniem Niemców polityką i działaniami obecnego rządu i samego kanclerza Merza. Coraz większe społeczne niezadowolenie z pogarszających się stopniowo, już od roku 2020, materialnych i innych warunków życia, z coraz mniejszej siły nabywczej ich zarobków i emerytur, przekłada się na wzrost poparcia dla najsilniejszej i autentycznej partii opozycyjnej. Tym bardziej że tym pogarszającym się warunkom życia towarzyszy coraz większa liczba różnych prawnych [na ogół unijnych] nakazów i zakazów – utrudniających codzienne życie, pracę ludzi i ich firm.
W dodatku Alternatywa dla Niemiec stopniowo umacnia swój wizerunek partii wyraźnie narodowej i wolnościowo-konserwatywnej. Partii, która między innymi opowiada się za wyjściem Niemiec z systemu waluty euro i powrotem do własnej waluty – marki, za odejściem od „polityki klimatycznej” i Europejskiego Zielonego Ładu, za wznowieniem produkcji energii atomowej i dużego importu taniej ropy naftowej i taniego gazu z Rosji, za obniżeniem podatków i zablokowaniem dotychczasowej masowej imigracji. A także za deportacją wszystkich imigrantów nielegalnych etc.
Niektórzy niemieccy komentatorzy – przede wszystkim ci o poglądach „demokratycznych” i „postępowych” uważają jednak, że ogólnokrajowy potencjał wyborczy AfD „jest już prawie wyczerpany”. Tak uważa między innymi 84-letni Manfred Güllner – założyciel i były wieloletni szef ośrodka badań opinii Forsa. Twierdzi on, że AfD już nie będzie w stanie zmobilizować dla siebie wielu nowych wyborców. W rozmowie z berlińskim dziennikiem „Der Tagesspiegel” prof. Güllner powiedział między innymi: „AfD już mogła wyczerpać bardzo dużą cześć swojego wyborczego potencjału. Obecnie około 20 proc. wszystkich uprawnionych do głosowania chce głosować na AfD. A kolejnych 8 procent wyobraża sobie takie głosowanie. Ta wartość nie rośnie jednak od tygodni, chociaż utrzymuje się frustracja dotycząca rządu Niemiec.
Jednak wiele milionów ludzi uprawnionych do głosowania jest z natury przychylnych chadecji lub SPD, ale [do głosowania na CDU-CSU lub SPD] zniechęca ich obecna oferta programowa i kadrowa tych partii” – stwierdził Güllner. Dodał, że szczególnie SPD stawia „na niewłaściwe tematy”. Bo ta partia np. zbyt długo i zbyt uparcie walczyła o powszechny „zasiłek obywatelski” [Bürgergeld], przez co zraziła do siebie wielu ludzi pracujących – powiedział były szef instytutu Forsa (który sam jest od lat członkiem SPD). Richtig! Prof. Güllner uważa jednak, że „jest całkiem możliwe”, iż po wyborach do parlamentu Saksonii-Anhalt (we wrześniu) AfD osiągnie tam większość poselskich mandatów. Bo do tego celu może wystarczyć 41–42 proc. wyborczych głosów, które padną na listy AfD, co wydaje się możliwe. Po opublikowaniu tej opinii niektóre media podniosły larum o „zagrożeniu demokracji” itp.
Tajne służby mają otrzymać nowe uprawnienia
3 lipca „Deutsche Welle” i inne media podały, że niemieckie tajne służby bezpieczeństwa, które dotychczas mogły jedynie pozyskiwać i zbierać wszelkie informacje, w tym o partiach politycznych, a także mocno inwigilować „podejrzane” środowiska i partie, w tym AfD, niebawem otrzymają nowe uprawnienia. Już będą mogły „aktywnie zwalczać przeciwnika” [politycznego]. Zgodnie z projektem ustawy opracowanej przez federalne MSW, Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) oraz Federalna Służba Wywiadowcza (BND) już będą mogły „aktywnie zwalczać przeciwników”, a nie tylko ich obserwować i gromadzić dane. Będą mogły „podejmować tajne działania operacyjne” przeciwko różnym „zagrożeniom” politycznym i innym. To wyraźne ostrzeżenie i sygnał kolejnej presji władz na Alternatywę dla Niemiec i inne środowiska opozycyjne wobec soc-demokratycznego systemu RFN, w tym te wolnościowo-konserwatywne. Sehr schön und demokratisch!
Sygnał innej presji – ulicznego tłumu tysięcy lewaków dyszących nienawiścią do AfD – nadszedł 4 lipca z Erfurtu. W stolicy Turyngii ogólnoniemieckiemu zjazdowi 600 delegatów AfD towarzyszyły silne uliczne protesty i rozróby różnych grup i organizacji lewicowych i komunistycznych – w łącznej liczbie około 31 tysięcy, jak podała policja. Dążyli oni do zablokowania i rozbicia kongresu AfD, czemu policja jednak przeszkodziła, choć lewakom udało się zablokować kilka dróg dojazdowych. Jak podała agencja DPA, podczas tych protestów i zadym rannych zostało m.in. kilku dziennikarzy tej agencji i kilku reporterów innych mediów. O udział w protestach przeciw AfD, tj. przeciwko samemu istnieniu i działaniu tej partii, apelowały w pierwszych dniach lipca m.in. niektóre związki zawodowe. A podczas wielkiego wiecu lewaków przed halą obrad AfD w Erfurcie przewodnicząca Niemieckich Związków Zawodowych DGB (zrzeszających ponad 6 milionów pracowników) Yasmin Fahimi krzyczała między innymi: „Teraz należy zainicjować procedurę zakazu działalności AfD na szczeblu krajów związkowych [landów]”. Jawohl!
