Kiedy w grudniu ubiegłego roku Andrej Babisz po raz drugi obejmował fotel premiera, jego zwolennicy wieszczyli, iż kraj nad Wełtawą stoi u progu nowej suwerenistycznej ery. Nadzieje te podsycał sam miliarder i lider partii ANO, który pod hasłem „Czechy na pierwszym miejscu” obiecywał twardą obronę narodowych interesów. Realizacja tych zapowiedzi okazała się jednak nie lada wyzwaniem. Skazywała go bowiem na nieuchronny konflikt z Brukselą, z którym rząd czeski mierzy się do dziś. Pierwszym tego przejawem stał się otwarty spór z Komisją Europejską, dotyczący niejasnych reguł zarządzania jego majątkiem.
Majowe wznowienie śledztwa przez agendy tej instytucji udowodniło, że odcięcie Babisza od holdingu Agrofert miało charakter czysto fikcyjny. Przypomnijmy: po wygranych wyborach premier Czech ogłosił przekazanie stu procent swoich akcji do niezależnie zarządzanego funduszu powierniczego RSVP Trust, co miało formalnie odseparować go od biznesowego imperium. Europejscy audytorzy szybko wykazali jednak, że struktura ta to prawna fasada.
Zapisy statutu wprost zakładają, że w momencie odejścia Babisza z polityki, akcje automatycznie wrócą w jego bezpośrednie posiadanie, a sam premier stanie się jedynym beneficjentem końcowym funduszu. Oznacza to, że choć formalnie nie podpisuje on bieżących umów handlowych, cały wygenerowany zysk oraz wzrost wartości spółek zasili konto jego i jego najbliższej rodziny. Bruksela uznała za absurd sytuację, w której premier decyduje o dystrybucji unijnych miliardów, podczas gdy podległe mu krajowe agencje rolne – które jeszcze w kwietniu pospiesznie uznały fundusz za zgodny z prawem – przyznają dotacje jego firmie. W efekcie komisja wydała kategoryczne orzeczenie: do czasu jednoznacznego wyjaśnienia sprawy wstrzymana zostaje wypłata funduszy europejskich na rzecz Agrofertu oraz innych, dotychczas pomijanych biznesów Babisza.
Kolejną odsłoną tego sporu jest walka o unijną politykę klimatyczną. Pod naciskiem koalicjantów – antyimigranckiej Wolności i Demokracji Bezpośredniej (SPD) oraz libertariańsko-samochodowych Zmotoryzowanych – rząd przyjął kurs radykalnego sceptycyzmu wobec Zielonego Ładu. Podczas czerwcowego szczytu UE Babisz ostro zaatakował system handlu uprawnieniami do emisji, argumentując, że ETS kosztuje czeską gospodarkę 55 mld koron rocznie. Budując doraźną koalicję z Włochami i Polską, Czechy wymusiły na Brukseli obietnicę rewizji tych przepisów. Ponadto Praga blokuje ekologiczne kryteria nowego wieloletniego budżetu UE na lata 2028–2034, stanowczo sprzeciwiając się wymogom, by aż 43 proc. tych środków przeznaczać na projekty związane z zieloną energią.
Skrajny pragmatyzm
Mimo tak ostrej retoryki czeski rząd wykazuje skrajny pragmatyzm, gdy w grę wchodzą bezpośrednie transfery publiczne. Podczas negocjacji wspomnianej nowej perspektywy budżetowej Babisz twardo odrzucił wstępne propozycje Komisji Europejskiej zakładające zmniejszenie koperty narodowej dla Czech. Rząd w Pradze kategorycznie żąda utrzymania wysokich funduszy na politykę spójności, domagając się, by strumień euro trafiał „w beton” – czyli w budowę dróg i autostrad – a nie na przykład w transformację cyfrową. Inną kością niezgody jest zamiar wprowadzenia przez Brukselę tzw. nowych zasobów własnych, takich jak podatek od kryptowalut czy cła węglowe, które mają sfinansować unijny dług. Babisz skwitował to na unijnych salonach w swoim stylu: „Komisja chce nowych podatków, co nam się nie podoba. Ale w finale jest mi obojętne, skąd przyjdą te pieniądze, ja chcę pieniędzy dla Republiki Czeskiej”.