Zgodnie z oczekiwaniami 4 lipca Alicja Weidel i Tino Chrupalla zostali ponownie wybrani współprzewodniczącymi Alternatywy dla Niemiec. Weidel powiedziała na kongresie w Erfurcie m.in., że AfD po następnych wyborach do Bundestagu „będzie rościć sobie prawo do rządzenia, bo już jesteśmy najmocniejszą siłą”. Poinformowała, że jej partia ma obecnie 75 tys. członków – to wzrost o ok. 25 tys. w porównaniu z rokiem 2024.
Czy dojdzie do prawnego i policyjnego zakazu działalności AfD?
Od połowy czerwca w Niemczech pojawiły się też inne głosy różnej lewicy wzywające do zakazania działalności AfD. Np. opublikowana 25 czerwca „ekspertyza prawna” – przygotowana przez lewicowe Gesellschaft für Freiheitsrechte i licząca ponad 1500 stron tekstu – dowodzi, że działania AfD rzekomo są niezgodne z konstytucją RFN. Jej autorzy stwierdzili, że wniosek o delegalizację AfD złożony w Federalnym Trybunale Konstytucyjnym „miałby obecnie duże szanse powodzenia”. Już nazajutrz po tej publikacji politycy euro-komunistycznych Zielonych wezwali w Bundestagu „pozostałe ugrupowania demokratyczne” do „pilnego rozważenia i wspólnego wszczęcia procedury delegalizacji AfD”. To nadzwyczaj „postępowe” wezwanie spotkało się zaraz z pozytywną reakcją części posłów SPD, Die Linke i niektórych z CDU.
Ta akcja lewicy ponownie wywołała w Niemczech debatę o wszczęciu prawnego postępowania w sprawie zakazu działalności AfD. Media przypominały, że już w ubiegłym roku Urząd Ochrony Konstytucji [to „demokratyczna” policja polityczna – nazywana przez funkcjonariuszy lewicowych mediów z Niemiec czy z Warszawy „kontrwywiadem”] zaklasyfikował AfD jako „potwierdzony przypadek ugrupowania skrajnie prawicowego”. Ta policyjno-urzędnicza decyzja dająca podstawy do już totalnej inwigilacji AfD została jednak formalnie zawieszona z powodu toczącego się od miesięcy postępowania sądowego – w wyniku prawnej skargi władz AfD na to policyjne „zaklasyfikowanie”.
Jak lewica i jej aktywiści – też ci w mediach – uzasadniają rzekomą konieczność zakazania AfD jej dalszej legalnej działalności? Ano między innymi tym, że Alternatywa dla Niemiec i jej działacze i politycy „naruszają zasady demokracji i ludzką godność” (!). Donnerwetter!
Taką tezę lansuje między innymi 42-letni Bijan Moini [rodem z Bliskiego Wschodu], od roku 2020 dość ważny funkcjonariusz berlińskich mediów i członek „Rady mediów Berlina i Brandenburgii”. To ten funkcjonariusz jest jednym z głównych inicjatorów wspomnianej „ekspertyzy” Gesellschaft für Freiheitsrechte i kolejnej nagonki na AfD. Krytykuje on między innymi „rasistowską koncepcję polityczną” AfD i to, że ta partia ma „etniczno-kulturowe rozumienie narodu” i „deprecjonuje osoby ze środowisk migracyjnych”. Jako przykład tego „deprecjonowania” wymienia m.in. ten punkt programu AfD, który postuluje finansową premię za urodzenie dziecka. Premię „przeznaczoną wyłącznie dla tych dzieci, których rodzice mają niemieckie obywatelstwo”. Moini twierdzi też, że AfD „dąży do represjonowania politycznych przeciwników, co narusza jedną z zasad demokracji” (wg dw.com).
Oczywiście tego rodzaju gołosłowne i żałosne, a niekiedy wręcz śmieszne i w swej istocie eurokomunistyczne oskarżenia lewaków i funkcjonariuszy mediów nie mogą stanowić żadnej podstawy prawnej do zakazania działalności AfD czy innej partii. A formalny wniosek o zakazanie danej partii może złożyć do Trybunału w Karlsruhe jedynie Bundestag, Bundesrat [izba przedstawicieli rządów 16 landów] lub rząd federalny. Więc zapewne wszelakiej lewicy nie będzie łatwo doprowadzić do takiego wniosku, a tym bardziej do wydania wyroku Trybunału, który zakazywałby AfD dalszej działalności itd. Ale propagandowe przygotowania do tego najwyraźniej już trwają.