Chcąc zarysować działania czeskiego rządu nieco szerzej, warto wspomnieć o jego polityce wewnętrznej i gospodarczej. Praga przechodzi właśnie głęboki zwrot polityczno-ekonomiczny. Miejsce reform oszczędnościowych rządu Petra Fiali zajął stymulowany państwowo model prokonsumpcyjny, połączony z postępującą centralizacją władzy.
Pierwszym krokiem nowej koalicji było uderzenie w niezależne instytucje doradcze, na których opierał się poprzedni gabinet. W lutym br. premier Babisz podjął decyzję o całkowitym rozwiązaniu Narodowej Rady Gospodarczej Rządu (NERV) po tym, jak jej członkowie publicznie skrytykowali plany drastycznego zwiększenia deficytu. Za zbędną uznano również Radę Budżetową.
Decyzje te wywołały furię opozycji. Przedstawicze koalicji SPOLU nazwali ten krok „autorytarnym zamachem na transparentność państwa”. Vit Rakuszan, lider ruchu STAN (Burmistrzowie), ostrzegł, że likwidacja eksperckich bezpieczników to powrót jednoosobowego zarządzania w stylu „państwo jako firma”, pozbawionego jakiejkolwiek kontroli merytorycznej. Z kolei Partia Piratów wskazała, że marginalizacja niezależnych ekonomistów ułatwi rządowi ukrywanie realnych kosztów populistycznych obietnic wyborczych.
W sferze gospodarczej kluczową rolę architekta zmian przyjął pierwszy wicepremier oraz minister przemysłu i handlu Karel Havlicek. Jego głównym zadaniem stał się demontaż tzw. pakietu konsolidacyjnego Fiali. Havlicek błyskawicznie przeprowadził serię radykalnych reform podatkowych nakierowanych na stymulację rynku wewnętrznego. Flagowym projektem stała się głęboka rewizja podatku VAT, w ramach której przeforsowano czasowe obniżenie stawek na energię elektryczną, gaz i podstawowe paliwa, by natychmiast ulżyć budżetom domowym. Do najniższej stawki VAT przywrócono również sektor usług, w tym gastronomię i rzemiosło. Miało to zrekompensować firmom rosnące koszty pracy.
Jednocześnie minister doprowadził do zatrzymania planowanej przez poprzedników podwyżki podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) oraz przedterminowego wygaszenia podatku od nadzwyczajnych zysków (windfall tax) dla sektora bankowego i energetycznego. Ponadto Havlicek zdecydował się na częściowy powrót do przeszłości poprzez wprowadzenie systemu EET 2.0. Po całkowitej likwidacji Elektronicznej Ewidencji Utargów przez poprzedni gabinet minister zapowiedział przywrócenie obowiązku raportowania transakcji w znacznie uproszczonej wersji. Nowe rozwiązanie zwalnia drobnych rzemieślników, a skupia się głównie na gastronomii i hotelarstwie w zamian za atrakcyjne ulgi na systemy IT. Ofertę dla biznesu domknęły ulgi inwestycyjne, pozwalające na stuprocentowy odpis od podatku nakładów na robotyzację, automatyzację i prywatne źródła energii już w roku ich poniesienia.
Mimo nominalnie dobrego wykonania budżetu w pierwszej połowie roku, gdy deficyt za pierwsze pięć miesięcy zamknął się w kwocie 170,2 mld koron, rząd Babisza podjął ryzykowną decyzję o zwiększeniu planowanego rocznego deficytu na 2026 rok do rekordowych 310 miliardów. Szukając rozpaczliwie oszczędności, gabinet musiał jednak brutalnie zweryfikować część własnych obietnic. Minister pracy Aleš Juchelka odsunął w czasie zapowiadane natychmiastowe zastopowanie podniesienia wieku emerytalnego, a sam Havlicek musiał po cichu się wycofać z hucznie zapowiadanego darmowego transportu dla studentów.
Ostry kurs kolizyjny
Równolegle czeski rząd wszedł w ostry kurs kolizyjny z Narodowym Bankiem Czeskim (CNB). Dążąc do gwałtownego poluzowania polityki pieniężnej w celu ułatwienia akcji kredytowej i obniżenia kosztu obsługi długu państwowego, gabinet zaczął wywierać bezprecedensowy nacisk na prezesa Aleša Michla.
Premier Babisz publicznie ostrzegał Bank Centralny, że ewentualne dalsze podwyżki stóp procentowych uderzą w całe społeczeństwo. Szef banku centralnego odpowiedział jednak nadzwyczaj twardo, deklarując, że CNB realizuje swój ustawowy mandat ochrony wartości pieniądza i nie zamierza przyjmować instrukcji od polityków. Ten tlący się konflikt instytucjonalny rodzi poważne obawy inwestorów zagranicznych o niezależność czeskich organów regulacyjnych.
Niezwykle zapalnym elementem polityki wewnętrznej stała się kwestia wydatków na obronność. Poprzedni rząd Fiali deklarował chęć spełnienia wymogów NATO w postaci przeznaczenia 2 proc. PKB na armię. Ekipa Babisza szybko te deklaracje zweryfikowała, co doprowadziło do ostrego sporu wewnątrz koalicji rządzącej.
W czerwcu premier oficjalnie ogłosił, że Czechy nie spełnią w tym roku sojuszniczych zobowiązań obronnych, a armia otrzyma z budżetu jedynie 154,8 miliarda koron, czyli ok. 1,8 proc. PKB. Decyzja ta wywołała głębokie pęknięcie w Radzie Ministrów. Minister obrony Jaromír Zůna, reprezentujący koalicyjne SPD, stanowczo sprzeciwił się takiemu cięciu kosztów, domagając się zwiększenia budżetu swojego resortu do 190 miliardów koron. Konflikt szybko przeniósł się na poziom personalny, gdy premier Babisz, wbrew wyraźnemu stanowisku ministra obrony, przeforsował kandydaturę Miroslava Hlaváča na szefa Sztabu Generalnego.
Komentatorzy polityczni ocenili ten ruch jako jawne upokorzenie koalicjantów z SPD i jednoznaczny dowód na to, że w sprawach o znaczeniu strategicznym ANO nie zamierza dzielić się władzą z nikim. Sam Babisz tłumaczył swoją autorytarną decyzję czystym pragmatyzmem przed nadchodzącymi wyzwaniami gospodarczymi, dając do zrozumienia, że w dobie kryzysu dyscyplina finansowa państwa musi stać ponad ambicjami generalicji i koalicyjnych partnerów.
Polityka rządu budzi ostry opór opozycji. Przedstawiciele ruchu STAN oraz Piratów alarmują: działania władz prowadzą do izolacji Czech na salonach w Brukseli. Rezygnacja z zielonych funduszy i gwałtowny zwrot ku eurosceptycznej frakcji Patrioci dla Europy mają – ich zdaniem – zepchnąć kraj na margines unijnej decyzyjności. Rykoszetem uderzy to w czeski biznes, który straci konkurencyjność, i stając się jedynie petentem wobec globalnych wymogów ekologicznych.
Mimo czarnych scenariuszy kreślonych przez ekonomistów, czeskie społeczeństwo w większości przyklaskuje nowemu kursowi. Potwierdzają to najświeższe sondaże z maja i czerwca 2026 roku – cały blok rządzący stabilnie utrzymuje około 45 procent elektoratu. To jasny dowód na to, że wyborcy koalicji ANO–SPD–Zmotoryzowani bez wahania przedłożyli doraźny komfort finansowy nad długofalową odpowiedzialność budżetową i poprawne relacje z Brukselą.
I choć reformy podatkowe Karela Havlíčka dały upragniony oddech przedsiębiorcom, a antyunijna retoryka trafia na podatny grunt twardego elektoratu, nad Pragą gromadzą się ciemne chmury. Rosnący deficyt, wizerunkowy zjazd w strukturach NATO oraz otwarty konflikt z bankiem centralnym to tykająca bomba zegarowa, która w każdej chwili może wysadzić w powietrze stabilność makroekonomiczną Czech.
Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 27-28, 29 czerwca – 12 lipca 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.

